Pisanie kreatywne. Nowa kategoria na blogu

IMG_20151011_151020Założone w listopadzie 2014 r. zdrowie-paleo nie jest moim pierwszym blogiem. Pierwszy był blog Eumigrantka na WordPressie, którego zaczęłam prowadzić w lutym 2014 r. Praktycznie aż do dzisiaj prowadziłam dwa blogi, chociaż blog Eumigrantka nie był regularnie wzbogacany o nowe wpisy. Wraz ze wzrostem poczytności zdrowie-paleo (małym, ale stałym;) i zmianą polityki Google wobec WordPressa, postanowiłam przenieść posty ze starego bloga na nowego, stworzyć nową kategorię Pisanie kreatywne / Blog Eumigrantka i przestać prowadzić dwa blogi jednocześnie. Tematyka przeniesionych postów to migracje, podróżowanie i porównanie życia w różnych krajach (Polska, Niemcy, Anglia i Walia). Jak to się ma do zdrowia i paleo? Ano tak, że pisanie może być rodzajem terapii i wpływać korzystnie na zdrowie:-) Posty w tej kategorii nie będą się pewnie często pojawiać, więc myślę, że nie zaburzą za bardzo struktury zdrowie-paeo ;-)

Liveability, czyli gdzie najlepiej mieszkać

globus
skopiowane od @ rogiro

W tym roku mija dokładnie 10 lat od  początku moich zagranicznych migracji. Mieszkałam już w różnym charakterze (studia, praca, własna działalność lub jej brak) w 3 państwach, 4 krajach, 7 miejscowościach i pod kilkunastoma adresami. Nie mam jakiś bardzo egzotycznych wypraw na koncie, nie są to migracje międzykontynentalne, ale jednak jestem doświadczona w przeprowadzkach. Na początku było mało świadomie, potem coraz bardziej. Większe możliwości wyboru, więcej doświadczenia, wiedzy, wyobraźni, researchu, więcej wymagań. Ostatnia przeprowadzka z Anglii do Walii na początku sierpnia była chyba najbardziej świadoma i najmniej emocjonalna (no, OK, trochę emocji i stresu było, ale też po dobrej kalkulacji, researchu, także w terenie;). Na razie wszystko wygląda dobrze, ale dopiero po dłuższym czasie będzie to można właściwie ocenić, tzn. czy kryteria, na podstawie których wybór padł właśnie na Cardiff, się sprawdziły. Kryteria przedstawiam poniżej w tabelce. Jak ktoś jest ciekawy, to ich rozwój i historię moich migracji też opisuję. Pomysł na tego posta, porównawczego poniekąd jak sam blog, nie powstał jednak razem z tabelką. Przyszło mi to do głowy dopiero, kiedy natknęłam się na ranking miast The Economist i artykuł o liveability, czyli miastach, w których są najlepsze warunki do życia według określonych kryteriów. To taka lepiej uporządkowana i wyważona wersja mojej tabelki, ale oczywiście ma ona charakter uniwersalny a nie indywidualny, więc myślę, że każdy powinien mieć jakąś spersonalizowaną wersję pod ręką na wypadek przeprowadzki ;-) Zapraszam do zgłębiania tematu!la ciekawych poniżej historia moich migracji i wypracowywania kryteriów, potem moje kryteria w tabelce i trochę o liveability.

Czytaj dalej Liveability, czyli gdzie najlepiej mieszkać

Największe atrakcje turystyczne Bristolu. Od G do Z

img_20151011_134844Zapraszam do drugiej części posta o atrakcjach turystycznych w Bristolu, które poznałam mieszkając tam przez prawie rok: od Gloucester Road po zoo. Oraz o tych, których jeszcze nie widziałam, ale mam w planach zobaczyć.

