Ile jemy różnych pokarmów dziennie i ile kosztuje jedzenie paleo?

aldi warzywa UKGdzieś kiedyś przeczytałam, że jemy średnio 12 różnych produktów dziennie. Nie jestem pewna, czy nie chodziło tylko o roślinne. Załóżmy jednak, że tak właśnie jest i zastanówmy się trochę. Zdaje się, że miało to wskazywać na monotonię… Czy 12 to dużo? To zależy. Jeśli jemy przetworzoną żywność, nie będzie o to trudno. Jeśli jemy prawdziwe jedzenie, to myślę, że 12 produktów dziennie będzie ok. Byle nie ciągle tych samych. Postanowiłam sprawdzić, ile średnio jem różnych produktów dziennie na diecie paleo. Z ciekawości spróbowałam też odtworzyć moje menu sprzed paleo (pamiętam aż za dobrze i gdzieś jeszcze powinnam mieć notatki).

W menu na niedzielę, trochę większy wypas ;-):

  1. Buraki
  2. Indyk
  3. Sałata
  4. Oliwa
  5. Czosnek
  6. Granat
  7. Pomarańcza
  8. Daktyle
  9. Wiórki, chipsy i mąka kokosowa
  10. Jabłka
  11. Migdały
  12. Gorzka czekolada :-) (sklepowa, z jakimiś dodatkami)
  13. Banan
  14. Kiwi
  15. Kawa z cykorii
  16. Kawa
  17. Krem kokosowy
  18. Awokado
  19. Łosoś (z puszki)
  20. Musztarda (sklepowa, więc z dodatkami)
  21. Hibiskus
  22. Cynamon
  23. Kurkuma
  24. Sól

W menu w poniedziałek, niewiele biedniej ;-):

  1. Marchewka
  2. Brokuł
  3. Batat
  4. Pasternak
  5. Sałata
  6. Indyk
  7. Cykoria
  8. Jabłka
  9. Daktyle
  10. Migdały
  11. Wiórki kokosowe
  12. Krem kokosowy
  13. Plantan
  14. Czosnek
  15. Oliwa
  16. Jagnięcina
  17. Cynamon
  18. Kurkuma
  19. Sól
  20. Oliwki
  21. Cukinia

Czasami lekko mnie przeraża ilość pochłanianego przeze mnie jedzenia:D Ponieważ unikam produktów wysoko przetworzonych, bezwartościowych, szkodliwych i antyodżywczych, biorę enzymy trawienne oraz inne suplementy, więc zakładam, że większość z tego przyswajam i nieźle ładuje mi to baterie. Kiedy porównuję to ze standardową dietą innych osób albo z moją sprzed II poł. 2014 r., to ogarnia mnie przerażenie, ale już bardziej na serio.

A teraz spróbuję odtworzyć moje menu sprzed przejścia na paleo:

  1. Płatki owsiane
  2. Banan
  3. Masło
  4. Cynamon
  5. Wafelki ryżowe z gorzką czekoladą
  6. Kawa
  7. Mleko migdałowe
  8. Makaron pszeniczny
  9. Oliwa
  10. Cukinia
  11. Bakłażan
  12. Papryka
  13. Sos pomidorowy (kupny, nie cierpię tego słowa i używam tu z premedytacją, żeby źle brzmiało, z dodatkami)
  14. Jabłko
  15. Chleb zbożowy, pełnoziarnisty (kupny, z dodatkami)
  16. Salami (kupne, z dodatkami)
  17. Ogórek konserwowy (kupny, z dodatkami)

Niby niewiele mniej, niby porównywalnie mała ilość produktów przetworzonych, ale ile z nich problematycznych, antyodżywczych i niewłaściwych dla mnie? Myślę, że w najgorszym momencie po takiej diecie, wskazana byłaby z tego wszystkiego tylko cukinia. Zaczęłam wtedy mieć problemy z pszenicą, z salicylanami, z tłuszczami roślinnymi, z nabiałem miałam od dawna, do tego odezwały się problemy z układem odpornościowym, groziły mi problemy z cukrem, co znalazło swoje odzwierciedlenie w badaniach i moim fatalnym samopoczuciu (chyba dnia nie było bez nienormalnych symptomów, zaczęłam już myśleć, że jednak się starzeję a jeszcze nie miałam 30!!!)… Nawet nie wiedziałam, że to porównanie wypadnie tak niekorzystnie :/ A to podobno była zdrowa dieta dla każdego, mainstreamowo zalecana… Nie chcę nawet myśleć, co wcześniej lądowało w moim menu i jakich to 12 produktów by było…

Na koniec parę słów o kosztach. Jem 3 posiłki typu obiad i 3 przekąski dziennie. Do syta. Mój orientacyjny limit wydatków na jedzenie w Anglii to 5 funtów. Wcale nie tak dużo. Oczywiście gotuję wszystko sama i nie jadam prawie poza domem. Na zakupy podstawowych produktów (warzywa, owoce i mięso) wydaję nawet mniej. Limit przekraczam robiąc zakupy na zapas np. kupując duże ilości orzechów, miód, olej kokosowy i ekstra produkty typu czekolada, alkohol oraz składniki do ciast i deserów. Dla porównania, dwa lata temu w Walii nie będąc jeszcze na paleo wydawałam na jedzenie ok 4.5-5 funtów. Czyli tyle samo, tylko dużo więcej gotowałam i głodowałam na kaszkach z warzywami czy owocami… W zeszłym roku w Polsce moje dzienne wydatki na jedzenie wynosiły ok 30 zł, przy czym więcej kupowałam na targu, w ekosklepie i częściej jadłam poza domem (głównie w kawiarni, czasem w restauracji). Myślę, że nie jest to dużo i mam wszystko, czego mi potrzeba (mięso, warzywa, owoce, tłuszcze), a nawet więcej (orzechy, suszone owoce, czekolada, kakao, herbatki, kawki, alkohol, przyprawy) i w dużej ilości. Oczywiście można by wydawać mniej. Właśnie dowiedziałam się z podcastu BBC Food Programme, że dzienny koszt wyżywienia żołnierza służącego na łodzi podwodnej wynosi 2.75 funta (oczywiście zakupy robione są wtedy hurtowo, więc to trochę inna sprawa). Z drugiej strony, kupując wszystko eko, wydawałabym pewnie drugie tyle.