Mądry Polak po szkodzie?

Niekoniecznie. Wolę angielskie hindsight is better than foresight, czyli że łatwiej coś zrozumieć/zauważyć patrząc z perspektywy czasu, niż próbując coś przewidzieć. Niezależnie od tego, czy coś nam zaszkodziło, czy nie. Ileś tam artykułów, podcastów, suplementów, pieniędzy, objawów i miesięcy później, nagle do nas dociera, że gdybyśmy jednak posłuchali lekarza/dietetyka/naturopaty/trenera i zrobili ten test, tę kurację, ten zabieg, to by jednak było lepiej, prościej i taniej. Gdybyśmy  tylko wtedy wiedzieli to, co wiemy teraz… Dlatego myślę, że dużą rolę w terapii odgrywa edukowanie pacjentów/klientów. Oczywiście, kiedy wizyta w publicznej placówce służby zdrowia potrwa 10 minut, to nie ma o tym fizycznie mowy, ale jeśli mamy godzinną czy dłuższą konsultację prywatnie, to naprawdę fajnie by było, gdyby badania i zalecenia nam wyjaśniono. Mnie wiedza motywuje, a nie kończyłam np. diagnostyki medycznej, żeby znać się na niuansach badań i nie wszystko da się wyczytać w internecie. Co innego płacić za jakąś anonimową cyferkę, a co innego, kiedy dokładnie wiemy, co chcemy sprawdzić i jakie opcje daje nam wynik. Sami też siłą rzeczy uczymy się wielu rzeczy w tym procesie, ale byłoby szybciej i łatwiej znając wizję i tok rozumowania swojego terapeuty. Z drugiej strony, tj. z perspektywy terapeuty, może takie podejście zwiększałoby skuteczność i compliance rate, czyli liczbę pacjentów/klientów stosujących się do zaleceń.

Krew to też podroby. Dlaczego warto spróbować?

Miał być krótki wpis na profil na Facebooku, inspirowany podcastem BBC (niedawno ukazało się mnóstwo ciekawych, chyba ze wszystkich moich ulubionych audycji!). Zaczęłam i zrobił się z tego cały post na bloga. Bo podroby to ważny temat, więc zaliczana do nich krew też. Czytaj dalej Krew to też podroby. Dlaczego warto spróbować?

Jak się lepiej leczyć za mniej

Leczenie nie jest tanie… Wiadomo o tym co najmniej od czasów Kochanowskiego;-) Ani często nawet dbanie o siebie czy profilaktyka. Co można zrobić, żeby wyszło jednak trochę taniej? Oczywiście można próbować leczyć się samemu, bo dużo osób ze świata zdrowia udostępnia cenne informacje nieodpłatnie. Można kupować suplementy i inne produkty w promocji. Ale czasami potrzebna jest porada specjalisty albo zabieg. Co wtedy?

Czytaj dalej Jak się lepiej leczyć za mniej

Podsumowanie 2016 i plany na 2017 rok

Dziś post dla zebrania myśli na przełomie dwóch lat. Od końca 2015 roku czas upływał pod znakiem skóry i rok temu było zdrowotnie naprawdę nieciekawie. Wtedy sobie myślałam, łykając suplementy, że przecież to podobno tylko stan zapalny, więc da się nim manipulować. Nie udawało się za bardzo, ale dopiero teraz wiem lepiej dlaczego;-) Nauczyłam się lepiej pielęgnować moją wrażliwą skórę, ale w pewnym momencie przestało i to wystarczać. Rok później, czyli pod koniec 2016 r., odkryłam znaczenie prawidłowego ph skóry i wszystko ułożyło się w całość:-) Mam nadzieję, że jak tak dalej pójdzie, problemy ze skórą mam na przyszłość z głowy. Eksperymentuję teraz dalej z pielęgnacją i na pewno wszystko opiszę, tylko po prostu potrzeba mi czasu na wypróbowanie i ocenienie skuteczności różnych substancji. Czytaj dalej Podsumowanie 2016 i plany na 2017 rok

