Cmentarz, jesień, garść rozważań

P1100578W Polsce zbliża się, będący dla mnie świętem przodków, przeszłości i tradycji, Dzień Wszystkich Świętych, a na świecie robi się coraz bardziej dyniowo-Halloweenowo. Zatem pora na późnojesienne refleksje nad tym, jak ten szczególny moment w roku mija w różnych krajach i jaka jest w nich rola cmentarza, nie tylko od święta.

W Polsce cmentarze są przeważnie duże i niezbyt piękne, chociaż niezapomniane przez rodziny. Jednak rzadko kiedy ktoś dba tam o trochę zieleni, wolnej przestrzeni, cokolwiek poza betonem, lastrykiem, spłowiałymi, sztucznymi, kiczowatymi kwiatami. W Dniu Wszystkich Świętych męczy przeciskanie się między tłumami, grobami, kluczenie wśród alejek raz do roku odszukiwaną i nie zawsze dobrze oznakowaną drogą, tłok i zapach wstrętnej stearyny, do tego kwesty, symbole wojen i powstań, stragany, obwarzanki i plastikowe pistolety. Niby dbamy, ale tylko o swoje i nie bardzo wiemy, jak to robić.

DSC07010

W Niemczech widziałam trochę cmentarzy. Pierwszy dopiero po dłuższym pobycie, chyba po roku. Małe miasteczko, prawie wieś. Cmentarz był wręcz ukryty za otaczającą go zielenią. Z drogi dostrzec można było tylko niewielkie nagrobki, właściwie tylko niskie płyty wyrastające z murawy. Wszystko skromne, bezpretensjonalne, dyskretne. Cmentarz sprawiał wrażenie spokojnego, zadbanego, wręcz zacisznego i kameralnego miejsca. Nie weszłam, jak pewnie większość mieszkańców, tylko mijałam go po drodze siedząc w samochodzie. W Berlinie byłam kilka razy na cmentarzu. Pierwszy raz poszłam z czystej ciekawości, bo w ogóle zobaczyłam cmentarz-wyspę wyrosłą gdzieś w środku miasta. Na murach graffiti, niektóre nagrobki stare i imponujące, nie zawsze w idealnym stanie, nieliczni przygodni przechodnie, bawiące się wiewiórki. Nieszczególnie wspomnieniowo czy rodzinnie. Zdarzało mi się też spacerować po cmentarzu malowniczo położonym w południowo-zachodniej dzielnicy Steglitz. Cmentarz cały w zieleni. Ludzie przychodzili tam na przechadzkę, bywało, że nawet w stroju do biegania czy z psem na smyczy. Miejsce, jak na wielkie miasto, urokliwe i spokojne. Zdziwiło mnie jednak, że część grobów czy raczej nagrobków znajdowała się zupełnie zasłonięta przez krzewy. Tak jakby kamienie czy płyty nagrobne wyrastały z gęstwiny zarośli, nie odwrotnie. A cmentarz nie był zdziczały, wręcz przeciwnie, z niemiecka zadbany. Do tego stopnia, że prawie przy każdym grobie, choćby najmniej widocznym, na najbardziej prominentnym miejscu umieszczona była tabliczka z… nazwą firmy, która dba o dany grób. Nie ważne, kto tam leży, ważne, kto przycina trawę. Jak dla mnie, wołanie o estetyczną pomstę do nieba. Co jeszcze mnie zdziwiło, to spora ilość grobów z czasów drugiej wojny światowej w formie… jakby małej płytki chodnikowej. Chyba przeważnie bezimienne leżały ułożone w rzędy. Nawet niewyposażone w krzyże jak np. na wielkich wojskowych cmentarzach z tych czasów. Trochę przykre, że po kimś zostawiono małą płytę chodnikową zamiast nagrobnej. Inny cmentarz na południu Berlina: niewielkie groby, trochę trawy, roślin kwiatowych, sporo słowiańskich czy polskich nawet nazwisk, przygodni przechodnie, a na końcu mur i coraz więcej urn. Konstrukcja pewnie praktyczna a może wręcz konieczna ze względu na coraz mniej miejsca i więcej chętnych do jego zajęcia… Marlenie D. jeszcze udało się… A zdjęć w sumie nie warto było robić. Wszystkich Świętych, jeśli się obchodzi, to raczej w katolickich krajach związkowych i raczej niezbyt szumnie.

