Recenzja New Evolution Diet

Książka New Evolution Diet autorstwa prof. Arthura De Vany’ego przedstawia wypracowany przez niego styl życia obejmujący dietę, ćwiczenia i suplementację, dzięki którym autor cieszy się życiem, świetnym zdrowiem i kompozycją ciała (8% zawartość tkanki tłuszczowej wtedy w wieku ponad 70 lat!). Do stworzenia programu skłoniło go zainteresowanie sportem, zainteresowania naukowe oraz historia chorób autoimmunologicznych w rodzinie. Program opiera się na historii ewolucji naszego gatunku, badaniach naukowych i obserwacjach autora. Główne założenie to działać w zgodzie z ewolucją a nie wbrew sobie (tj. serwowane nam w mainstreamie szkodliwe jedz mniej, ruszaj się więcej). Jak więc być wiecznie młodym, zdrowym, wysportowanym i to bez umartwiania się?;)

Byłam bardzo ciekawa tej książki, bo prof. De Vany jest uważany za nestora ruchu paleo. Jak dla mnie, jest jego ikoną i żywą reklamą, co można zobaczyć na poniższym filmiku promującym publikację:

Osoby takie jak prof. De Vany, prof. Loren Cordain czy dr Boyd Eaton, a więc prowadzące styl życia paleo od dekad, są dla mnie uosobieniem jednego z kilku argumentów przemawiającym za paleo. Po pierwsze przekonują mnie badania naukowe (archeologia, antropologia i inne), z których wyłania się historia ewolucji naszego gatunku, potem badania kliniczne (nad wpływem diety czy stresu na zdrowie), wnioski z obserwacji współczesnych plemion łowców-zbieraczy oraz doświadczenia innych osób (zawodowe i osobiste) oraz moje własne.

Prof. De Vany wychodzi z założenia, że nasze geny wyewoluowały kilkadziesiąt tys. lat temu i od tego czasu niewiele się zmieniliśmy, za to zmieniło się nasze środowisko życia: jedzenie, stresory, aktywność. Odpowiednim stylem życia można doprowadzić do korzystnej dla nas ekspresji genów. W skrócie: warto jeść jedzenie zasobne w energię (tłuste) i gęsto odżywcze, dużo warzyw niskoskrobiowych (antyoksydanty), mięso, ryby, owoce morza (mięso powinno stanowić ok połowę białek zwierzęcych), owoce (niezbyt słodkie) i orzechy. Prof. De Vany skłania się raczej ku diecie niskowęglowodanowej. Ponadto produkty, których należy unikać to zboża, strączki, ziarna i produkty mleczne. Co ciekawe, odradza stosowanie dodatkowych tłuszczów (masło, smalec, oleje roślinne), chociaż sam używa trochę oliwy z oliwek dla walorów smakowych. Nie należy też łączyć tłustego ze słodkim, bo jest to połączenie niewystępujące naturalnie, więc organizm nie bardzo wie, jak sobie z nim radzić. Warto spożywać gotowane i surowe pokarmy roślinne (w proporcji 2:1). Od czasu do czasu autor zaleca mały post, ale bardziej na zasadzie pominięcia dowolnego posiłku niż ciągłej restrykcji kalorycznej, co ma naśladować warunki, w jakich żyli nasi przodkowie. Zdecydowanie nie należy ciągle jeść przekąsek. Brak pokarmu oznacza, że DNA ma czas na naprawę a obfitość pokarmu, że lepszą strategią w danym momencie będzie reprodukcja materiału genetycznego.

Różnorodność jest ważna tak w diecie ze względu zarówno na składniki odżywcze jak i antyodżywcze (w naturalnym środowisku łowcy-zbieracze mogliby znaleźć nawet 300 jadalnych roślin!!! to pomyślmy, ile mamy na półkach globalnych marketów…), jak w ćwiczeniach. Tutaj najbardziej polecane są spacery, sprinty, interwały i ćwiczenia z ciężarami na siłowni. Jogging, bieganie na długie dystanse czy umiarkowane, do znudzenia powtarzane na siłowni ćwiczenia możemy sobie od razu podarować, bo robią więcej złego niż dobrego. I są kompletnie nienaturalne. Widział ktoś jaskiniowca poruszającego się miarowym truchtem, żeby złapać obiad albo nie zostać czyimś obiadem? Warto też obserwować ruchy dzieci albo zwierząt, zwłaszcza drapieżników. No i od czasu do czasu starać się nie robić zupełnie nic. Zapominamy, że nasi przodkowie pracowali ciężko i intensywnie (polowanie, oprawianie zwierzyny), ale krótko i z długimi przerwami na odpoczynek. Znaleziska archeologiczne (Neandertalczycy, Cro-Magnon) pokazują, że byli przy tym dużo lepiej zbudowani i silniejsi od nas. Bardziej jak olimpijczycy niż biurowi pracownicy, którym wolno ruszyć się przez 5 minut na godzinę od komputera i którzy średnio w ciągu jednego dnia pracują więcej niż nasi przodkowie w ciągu tygodnia… Aktywność fizyczna powinna prowadzić nie do utraty wagi, ale do utraty tkanki tłuszczowej na korzyść mięśniowej i właściwej kompozycji ciała. Prof. De Vany podkreśla, że mięśnie działają jak leki. Badania pokazują, że im jesteśmy fizycznie silniejsi, tym dłużej będziemy żyć i wolniej się starzeć. Mięśnie nie tylko wspierają układ kostny, ale wpływają na metabolizm współzawodnicząc o składniki odżywcze z tkanką tłuszczową, która nasila stan zapalny w organizmie i pobudza układ odpornościowy, co może źle się skończyć (choroby autoimmunologiczne). Warto nauczyć ćwiczyć się na czczo, żeby lepiej spalać tkankę tłuszczową i nie jeść bezpośrednio po treningu, żeby nie zakłócać tego procesu. Jak poza tym dbać o mięśnie? Jeść odpowiednią ilość białka (1,5 g na 1 kg masy ciała), ćwiczyć z ciężarami i… odpoczywać!

Podsumowując: potrzeba więcej spontaniczności, różnorodności i intensywności. Mamy ciągle możliwość dokonywania wyborów na podstawie informacji, żeby zwiększyć szanse na sukces, ale nic nie daje 100% pewności, jaką ekspresję genów uda nam się osiągnąć. Nawet tak rozbudowany i sprawdzony program (pierwsza żona autora zmarła na chorobę autoimmunologiczną). Lekturę zdecydowanie polecam. Książka na pewno jest motywująca. Warto poznać szczegóły i argumenty autora, a potem przetestować je na sobie;-) Książka oferuje nie tylko przykładowe menu i plan treningowy, ale opis suplementów stosowanych przez autora oraz zalecenia dotyczące badań naszego stanu zdrowia i kondycji fizycznej. Ja na pewno zamierzam wziąć sobie do serca trzy sprawy: ograniczenie skrobi w diecie, sprinty i więcej różnorodności.