Co jeść, czego nie i dlaczego

Przez większość życia wydawało mi się, że normalnie albo zdrowo się odżywiam. Byłam jednak długo na diecie bezmlecznej, więc powinnam była mieć świadomość potencjalnej szkodliwości niektórych pokarmów uważanych powszechnie za zdrowe (pytanie: dla kogo? dla młodych, zdrowych mężczyzn, na których robiono badania? dla myszy?). Jednak jakoś cały czas dowiadywałam się tylko o tym, jakie to dane produkty są zdrowe, dlaczego powinno się je jeść, a jeśli nie można ich jeść (a nie: nie powinno się), to jest się chorym (czyżby?) albo coś jest nie tak z daną osobą (jakieś dziwadło, przecież nikt inny tak nie ma), ewentualnie: je się, ma się złe samopoczucie / nienormalne symptomy, ale przecież wszyscy tak mają i to objaw starzenia się (starzenie się przed 30???). Czyżby? Czytaj dalej Co jeść, czego nie i dlaczego

Nadwrażliwość czy dolegliwość?

Słucham siebie i ludzi ze świata paleo np. Robba Wolfa, Dave’a Aspreya, Sarah Ballantyne. I co słyszę? No, w sumie, że paleo jest super i generalnie jest lepiej niż przed, ale tu coś zjem i nie czuję się optymalnie, tu jakaś infekcja, alergia, zaburzenia snu czy inny problem. I tak sobie myślę, skoro oni tak mają, a robią to dłużej i lepiej niż ja, i na pewno za większe pieniądze, z lepszą technologią, to hmm… Czy coś jest tu nie tak? Przecież kilkanaście lat temu nie czułam się źle (teraz też się nie czuję już źle, ale jak tylko coś odbiega od normy, to zauważam i nie jest to wiek) i uważałam się za okaz zdrowia nie do zdarcia. A może tylko nie wiedziałam, że coś jest nie tak? Może naprawdę mamy jakieś nie zawsze najlepsze geny. Pech. Może akurat trafiliśmy w życiu na takie czy inne nie najlepsze czynniki, które aktywowały nie najlepsze geny (infekcje, alergeny, toksyny). Znów pech i brak wiedzy wtedy. A może po prostu mamy znacznie większą świadomość i samoświadomość, i od razu zauważamy coś, co u innych tli się latami (tak, jestem zdrowy, tylko boli mnie noga / głowa / nerka i chyba zaraz zasnę po obiedzie, ale to pewnie przez tę pogodę) i w końcu wybucha jak pożar nie do ugaszenia. Może jedno i drugie? Może jesteśmy dla niektórych nadwrażliwi. Ale czy nie lepiej mieć na coś nadwrażliwość i w porę rozpoznać ją jako sygnał ostrzegawczy niż wyhodować sobie prawdziwą, poważną dolegliwość? Ja już sobie odpowiedziałam na to pytanie, teraz Wy, a czas pokaże, czyj wybór się sprawdzi.

Dbam o siebie, więc dbam o środowisko

IMG_20160527_144458Ostatnio tak sobie myślę, że najlepsze, co możemy w dzisiejszych czasach zrobić dla środowiska, to zacząć od dbania o siebie. Może nie jest to sprawiedliwe ani optymistyczne, ale czyje życie i zdrowie najwięcej kosztuje (ubezpieczenia, leki, zabiegi)? Nasze ludzkie. To my zużywamy najwięcej zasobów, żeby zaspokoić swoje potrzeby, w tym właśnie zdrowotne. To my żyjemy dłużej niż większość gatunków, zwłaszcza w stanie przewlekłej choroby…

Jak w tej sytuacji pomóc środowisku? Najlepiej ograniczając zużycie / marnotrawienie zasobów, czyli będąc zdrowym. Jak to zrobić? Dobrze się odżywiać (będziemy przez to wspierać ekologiczne uprawy i hodowle, a więc pośrednio środowisko), nie używać zbędnej, szkodliwej chemii w domu i na skórę (zmniejszymy ilość szkodliwych substancji w obiegu środowiskowym), nie konsumować niczego bez opamiętania i zwracać uwagę na jakość i trwałość (nie kupować plastikowych opakowań, tandety, zbędnych rzeczy, nowych ubrań co sezon, nie podążać za głupią modą), ruszać się (zmniejszymy ilość zanieczyszczeń choćby chodząc a nie wożąc się samochodem), wysypiać i dać wysypiać się innym istotom (nie zaburzać cyklu dobowego innych organizmów zanieczyszczeniami świetlnymi), nie nadużywać leków (kolejne niepożądane substancje w środowisku). Kto jest za takim zdrowym egoizmem ;-)?

