Ogień i woda

Pierwszy raz w Wielkiej Brytanii byłam wyjątkowo zimną wiosną 2013 r. Środkowa Walia, wybrzeże, prawie bez deszczu, ale niska temperatura tak na zewnątrz, jak i w mieszkaniu dawała mi się we znaki. Za to bliskość morza i szum fal uspokajały. Dom na nadmorskim bulwarze, w którym spędzałam wiosenny urlop, był drewniany, ponad stuletni, pod opieką konserwatora i akurat w remoncie. Jak chyba większość budynków mieszkalnych w mieście był wynajmowany studentom lub turystom. Nigdy i nigdzie nie widziałam tylu zabezpieczeń przeciwpożarowych.

Alarmy, drzwi przeciwpożarowe, oznaczenia wyjść ewakuacyjnych, gaśnice, koce… Równie egzotyczne jak kontakty wyłączane oddzielnymi przyciskami, dwa krany w miejsce jednego i przeraźliwe zimno w budynku. To samo na uczelnianym kampusie. Drogi dojazdu i miejsca parkingowe dla straży pożarnej, wyznaczone punkty zborne na wypadek pożaru. Rozumiem, że takie są przepisy i na pewno obowiązują nie bez powodu. Biznes musi być niezły. Zresztą pewnie można się przyzwyczaić do tych wszystkich „udogodnień” i nawet nie zwracać na nie uwagi ani na ich sens… Ale wygląda to tak absurdalnie… Kraj, w którym ciągle pada, ostatnio zalewany przez powodzie, nękany sztormami, w dodatku wyspiarski i co? Wszyscy skrupulatnie przygotowują się na walkę z żywiołem ognia… To chyba jakiś problem zastępczy.

Tu, gdzie teraz mieszkam (dom z kamienia, nie tylko dla studentów), co roku sprawdza się, czy działają alarmy i wszystkie inne urządzenia, które mają zapewnić bezpieczeństwo od ognia… Corocznie przeprowadza się też kontrolę urządzeń elektrycznych. Chciałabym, żeby równie skutecznie walczono tu z wodą i wilgocią. Teraz wiem, co to znaczy, że często pada… To nie oznacza, że spaceruje się po soczysto zielonym trawniczku z eleganckim parasolem chroniącym od delikatnej mżawki. Zresztą, parasol odradzono mi na samym początku tak skutecznie, że nawet nie próbowałam i takowego w ogóle nie posiadam…To znaczy, że problem z wilgocią pojawia się też w budynkach. Podobno to też można skontrolować i dostać raport, z którego wynika, czy budynek jest zawilgocony czy nie. Ciekawe. Szkoda, że zamiast 3 alarmów pożarowych, w mieszkaniu nie ma jednej kratki wentylacyjnej ani nikt nie sprawdza, jak się w nim mają jego mieszkańcy o najdłuższym stażu – pleśnie.

Poniżej przykłady z mojego życia wzięte.

W mieszkaniu najważniejsze jest bezpieczeństwo od ognia. Zapewniają je w pierwszej kolejności alarmy:

P1050564

A w kuchni koc przeciwpożarowy:

P1050561

Gdyby potencjalny ogień śmiał stawiać dalszy opór, mamy jeszcze w kuchni o powierzchni chyba 2×2 do dyspozycji gaśnicę:

P1050563

Gdybyśmy nie mogli w nocy oka zmrużyć ze strachu przed pożarem albo po prostu chcieli poutrudniać sobie życie, bo nie potrafię sobie nawet wyobrazić, czemu innemu miało by to służyć, możemy powyłączać wszystkie kontakty. Najlepiej od razu wszystkich kilkanaście i każdy jeden z osobna. Jedyne miejsce, gdzie jesteśmy zupełnie bezpieczni i wolni od groźnych kontaktów to… łazienka. Bo po co nam niby suszarka czy elektryczna golarka???

P1050567

Pamiętajmy, że tu wszystko musi być inne, więc do gniazdka wkładamy inne wtyczki, jak poniżej lub zaopatrujemy się jeszcze w Polsce w przełączki, jak powyżej.

P1050568

Oczywiście nie moglibyśmy spać spokojnie nawet po wyłączeniu wszystkich kontaktów. Potrzebne są nam jeszcze drzwi przeciwpożarowe prowadzące do każdego pomieszczenia. Np. do łazienki bez okien (i drzwi ewakuacyjnych) na końcu przechodniego, parterowego mieszkania. W razie pożaru na pewno nie omieszkam się tam nie schronić. Ale za to co się z nimi codziennie uszarpię…

P1050565

Są takie słowa, których nie nauczyłam się w języku ojczystym. Bo nie było potrzeby. Spotkałam się z nimi dopiero w słowniku, kiedy sprawdzałam ich znaczenie ucząc się ich w języku obcym. Tak też było ze słowem wedge. Wedge ma różne znaczenia, ale taki pod drzwiami to po polsku klin. Wedge to prawdziwa plaga tutaj, sojusznik drzwi przeciwpożarowych. Mały, podstępny przedmiot, który ciągle trzeba podsuwać pod drzwi, żeby się z nimi nie szarpać. Czasem za mocno się go gdzieś kopnie i potem trzeba się naszukać.

P1050566

Jak wejść albo wyjść z mieszkania? Najlepiej wyjściem ewakuacyjnym przypadkiem będącym jedynymi drzwiami do mieszkania:

P1060111

Jeśli ktoś miałby wątpliwośći mimo oznaczenia, to można jeszcze ewakuować się oknem.

P1060113

Gdybyśmy byli poza mieszkaniem, możemy się czuć nie mniej bezpiecznie. Oto punkt zborny na wypadek, gdyby pożar zastał nas np. na uczelni.

2013-04-04 16.47.03

W Polsce jakoś przeżyłam bez tych pomysłowych udogodnień, w Niemczech też, więc po co mi to tutaj???