Fizjologiczna pielęgnacja skóry. Cz. I: rozważania teoretyczne

Co rozumiem przez fizjologiczną pielęgnację skóry? Używanie substancji o budowie jak najbardziej przypominającej substancje naturalnie występujące w skórze lub na skórze. I nie będą to tłuszcze roślinne, z którymi też eksperymentowałam: olej kokosowy, także w połączeniu ze słonecznikowym, które jeszcze bardziej wysuszały mi skórę ani nawet olej arganowy czy masło shea, które chyba najlepiej z nich nadawało się do pielęgnacji mojej skóry. Nie będą to też substancje ropopochodne typu parafina, których nadal używam w różnych kosmetykach i które bardzo mi pomogły, nawet jeśli dają głównie mechaniczną ochronę skórze (nie pozwalają jej wyschnąć tworząc na niej nieprzepuszczającą wody warstwę). Co nam zostaje? Oczywiście na logikę najbardziej zbliżone są tłuszcze zwierzęce, w tym tłuszcze ssaków powinny być najbliższe naszej skórze. Brzmi intrygująco? Mam nadzieję;-)

Czytaj dalej Fizjologiczna pielęgnacja skóry. Cz. I: rozważania teoretyczne

Mądry Polak po szkodzie?

Niekoniecznie. Wolę angielskie hindsight is better than foresight, czyli że łatwiej coś zrozumieć/zauważyć patrząc z perspektywy czasu, niż próbując coś przewidzieć. Niezależnie od tego, czy coś nam zaszkodziło, czy nie. Ileś tam artykułów, podcastów, suplementów, pieniędzy, objawów i miesięcy później, nagle do nas dociera, że gdybyśmy jednak posłuchali lekarza/dietetyka/naturopaty/trenera i zrobili ten test, tę kurację, ten zabieg, to by jednak było lepiej, prościej i taniej. Gdybyśmy  tylko wtedy wiedzieli to, co wiemy teraz… Dlatego myślę, że dużą rolę w terapii odgrywa edukowanie pacjentów/klientów. Oczywiście, kiedy wizyta w publicznej placówce służby zdrowia potrwa 10 minut, to nie ma o tym fizycznie mowy, ale jeśli mamy godzinną czy dłuższą konsultację prywatnie, to naprawdę fajnie by było, gdyby badania i zalecenia nam wyjaśniono. Mnie wiedza motywuje, a nie kończyłam np. diagnostyki medycznej, żeby znać się na niuansach badań i nie wszystko da się wyczytać w internecie. Co innego płacić za jakąś anonimową cyferkę, a co innego, kiedy dokładnie wiemy, co chcemy sprawdzić i jakie opcje daje nam wynik. Sami też siłą rzeczy uczymy się wielu rzeczy w tym procesie, ale byłoby szybciej i łatwiej znając wizję i tok rozumowania swojego terapeuty. Z drugiej strony, tj. z perspektywy terapeuty, może takie podejście zwiększałoby skuteczność i compliance rate, czyli liczbę pacjentów/klientów stosujących się do zaleceń.

Domowe sposoby na zatkane zatoki cz. IV: przepis na płyn z ksylitolem

Wszystkim osobom, które stosują lub zamierzają stosować płukanie zatok, polecam na początek preparat z ksylitolem Xlear, o którym pisałam tutaj. Jeśli jednak z jakiegoś powodu nie możemy go zakupić (niedostępny w aptece, za drogi) albo po prostu wolimy wszystko własnej roboty, możemy przygotować własny roztwór z ksylitolem do płukania nosa w domu. Nie jest to trudne i można zrobić na kilka sposobów.

Czytaj dalej Domowe sposoby na zatkane zatoki cz. IV: przepis na płyn z ksylitolem