Zawodnikiem się nie rodzi, zawodnika się robi

Z zadowoleniem słucham ostatnio wypowiedzi z polskiego świata paleo i sportu o regeneracji, suplementacji czy diecie dla zawodników. A nawet dla osób amatorsko uprawiających sport. Jak sobie przypomnę, co było paręnaście lat temu… Katastrofa. Zajeżdżanie się, „co cię nie zabije, to cię wzmocni„, zrzucanie wagi przez niejedzenie, potem picie piwska i imprezowanie po nocach na obozach sportowych i zawodach, a o diecie czy suplementacji nikt nie słyszał. Nie było podcastów, filmów na youtube ani obowiązkowych lektur książkowych… Przynajmniej nie w sporcie amatorskim, a przerabiałam różne dyscypliny przez kilkanaście lat, z udziałem w zawodach lokalnych, regionalnych i ogólnopolskich włącznie. Dorobiłam się kontuzji po głodówkach, a z obozów wracałam zawsze mocno chora (rozruch, kilka treningów, picie, imprezy, no, niby nikt nie kazał, ale miało się naście lat, a nikt też nie zabraniał i na koniec dobijanie się treningiem nocnym w morzu), brałam antybiotyk (bez probiotyków oczywiście:D) i była powtórka z rozrywki, rok w rok. Brak efektów (w sensie wygranych na zawodach)? No, to za mało treningów, zajeżdżania się. Teraz bym powiedziała: za mało (zero) myślenia. Ale jednak już wtedy kołatała mi myśl w głowie, że zawodnika się robi. Że na jakiś poziom czy sukces pracuje zespół, że jest zawodnik, trener, ale i lekarz, dietetyk, psycholog, fizjoterapeuta, sprzęt. I teraz tak to coraz częściej wygląda. Całe szczęście, bo poza wynikami, może to poprawić komuś zdrowie, a przynajmniej go nie zrujnować. Rzadko bo rzadko, ale zastanawiam się, co by było gdyby… Gdyby tak teraz, mając takie możliwości, zaczynać z tamtą motywacją i organizmem? Nie dowiem się nigdy, ale myślę, że było by o niebo dla mnie lepiej. Nawet bez wielkich wygranych. Teraz niby prowadzę siedzący tryb życia, nie uprawiam sportu, ale nie mogę się przestać ruszać. Codziennie chodzę na półgodzinny spacer (teren pagórkowaty), przez kolejne pół godziny skręcam się i rozciągam ćwicząc jogę i regularnie wstaję od komputera. Taka aktywność niskopoziomowa, uzupełniana przez weekendowe piesze wycieczki przez cieplejszą część roku, na pewno bardziej mi służy niż wcześniejsze treningi.

Jedzenie w kolorach tęczy

teczaCzęsto zaleca się dążenie do diety w kolorach tęczy. Myślę, że to prosta i dobra porada, a urozmaicona dieta to podstawa, żeby dostarczyć organizmowi jak najwięcej potrzebnych składników, a do tego się nie nudzić i mieć przyjemność z jedzenia. Naturalnie kolorowe zawsze wygląda smacznie, zdrowo i estetycznie. Przyjrzałam się pod tym kątem mojej diecie. Myślę, że nie jest źle, chociaż niektóre kolory przeważają. Czasem jest to po prostu związane z ich naturalnym występowaniem w naturze. A jak u Was? Macie jakiś pomysł, czym można byłoby uzupełnić poniższą tabelkę? Oczywiście produktami paleo, chętnie dozwolonymi też na autoimmunologicznym paleo ;-)

Czytaj dalej Jedzenie w kolorach tęczy

Jajka to też nabiał!

skopiowane od @ Ian Britton
skopiowane od @ Ian Britton

Znam język polski, znam się na jedzeniu, więc wiem. Wie to też każdy kompetentny użytkownik języka polskiego, a jak nie wie, to może sprawdzić znaczenie słowa nabiał w każdym słowniku języka polskiego np. w najbardziej znanym i renomowanym słowniku PWN, którego nie trzeba teraz kupować latami w wersji wielotomowej tylko można z niego skorzystać tutaj albo w dowolnej encyklopedii, w tym w Wikipedii. Znam też biegle angielski i niemiecki, i wiem, że akurat w tych językach nie ma jednego określenia na produkty mleczne i jajka. Może stąd problem wielu osób ze zrozumieniem tego słowa, bo siedzą ciągle w anglojęzycznych postach i publikacjach? Może. Dlaczego o tym w ogóle piszę i czy to ważne? Czytaj dalej Jajka to też nabiał!

