Jajka to też nabiał!

skopiowane od @ Ian Britton
skopiowane od @ Ian Britton

Znam język polski, znam się na jedzeniu, więc wiem. Wie to też każdy kompetentny użytkownik języka polskiego, a jak nie wie, to może sprawdzić znaczenie słowa nabiał w każdym słowniku języka polskiego np. w najbardziej znanym i renomowanym słowniku PWN, którego nie trzeba teraz kupować latami w wersji wielotomowej, tylko można z niego skorzystać tutaj albo w dowolnej encyklopedii, w tym w Wikipedii. Znam też biegle angielski i niemiecki, i wiem, że akurat w tych językach nie ma jednego określenia na produkty mleczne i jajka. Może stąd problem wielu osób ze zrozumieniem tego słowa, bo siedzą ciągle w anglojęzycznych postach i publikacjach? Może. Dlaczego o tym w ogóle piszę i czy to ważne?

Dla mnie i dla rosnącej rzeszy osób np. na autoimmunologicznym paleo albo po prostu z alergiami jest to bardzo ważne, bo nie możemy jeść jajek. Szukam więc przepisów, zwłaszcza na desery, bez jajek. Jednak po którymś już razie przestaję mieć ochotę zaglądać do jakichkolwiek polskich przepisów, co gorsza, nawet z najznamienitszych blogów kulinarnych spod znaku paleo, bo jest to irytująca strata czasu, jeśli przepis jest na dzień dobry źle opisany i np. mazurek bez nabiału (a dopiero w składnikach znajdujemy 5 jajek) albo paleo tarta bez glutenu, bez cukru i bez nabiału, tyle, że w środku znów czekają nas żółtka i białka… Jaja sobie robicie, blogerzy kulinarni??? Kto jak kto, ale wy powinniście wiedzieć. Zresztą, pewnie wiecie. Parę razy zwracałam grzecznie uwagę. Raz skutecznie, na mniej znanym blogu, sympatyzującym z AIP, innym razem na dużym paleo blogu, bezskutecznie. Autor co prawda wykazał się uprzejmym zrozumieniem (jego niektórzy czytelnicy i ich poziom, i to ich zdumienie… bez komentarza), co mnie bardzo ucieszyło, ale… nic to nie zmieniło. A w środku posta oczywiście wyszczególnione, że ten bezglutenowy, bezcukrowy i beznabiałowy przepis nie jest dla osób na AIP (czyżby dlatego, że w składnikach mamy znów jaja???). Domyślam się, że liczy się każde kliknięcie, zwabienie czytelnika i nabicie sobie statystyk. I jeszcze żeby to były byle jakie blogi o kleceniu jedzenia. Ale nie, często są tam ambitne artykuły o diecie paleo, Hashimoto, cholesterolu… Nie wiem, jak Wy, ale ja bym bardzo nie chciała, żeby moim zdrowiem zajmował się specjalista np. dietetyk albo żeby żywiła mnie firma cateringowa, dla której jest bez różnicy czy klient, który nie może jeść jajek, je je czy nie. Dobrze, że producenci żywności nie opisują tak swoich produktów… a nóż opakowanie jajek niezawierających nabiału znalazło by swoją niszę i wierną rzeszę zwolenników? ;-) Ponieważ zwracanie uwagi nie pomaga, postanowiłam napisać na ten temat na blogu, gdzie z nabiału i czytelników nie robi się jaj. Może to pomoże i trochę zwiększy świadomość?

Polub lub udostępnij