Jak leczyć atopowe zapalenie skóry. Cz. I: paleo i medycyna funkcjonalna

Postanowiłam zrobić research w internecie o atopowym zapaleniu skóry. Po raz pierwszy, bo po raz pierwszy mam taką potrzebę i jednocześnie możliwość: Internet, a w nim liczne informacje i zasoby w postaci czasu, znajomości angielskiego i umiejętności wyszukiwania, selekcjonowania i zbierania informacji. A więc do dzieła.

Zaczęłam od polskich i angielskich paleo blogów. Trochę się rozczarowałam, bo nie znalazłam za wielu informacji, ale za to prawdziwą perełkę. Kto poczyta i posłucha dalej, ten zrozumie aluzję;-)  A szkoda, bo to niezłe wyzwanie, z którym konwencjonalna medycyna sobie nie radzi, całkiem nowa choroba cywilizacyjna, a do tego częsta.  Jak podaje Wikipedia: „Schorzenie dotyka od 0,25 do 20% populacji. Początek rozwoju AZS przypada zwykle między 3 a 6 miesiącem życia. U ok. 40% dzieci choroba ustępuje z wiekiem. U pozostałych chorych zdarzają się nawroty w wieku dorosłym. Ze względu na wrodzony charakter schorzenia może ono trwać wiele lat bądź nawet całe życie”. Co gorsza, choroba nie tylko niszczy barierę ochronną skóry narażając np. na infekcje czy wnikanie toksyn do organizmu, ale ponieważ objawy często nasilają się nocą i nie pozwalają spać oraz są stresujące (wygląd), więc uderzają w fundamenty zdrowia, których rolę podkreśla zwłaszcza paleo. Czasem jeszcze podejrzewa się, że to choroba o podłożu autoimmunologicznym, że zamieszane są w nią alergie, nietolerancje, nadwrażliwości pokarmowe i środowiskowe różnego typu, histamina i jeszcze mniej znane substancje, niedobory, toksyny, nieodpowiednia mikroflora, czy jak kto woli, -biota i stres, że potrzebna jest dieta, suplementacja, testy, właściwa pielęgnacja, leki… No, ale jak to wszystko nie pomaga, mimo upływu czasu, pracy i pieniędzy??? To co dalej?

Najciekawszą wypowiedzią spod znaku paleo był wpis, jaki znalazłam u Paleo Mom. Główne przesłanie jest takie, że problem może nie leży tak bardzo w środku jak jednak na zewnątrz, czyli że to nie przez nieszczelne jelito a skórę (skin permeability, leaky skin)! Problem może leżeć w samej strukturze skóry, która przepuszcza patogeny, co z kolei pobudza układ odpornościowy do ataku. Taką strukturę skóry określają geny. Prawdopodobnie w przypadku nieszczelności skóry podobnie jest z jelitem (podobna bariera, więc i predyspozycje). Proponowane podejście to dieta paleo (stosowałam przez rok), następnie AIP (od listopada 2015) ze szczególnym uwzględnieniem rosołu, ryb, podrobów itd., suplementacja wit. D oraz pielęgnacja jak smarowanie nierafinowanym olejem kokosowym (tak, też stosuję i nic). Wpis ten wskazał mi dalszy trop: skin permeability i leaky skin. Skoro tyle się mówi o nieszczelnym jelicie, nieszczelnej barierze krew-mózg czy nawet wspomina się o pęcherzu, to pora na skórę, nasz jeden z największych i najważniejszych organów!