Czy jest kawa bezkofeinowa i jakieś ciastko bezglutenowe? AIP przygody na mieście

Skopiowane od @jeromepaz
Skopiowane od @jeromepaz

Mieszkam w jednym z większych miast w Wielkiej Brytanii, chociaż mniejszym od Łodzi. W ostatnich miesiącach jadłam właściwie wyłącznie jedzenie własnej roboty (dieta eliminacyjna, pogoda niesprzyjająca dłuższym pobytom poza domem). Przyznam, że na tych parę razy, gdy chciałam coś zjeść na mieście, to jeszcze nie udało mi się znaleźć czegoś , co byłoby w 100% dozwolone na AIP. Wyjątkiem byłaby może czasem jakaś sałatka owocowa, najlepiej nieco zmodyfikowana, ewentualnie jakieś napoje… Ogólnie zgroza. Z mniej restrykcyjnym paleo problemów prawie nie ma (w końcu wszędzie powinna być przynajmniej jedna zdrowa, zrobiona z wartościowych składników potrawa). Zresztą przyjęłam, że na takie wyjścia od święta, mogę sobie pozwolić na pewne ustępstwa, z wyjątkiem jednego: nie będę płacić za gluta na talerzu. Czytaj dalej Czy jest kawa bezkofeinowa i jakieś ciastko bezglutenowe? AIP przygody na mieście

Historia zdrowia rodziny

Dziś post o zbieraniu i archiwizowaniu informacji o zdrowiu. Własnym i w kontekście rodziny. Dlaczego w ogóle warto? Sama zaczęłam już jakiś czas temu zapisywać pewne informacje dotyczące stanu mojej skóry. Jak się okazało, sięgam moją ulotną pamięcią mniej więcej 10 lat wstecz, tzn. brakuje mi częściowo albo całkowicie informacji z ponad 2/3 mojego życia. No i jak tu dociekać przyczyn czy analizować zmienne? Nie da się. Historia zdrowia (dla negatywnie nastawionych może być i choroby:P) przyda się zwłaszcza w przypadku chorób przewlekłych, występujących w danej rodzinie albo genetycznych. Może pozwolić na znalezienie przyczyn, dostrzeżenie powtarzających się wzorców albo efektywniejsze zarządzanie zdrowiem własnym i rodziny. Zwłaszcza kiedy dużo i długo podróżujemy po świecie, byliśmy już zapisani do lekarzy w różnych miastach i krajach, i nie możemy po prostu zajrzeć do każdej karty albo leczymy się prywatnie u różnych specjalistów, nie chce nam się wciąż powtarzać tego samego i tracić czas na konsultacji, chcemy wreszcie systemowo podejść do swojego zdrowia. Zresztą o ile w karcie od lekarza znajdziemy daty szczepień czy nazwy podanych nam antybiotyków, to już mało prawdopodobne, że będziemy tam mieć informacje o naszej diecie, samopoczuciu czy używkach, co też jest ważne. Celem gromadzenia informacji o historii swojego zdrowia ma być przede wszystkim profilaktyka zdrowotna i poprawa stanu zdrowia poprzez kontrolę czynników ryzyka czy wybór sprawdzonych, najskuteczniejszych terapii. Jak się za to zabrać?

Czytaj dalej Historia zdrowia rodziny

Nowe słowo: mykobiom

Pewnie większość osób interesujących się zdrowiem i dietą paleo wie sporo o ludzkim mikrobiomie, czyli ogóle żyjących w nas mikroorganizmów, głównie/potocznie rozumianych jako najlepiej zbadana jego część czyli bakterie (tak naprawdę to bakteriobiom). Wiemy, że są ważne dla zdrowia, że jest ich więcej niż naszych własnych komórek, że należy się/je suplementować probiotykami (zwłaszcza po kuracji antybiotykowej). I pewnie dużo osób tak robi, żeby mieć dużo dobrych bakterii a mniej złych grzybów, drożdży, pasożytów… Ale zaraz. Nie wrzucajmy ich do jednego worka. Powoli zaczynają pojawiać się w temacie mikrobiomu głosy, które zalecają umiar i równowagę w suplementacji bakteriami i zwracają uwagę na to, że grzyby też towarzyszą nam od zarania dziejów i pewnie nie bez powodu. Nie wszystkie i nie zawsze są szkodliwe, z candidą na czele.