Czytaj dalej Największe atrakcje turystyczne Bristolu. Od G do Z

Największe atrakcje turystyczne Bristolu. Od A do C

IMG_20151011_151429W Bristolu spędziłam prawie rok. Bardzo fajne miasto. Sporo pozwiedzałam i właśnie się zaaklimatyzowałam, a tu kolejna przeprowadzka… Czemu? O tym innym razem. Teraz będzie o atrakcjach turystycznych. Ogólnie miasto jest bardzo przyjemne i przyjazne. I ładne. Czuje się luz, miejscami jest elegancko, ale częściej hipstersko (murale jak w Łodzi, graffiti Banksy’ego, niektóre dzielniczki przypominające atmosferą artystyczno-hipsterski Berlin). Miasto ma całkiem niezły klimat. Otoczone malowniczymi, niewysokimi wzgórzami cieszy się lepszą pogodą niż większość kraju. I są w nim pory roku. A przynajmniej wiosna, jesień i trochę lata. To na plus. Minusem jest układ uliczek, wąskich, pofalowanych (jak niektóre budynki, podłogi…), często jednokierunkowych i słaba komunikacja miejsca (drogo, opóźnienia, ze dwie różne firmy zamiast jednego MPK, na przystankach na rozkładzie nie doczytamy się wszystkich przystanków, więc bez znajomości miasta albo nawigacji jest słabo…). Nie ma w nim jakiś powalających atrakcji, więc przyjazd z Polski tylko dla samego Bristolu nie wydaje mi się najlepszą opcją (Bristol, Bath i Cardiff za jednym razem już bardziej), ale jeśli jesteśmy już w pobliżu albo na dłużej w UK, to warto się tu wybrać. Oto dlaczego.

Czytaj dalej Największe atrakcje turystyczne Bristolu. Od A do C

Co zwiedzać w Cardiff?

P1100635Po prawie dwóch latach postawiłam znów stopę na walijskiej ziemi. Tym razem w stolicy, Cardiff. Była to zarazem moja pierwsza wizyta w Walii Południowej i zamierzam ją powtórzyć, bo w samym Cardiff jest, co zwiedzać, nie mówiąc o okolicy. Chociaż niedaleko położony angielski Bristol jest nieco większy, to Cardiff jest zdecydowanie bardziej wielkomiejskie: szerokie ulice, wieżowce, wysokie domy i kamienice. Już na dworcu witają nas dwujęzyczne drogowskazy i napisy, a w centrum wielkie flagi ze smokiem, prowadzące w stronę zamku. Atmosfera trochę jak ze średniowiecza. Zaraz potem rzucają się w oczy donice z palmami. Wieje wiatr, a kiedy zaczyna padać, mało kto zakłada kaptur czy czapkę na głowę… Idziemy w miasto, w stronę turystycznych atrakcji. Jakich? Zobaczcie sami!

Czytaj dalej Co zwiedzać w Cardiff?

Bezdomność w Polsce i za granicą

P1090796Zauważyłam ostatnio, że Brytyjczycy inaczej traktują bezdomnych niż Polacy czy Niemcy. I bezdomni wyglądają tu też inaczej. Na najbliższej high street nie ma dnia, żeby ktoś nie siedział na ulicy, czasem grając na gitarze, czasem po prostu czekając lub prosząc o drobne pieniądze. I nie ma prawie dnia, żeby ktoś do nich nie zagadał, zapytał, czy wszystko ok, dotrzymał na chwilę towarzystwa, dał trochę drobnych. W Polsce przeważnie nawet nie zauważa się takich osób, a w najlepszym razie daje parę groszy i znika. Trzeba oczywiście dodać, że większość brytyjskich bezdomnych jest czystsza, bezzapachowa, wręcz nie do odróżnienia od przeciętnego obywatela z dachem nad głową. No i są to Brytyjczycy. W Polsce niektórzy bezdomni naprawdę nie mają się najlepiej. Wina systemu? Czytaj dalej Bezdomność w Polsce i za granicą