Miałam też (chyba na czarną godzinę) zapisany podcast Amy Myers, MD, w którym rozmawiała ze specjalistką w dziedzinie medycyny funkcjonalnej i naturopatii dr Karą Fitzgerald, która wie co mówi tym bardziej, że sama miała problemy zdrowotne jak egzema. Naprawdę polecam! Dowiedzieć się z niego można wielu ciekawych rzeczy o alergiach, astmie i problemach skórnych. Oto najważniejsze i najciekawsze: katar sienny pojawił się… dopiero w połowie XIX w.! A po 50 latach był już często spotykany w związku z postępem urbanizacji i zanieczyszczenia środowiska. Szok anafilaktyczny opisano w literaturze medycznej dopiero w XX w. Nie wiem jak z AZS, ale myślę, że pojawiło się w podobnym okresie co ww. przypadłości. Oprócz zanieczyszczeń pojawiły się też wynalazki takie jak szczepionki i antybiotyki oraz inne leki (jak „niewinne” leki przeciwbólowe bez recepty czy inhibiotory pompy protonowej), które wpływają na system odpornościowy oraz mikrobiom (wybijając dobre bakterie lub obniżając zakwaszenie żołądka, który stanowi jedną z pierwszych barier ochronnych organizmu, przez co w jelitach mogą znaleźć się i rozwijać patogeny)… Czy czegoś nam  ubyło poza bakteriami? Pasożytów, z którymi walczy ramię układu odpornościowego TH1. Ponieważ nie ma dawnego wroga, szuka innego, podobnego… (I tu oczywiście dorzuciłabym hygiene hypothesis, czyli hipotezę o nadmiernej czystości). Dr Fitzgerald powiedziała również, że w przypadku osób z egzemą przeważnie okazuje się, że na skórze mają jakiś rodzaj grzyba.

Wreszcie mamy zamieszaną w reakcje alergiczne histaminę (często powodującą swędzenie np. w AZS), która przyczynia się do rozszczelnienie skóry lub jelit przez co wnika coraz więcej substancji do organizmu, które nasilają objawy i mamy dobrze znaną równię pochyłą, aż nagle coś się zmieni (pora roku, mieszkanie, dieta…). Problemy z histaminą miała sama dr Myers na diecie paleo… (Dużo mięsa, a więc histydyny i histaminy; tu natrafiłam na trochę praktycznych informacji o problemie: mięso poleca się najpierw zamrozić, nie gotować na dwa dni, nie obrabiać termicznie za długo oraz uważać na wątróbkę i mielone, a najlepiej było by mieć wszystko świeże od rzeźnika…). Problemy dr Myers skończyły się po zbadaniu poziomu histaminy, nietolerancji pokarmowych i przyjmowaniu enzymu (histidine?). Niestety nie byłam w stanie dojść nazwy wymienionej w podcascie. W każdym razie przeszukałam internet na tę okoliczność i znalazłam tego posta dr Myers o histaminie, a w nim cały protokół antyhistaminowy (dieta niskohistaminowa przez 3 miesiące & reintro) i link do suplementu DAO o nazwie histazyme ) :-))) Należy przyjmować 2 kapsułki do posiłku. Coś podobnego można znaleźć na Amazonie albo lepiej iHerb. Dobra wiadomość jest taka, że ten problem może po pewnym czasie i terapii ustać, bo organizm się zregeneruje.

Kiedy nadal mamy AZS… Nie wystarczy zająć się swoim bogatym wnętrzem ani histaminą. Trzeba jeszcze uwzględnić geny i tu pojawia się filaggrin (po polsku filagryna), białko odpowiedzialne za homeostazę skóry. Jeśli mamy mutację genetyczną kodującą jego ekspresją, możemy mieć ekstremalną postać suchej skóry czyli właśnie egzemę albo nieszczelną skórę. Jest to częste u Europejczyków, co może być związane z pasywnym szczepieniem, co znaczy, że organizm dopuszcza wniknięcie patogenu, żeby go poznać i nabrać odporności. Zwłaszcza w przypadku problemów na dłoniach winowajcą jest przeważnie filaggrin (a mam cię!). Co może pomóc? Bleach bath (więcej w cz. II posta) i nałożenie substancji nawilżającej bez substancji ropopochodnych a następnie substancji nawilżającej z substancją ropopochodną albo zawierającą wosk pszczeli i / lub masło shea, a następnie odżywienie skóry przez nałożenie ceramidu jak EpiCeram lub Hylatopic (nie wiem, czy są dostępne gdzieś poza Ameryką Pn. na ten moment…), które mogą być dobrą alternatywą dla sterydów (których stosowanie niesie za sobą ryzyko jeszcze większego zniszczenia bariery ochronnej skóry, jak słusznie zauważyła dr Myers mamy tu paragraf 22…).

