Łódź Street Food Festival 2015

Dziś, jutro i pojutrze odbywa się Łódź Street Food Festival  i zapowiada kulinarne święto :-) Idę po raz pierwszy i zastanawiam się, czy zostanę przy paleo czy przekonana ciekawą ofertą wyjdę ze swojej strefy (komfortu) i zrobię cheat meal :D

Aktualizacja 26.01.15

Było pół na pół :D Paleo i cheat meal, czyli kasztany i burger. Po imprezie na Piotrkowskiej 217 wrażenia ogólnie pozytywne. Może pora roku i pogoda nie do końca sprzyjają dłuższemu pobytowi na festiwalu, który nie był aż tak duży, jak się spodziewałam, ale klimat miał. Można było zjeść paleo: pieczone kasztany (pyszne, coś jak połączenie pieczonego ziemniaka i orzecha, ale drogie, 5 szt. za 9zł), ślimaki (podobno bez rewelacji), ciasta bezglutenowe czy polskie kiełbasy z gór. Oczywiście samo słowo paleo jeszcze się nie pojawiło (mam nadzieję, że kiedyś zastąpi wege, a w najgorszym razie będzie równie popularne;-), ale za to po raz pierwszy zobaczyłam informację, że mięso, z którego przygotowywana była potrawa, pochodzi z wolnego wypasu. A jakiś czas temu zastanawiałam się, jak przetłumaczyć ukochane przez paleo grass-fed i czy ludzie w Polsce mają świadomość problemu i w ogóle faktu, że krowy czy inne zwierzęta już nie są wypasane, ale często tuczone paszą z ziarna i innych świństw… Nie dziwię się, że trudno sobie w ogóle wyobrazić krowę w innej scenerii niż pastwiskowa… Poza tym na festiwalu królowały frytki belgijskie i burgery, niektóre o naprawdę ciekawym, wręcz wyrafinowanym składzie. Nie zabrakło też tradycyjnych oscypków na ciepło ani pierogów, w tym ukraińskich. Myślę, że impreza trafia we wszystkie gusta. Zauważyłam też, że dużo ze sprzedawców, a pewnie i twórców tych wyrobów to osoby młode. Fajnie, że wróciła moda na DYI. Jeszcze fajniej, gdyby był to przekrój przez całe społeczeństwo, a sądząc także po gościach tak nie było. Niektórych zniechęcić mogły wyższe ceny.