Jak (nie) zostać nauczycielem w PL, DE czy UK

Nie dlaczego ani po co, ale właśnie jak. Co zrobić, skoro już się zdecydujemy, że chcemy pracować w szkole? W Polsce skończyłam studia filologiczne ze specjalizacją pedagogiczną (nie było wyboru na mojej uczelni). Nie myślałam w sumie o pracy nauczyciela, ale skończyłam jedne studia, zaczęłam drugie i trzeba było poszukać pracy. Było to już parę lat temu, więc nie pamiętam dokładnie kiedy, ale jakoś w wakacje obdzwoniłam wszystkie szkoły w mieście i okolicy, z którego pochodzę (ok 5o tys. mieszkańców) i znalazłam tam dokładnie 0 godzin, potem obdzwoniłam wszystkie szkoły z niemieckim, jakie znalazłam w najbliższym większym mieście (250 tys. mieszkańców) i znów 0 godzin. W najlepszym razie słyszałam, że jeszcze jakbym była anglistką, to w jakiejś wsi by się znalazła praca, ale ten rynek też się już nasyca… Na niżu demograficznym moja przygoda pedagogiczna w Polsce się zakończyła. Myślę, że z perspektywy czas obdzwoniłabym jeszcze kolejne większe miasto w pobliżu, miasto wojewódzkie i miasto, gdzie studiowałam, a także osoby będące nauczycielami w rodzinie i mieszkające w jeszcze innych miejscowościach. W Niemczech i UK było trochę inaczej. Jak? Zapraszam do lektury! Czytaj dalej Jak (nie) zostać nauczycielem w PL, DE czy UK

Anglia vs. Walia. Gdzie dobrze, gdzie nie

Minął miesiąc na Wyspach. Tym razem w Anglii, nie w Walii. Wrażenia niemal równie zaskakujące ;-) Po pierwsze: podoba IMG_20151011_133842mi się! Zaczynam rozumieć Polaków, którzy na Wyspy wyjechali i tam zostali: zadowoleni, nie zmuszeni. Po poznaniu warunków życia w północnej i środkowej Walii wydawało mi się mieszkanie tutaj masochizmem… Czyżby w Polsce było aż tak źle? Czy to przez brak porównania z innymi krajami i perspektyw? Zdumiewające, do czego ludzie są zdolni… W dodatku dobrowolnie… A teraz podoba mi się tu, bo Anglia to  przeciwieństwo Walii. Po pierwsze: mówi się tu po angielsku! W języku, który znam i którego uczyłam się latami…

Czytaj dalej Anglia vs. Walia. Gdzie dobrze, gdzie nie

Witaj, Anglio!

IMG_20151221_120745Wracam właśnie na Wyspy Brytyjskie po ponad roku pobytu w Polsce, ze względów osobisto-finansowo-zawodowych, mimo, że tym razem w kraju przodków naprawdę mi się podobało.

Mam nadzieję, że w Anglii będzie lepiej niż w Walii i wszystko ułoży się po mojej myśli; że będzie lepszy klimat i większe możliwości zawodowe, rozwojowe i rozrywkowe w mieście, mniejsza bariera językowa czy kulturowa.

Jestem tego wszystkiego ciekawa. Jednocześnie jest też obawa

Kamienny krąg… tym razem w Polsce

P1050773Kamienne kręgi i inne podobne prehistoryczne budowle, o których już trochę pisałam tu i tu, są typowe dla krajobrazu Wysp Brytyjskich. W Polsce spotkać je można bardzo rzadko, chociaż pewne elementy tego typu można spotkać także w typowo polskiej sztuce architektonicznej. Czytaj dalej Kamienny krąg… tym razem w Polsce