Jak więc nazywa się ogół grzybów w organizmie? Nie wiem w ogóle, czy takie słowo istnieje już w języku polskim. To może je wprowadzimy? ;-) Biorąc za wzór angielski, żeby było prościej, będzie ono brzmiało: MYKOBIOM. Można już poczytać o mykobiomie w naukowej literaturze anglojęzycznej, ale informacji popularnonaukowych raczej nie znajdziemy. Na dzień dzisiejszy tylko anglojęzyczna Wikipedia zawiera to hasło i definiuje je… jednym zdaniem. Ale pewnie niedługo się to zmieni, bo badacze mają spore pole do popisu ;-)

Autoimmunologiczne paleo. Trochę o terminologii

Chyba wszyscy zainteresowani problematyką chorób autoimmunologicznych, inaczej chorób z autoagresji, znają skrót AIP (z ang. autoimmune protocol), czyli protokół autoimmunologiczny. Jest to dieta zalecana w chorobach wywołanych atakiem układu odpornościowego na organizm. Jest to bardziej restrykcyjna wersja paleo (odpadają jeszcze jajka, orzechy, pestki oraz warzywa psiankowate i alkohol, a często także kawa, herbata i kakao). Niektórzy tę dietę określają po angielsku jako autoimmune paleo. Ponieważ chcę być blisko paleo, które obejmuje nie tylko dietę, ale styl życia, które odkryłam jako pierwsze, stosowałam zdecydowanie dłużej i na które chcę wrócić rozszerzając z czasem AIP przez reintrodukcję, dlatego będę stosować na blogu skrót AIP właśnie w znaczeniu autoimmunologicznego paleo a nie protokołu autoimmunologicznego.

Relacja ze szczytu Overcoming Anxiety and Depression

Internetowy szczyt Overcoming Anxiety and Depression odbył się w dniach 7-17 stycznia 2016 r. Gospodarzem wydarzenia była Joanna Rushton, coach i założycielka The Energy Coaching Institute w Australii, która przeprowadziła 50 rozmów z ekspertami z różnych dziedzin nauki, medycyny, dietetyki, coachingu, a nawet uzdrawiania. Tematyka wydarzenia była naprawdę bardzo szeroka, a prezentowane podejścia do zdrowia zdecydowanie holistyczne. Poniżej przedstawiłam najciekawsze informacje, które udało mi się wyłowić. Czytaj dalej Relacja ze szczytu Overcoming Anxiety and Depression

Postanowienie noworoczne o praktykowaniu wdzięczności i nowy sposób na podsumowanie roku

owocowy usmiech2Przesłuchując Bulletproof Radio Podcasts Dave’a Asprey’a natknęłam się na pomysł, który mnie zaintrygował. Jest to sposób polecony przez jednego z gości audycji, programistę i biznesmana Tony’ego Stubblebine’a. Ma on w zwyczaju co roku robić podsumowanie polegające na wybraniu 52 (!) najważniejszych wydarzeń, za które jest wdzięczny. Przeważnie praktykowanie wdzięczności (warto, bo zwiększa poziom szczęścia, zmniejszając poziom stresu, naukowo udowodnione;) polega na wybraniu 3-5 rzeczy na koniec każdego dnia (co też robi). A tu jaka zmiana perspektywy! Myślę, że to fajny sposób, chociaż na początku na pewno nie łatwy. Pewnie trzeba sobie robić w międzyczasie notatki ;-) To też dobra metoda na lepsze zapamiętanie i podsumowanie danego roku w pozytywny sposób! Teraz chyba żaden rok nie może już być zły;) W tym roku udało mi się wypisać … takich wydarzeń, ale w przyszłym zamierzam zebrać ich 52! A co w noworocznych planach?
Czytaj dalej Postanowienie noworoczne o praktykowaniu wdzięczności i nowy sposób na podsumowanie roku