Jeszcze słowo o polecanej w podcaście suplementacji: enzymy trawienne, wit. D, omega 3 (fish oil, na usunięcie kwasu arachidonowego z membran komórkowych, co trochę trwa), naturalne substancje przeciwhistaminowe jak wit. C czy kwercetyna, probiotyki jak Lactobacillus rhamnosus.

W przypadku problemów oddechowych (zatoki, astma) warto ustalić problem za pomocą testu środowiskowego IgE i usunąć (np. pleśnie). Dobrze jest mieć filtr np. HEPA w domu.

Profilaktyka wygląda tak samo jak leczenie ;-) Trzeba też pamiętać, że jeśli mamy taki problem, to możemy go przekazać w genach, więc lepiej się zająć na poważnie swoim zdrowiem, zanim zrobimy problem komuś innemu. A jak się tym kimś potem zająć? Dokładnie tak samo!

No, wreszcie jakaś konkretna informacja, protokoły, przykłady, przyczyny, a nie stąpanie po omacku, od specjalisty do specjalisty i nic nie wiadomo, nic nie pomaga, bo to pewnie alergia na wszystko, jak to drzewiej się zwało… Jest postęp!

Po przesłuchaniu podcastu dr Amy Myers z Karą Fitzgerald i przejrzeniu strony internetowej tej ostatniej (polecam zwłaszcza ten pasjonujący post o związku stanu naszych ust i mieszkańców naszych jelit) uświadomiłam sobie jeszcze bardziej, jak potężnym narzędziem jest internet. Nie tylko pozwolił mi dotrzeć to tak wielu źródeł i informacji, określić problem i znaleźć wytłumaczenie, rozwiązanie (jak skuteczne okaże się niedługo, bo po teorii przychodzi praktyka), to jeszcze mam możliwość dotarcia do innych ludzi, najlepszych specjalistów na świecie w swojej dziedzinie i po prostu umówieniu się z nimi na konsultację przez skype!!! Oczywiście trzeba znać angielski i to kosztuje, są różnice np. w dostępności badań czy suplementów, ale kiedy wyczerpie się wszystkie inne możliwości na miejscu, trzeba spróbować potęgi telemedycyny! There is hope.

Aktualizacja 29.04.16

Właśnie dr Amy Myers opublikowała artykuł, który dobrze podsumowuje podejście medycyny funkcjonalnej do leczenia egzemy i porównuje je z konwencjonalnym podejściem. Te zalecenia do w skrócie: dieta przeciwzapalna (oparta o warzywa, owoce, tłuste ryby), dieta niskohistaminowa, poprawa stanu jelit i mikrobiomu. Ja bym to rozszerzyła o przeciwzapalny styl życia (redukcja stresu, sen, ruch), właściwą pielęgnację skóry i jej mikrobiomu.

Aktualizacja 08.05.16

Dr Myers opublikowała drugą część artykułu o egzemie i uzupełniła zalecenia wcześniejsze zalecenia „od wewnątrz na zewnątrz” o metody „od zewnątrz do wewnątrz”: uwzględnienie czynników środowiskowych (dostęp do czystej wody i powietrza, właściwy kontakt ze zwierzętami, pielęgnacja skóry kosmetykami nie zawierającymi toksyn, ubrania i przedmioty z nietoksycznych materiałów, ograniczenie kontaktu z pleśniami i ich toksynami), uwzględnienie alergii i nietolerancji histaminy (suplementacja kwercetyną, picie herbatki z pokrzywy, dieta niskohistaminowa), zastosowanie naturalnych substancji (neem, czyli olejek z miodly indyjskiej oraz karanja oil) zamiast sięgać od razu po sterydy oraz bleach baths według zaleceń American Academy of Allergy, Asthma & Immunology.

Polub lub udostępnij