Cmentarz, jesień, garść rozważań

P1100578W Polsce zbliża się, będący dla mnie świętem przodków, przeszłości i tradycji, Dzień Wszystkich Świętych, a na świecie robi się coraz bardziej dyniowo-Halloweenowo. Zatem pora na późnojesienne refleksje nad tym, jak ten szczególny moment w roku mija w różnych krajach i jaka jest w nich rola cmentarza, nie tylko od święta. Czytaj dalej Cmentarz, jesień, garść rozważań

Swego nie znacie. O produktach i usługach

Muszę przyznać, że z perspektywy kilku lat i krajów, bardziej doceniam polskie produkty. Chętnie nosiłabym teraz ubrania z metką Made in Poland, zamiast przepłacać za ciuchy zachodnich marek wyprodukowane gdzieś, jakoś w Azji… Podobnie z wieloma innymi przedmiotami użytkowymi. Kupić laptopa w Wielkiej Brytanii? Wybór producentów i produktów prawie żaden. Generalnie łatwiej tam o drogą tandetę niż w Polsce czy Niemczech. Czytaj dalej Swego nie znacie. O produktach i usługach

Wsi (nie)spokojnej ciąg dalszy

W Walii jest mnóstwo owiec. Czasem zdarzy się czarna owca. Albo baran. Albo, co gorsza, człowiek, który żyje w naszej okolicy i życzy sobie mieć ryczącą maszynę z pseudomuzyką na cały regulator oraz otwarte okna i drzwi, żeby uszczęśliwić na siłę sąsiadów.

Czytaj dalej Wsi (nie)spokojnej ciąg dalszy

Porządek na zewnątrz a wewnątrz

To tylko takie wrażenie (ale jednak je mam), że z zapewne różnych i rozlicznych powodów, w Polsce bardziej dba się o to, co wewnątrz, a w UK o to, co na zewnątrz. Wewnątrz to własne mieszkanie, dom albo ogródek, a na zewnątrz – wszystko inne, jak park, plaża czy port. W Niemczech jest jeszcze trochę inaczej. Czytaj dalej Porządek na zewnątrz a wewnątrz

Pranie i suszenie. Problem i wyzwanie

Czy pranie to problem? W Polsce nie, bo pierze się w pralce, którą posiada się w łazience. Wydaje się to w XXI w. oczywiste, dopóki nie wynajmie się pokoju na stancji bez pralki w jakiejś metropolii. Czyżby właścicielom tego typu i standardu lokali wydawało się, że studenci nie mają potrzeb tak wysokiego rzędu? Natomiast suszenie jest już prostsze. Suszyć można wszędzie, przeważnie na strychu lub sznurku czy stojaku w mieszkaniu. Pranie i mieszkanie są szybko suche. Czy w innych krajach też tak jest? Przekonajmy się. Czytaj dalej Pranie i suszenie. Problem i wyzwanie

Święty spokój w dzień święty czy nie?

W Polsce, tradycyjnie, w niedzielę się odpoczywa. Wszystkie sprawy załatwione i zaległości z tygodnia nadrobione zostają w sobotę, imprezy odespane, więc w niedzielę siedzi się cicho i czeka spokojnie na poniedziałkowy początek pracy.

W Niemczech szczytna tradycja ta również jest silna. Kiedyś, kiedy mieszkałam jeszcze w wielkim niemieckim bloku i przymierzałam się do odkurzania mojego malutkiego mieszkania w niedzielę, zostałam (i słusznie) skarcona: Der Sonntag ist Ruhetag. Po prostu, w niedzielę nie zakłóca się bliźnim błogiego spokoju.

Zasada ta w Walii zdaje się w ogóle nie obowiązywać. W niedzielę nierzadkim widokiem jest robotnik na rusztowaniu, sąsiad myjący samochód, czasem słychać kosiarkę. Takie prace zdarzają się tu nie tylko w niedzielę, ale też w inne święta czy dni wolne nazywane tu bardzo wymownie bank holidays. Trochę szkoda, że nie można być pewnym swojego spokoju choćby przez jeden jedyny dzień w tygodniu.

PL:DE:UK

1:1:0