W Wielkiej Brytanii cmentarze nie zawiodły moich filmowych wyobrażeń. Nawet nie myślałam, że naprawdę i nawet teraz będą takie dzikie i malownicze:

P1020556

Widok wąskich, wysokich, kamienno-szarych płyt o łukowatym zwieńczeniu, lekko pochylonych, osmaganych deszczem i wiatrem, o wyblakłych napisach robi wrażenie:

P1050763

Zwłaszcza, jeśli cmentarz leży gdzieś na wybrzeżu, widać morze, góry, lasy i pola dookoła…

P1060424

… a obok kościółek z kamienia, nieśmiertelnie gotycki:

20130824_124141

Niby skromne, trochę opuszczone, lekko ponure, a przez to takie niesamowite miejsca. Mogę sobie wyraźnie wyobrazić hrabiego Draculę po przybiciu do walijskiego brzegu wędrującego nocną, sztormową porą wśród śpiących snem wiecznym w ziemi swej Jonesów, Williamsów i Daviesów.

Na przełomie października i listopada widać więcej dekoracji na Halloween niż ruchu na cmentarzach. Warto w tym kontekście wiedzieć, że coraz popularniejsza tradycja obchodzenia Halloween (uwielbiam tę zabawę z dynią!), która dociera do nas nieco okrężną drogą zza oceanu, ma swoje korzenie w walijskiej ziemi. Bardzo dosłownie. Przypuszcza się, że wywodzi się ona z tradycji celtyckiej, z uroczystości będącej podziękowaniem za plony, odpowiednikiem poniekąd polskich dożynek. Cóż, co kraj, to obyczaj ;-)

Aktualizacja 12.01.15

Parę dni temu, po drodze z jednego parku do drugiego, przechodziłam przez angielski cmentarz o wdzięcznej nazwie Avonview. Sam cmentarz piękny nie był. Szłam najpierw przez najnowszą część, z ostanich lat. W porównaniu ze starymi cmentarzami, nowe są przeważnie pozbawione uroku, miejsca, zieleni, klimatu… Nagrobki to nadal płyty wyrastające z ziemi, ale już nie tylko szare, a różnokolorowe, ze zdjęciami. Stoją prosto, ciasno przy sobie, w równych rzędach… Co mnie jednak najbardziej zdziwiło… to jakiś taki dziwny folklor. Większość nie tylko była przyozdobiona sztucznymi kwiatami, nie pustką, jak starsze, często zaledwie o kilka dekad, ale plastikowymi figurkami przedstawiającymi… żabki, sówki, jakieś inne ptaszki i… pingwiny. I wcale nie były to tylko groby dzieci… Wyglądało to dla mnie groteskowo-kiczowato, nie groźnie-gotycko jak zwykle. Zastanawiam się, skąd ten pomysł na przybranie… Potem była średnia wiekiem część. Znów mnie coś zdziwiło. Sporo nagrobków, zwłaszcza z płytą na ziemi (zbudowanych podobnie jak w Polsce) pozapadało się i najwidoczniej nikogo to nie obchodziło. W Polsce to rzadki widok, zdarza się na naprawdę starych cmentarzach (np. na podgórkim w Krakowie) albo… na polach i polnych drogach, gdzie kończą porozbijane płyty z grobów, o które nikt nie dba (nikt nie płaci za miejsce administracji cmentarza). Zdecydowanie najlepiej wyglądała najstarsza część, z końca XIX w. Podejrzewam, że restaurowana. A może inne kształty nagrobków (obelisk wyrastający z naziemnej płyty) to też inna, wytrzymalsza technologia? No i zamiast plastikowych ptaszków nad niektórymi wznosiły się romantyczne, uskrzydlone anioły.

PL:DE:UK

0:0:1

Polub lub udostępnij