Leczniczy post rosołowy

rosółOstatnio przerobiłam fazę intro diety eliminacyjnej, o której pisałam tutaj. Głównym składnikiem mojej diety, jednym z trzech obok marchwi i mięsa był rosół. Ponieważ jest bardzo często polecany na poprawę stanu jelit, a co za tym idzie, zdrowia całego organizmu, także tradycyjnie uważany w wielu kulturach i od wieków za leczniczy, a faza intro jest naprawdę mocno okrojona, a w moim przypadku jeszcze bardziej (nie jem jajek i nie miałam dostępu odpowiedniego soku z winogron), mocno przypominała w moim przypadku post rosołowy. Post przeważnie kojarzy się z głodówką i piciem wody albo niejedzeniem mięsa czy innymi religijnymi praktykami, ale możliwości jest dużo więcej. Czytaj dalej Leczniczy post rosołowy

Paleo poza domem

17453904535_b9a4571588_b
Skopiowane od @ David Becker

Kiedy pierwszy raz wyjechałam na dłużej z domu (na studia na początku w Krakowie tylko od niedzieli do piątku:D), nie umiałam gotować (niestety niedługo nauczyłam się robić naleśniki z mąki pszennej z wodą i dżemem na oleju roślinnym…), więc albo jadłam na wydziałowej stołówce (nieistniejących już w tzw. Syfiankach:D, kto studiował filologię w Krakowie, ten wie;) i tym podobnych przybytkach albo przywoziłam słoiki i pudełka z domu, a w nich mięso, pasztet, chleb, ciasto, pierogi, przetwory… Gdy wyjechałam jeszcze dalej, na studia za granicę, przyjazdy po wałówkę (ale nie tylko) co tydzień czy nawet kilka tygodni odpadły definitywnie. Należało zacząć sobie radzić inaczej. Jak? Czytaj dalej Paleo poza domem

Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi o prehistorii: dieta ketogeniczna, olbrzymi i rytualne mordy…

P1090353Jeszcze do końca sierpnia warto wybrać się na wystawę czasową „Przemoc i Rytuał w Neolicie” do Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi przy Placu Wolności 14. Wystawa przedstawia niezwykle ciekawe, ale i mroczne znalezisko: zbiorowy grób 15 osób należących do kultury amfor kulistych. Była to kultura już neolityczna, bardziej osiadła i wyspecjalizowana w hodowli zwierząt niż w rolnictwie czy łowiectwie. Myślę, że jednak bliższa pod wieloma względami paleolitycznym społeczeństwom łowiecko-zbierackim niż cywilizacji spod znaku Żyznego Półksiężyca i rewolucji rolniczej o znacznie wcześniejszych początkach. Dla mnie wystawa szczególnie ciekawa, bo już w dzieciństwie fascynowała mnie prehistoria. A teraz interesuje mnie jeszcze bardziej ze względu na styl życia paleo, do którego się zaadaptowałam jakiś rok temu (wcale nie przez czasowo porzucone zainteresowania, tylko żeby poprawić zdrowie). Czytaj dalej Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi o prehistorii: dieta ketogeniczna, olbrzymi i rytualne mordy…

Podcast BBC Food Programme

BBC Food Programme to zdecydowanie jeden z moich ulubionych podcastów poświęconych jedzeniu. Tematyka jest bardzo szeroka: od rozmów ze znanymi szefami kuchni czy autorami książek kulinarnych, naukowcami, lekarzami aż po rolników, producentów, pacjentów i konsumentów. Podcasty prezentowane przez  dziennikarkę BBC Sheilę Dillon traktują o jedzeniu i gotowaniu na całym świecie i we wszystkich epokach. Polecam tym, którzy lubią być na bieżąco i dla zainteresowanych historią kuchni. Nie tylko brytyjskiej. Są w przystępnej formie i trwają niecałe pół godziny. Idealne do słuchania we własnej kuchni, kiedy gotujemy lub zmywamy;-).

O BBC Food Programme już raz wspominałam tutaj. Ostatnio korzystając z kanału RSS ściągnęłam sobie archiwalne audycje i nadrabiam kuchenne zaległości:-) Słuchając jednej z nich, Michael Pollan: Why Cooking Matters, usłyszałam takie bardzo mądre słowa, że Amerykanie popełnili straszny błąd walcząc o pieniądze zamiast o czas. A w przeciwieństwie do Amerykanów, wielu Europejczyków walczyło o czas. Dlatego cieszę się, że mieszkam w Europie, potrafię jeszcze ugotować obiad i umiem wygospodarować na to zajęcie trochę czasu. Naprawdę polecam te podcasty. Jest wśród nich wiele takich perełek.