Ogień i woda

Pierwszy raz w Wielkiej Brytanii byłam wyjątkowo zimną wiosną 2013 r. Środkowa Walia, wybrzeże, prawie bez deszczu, ale niska temperatura tak na zewnątrz, jak i w mieszkaniu dawała mi się we znaki. Za to bliskość morza i szum fal uspokajały. Dom na nadmorskim bulwarze, w którym spędzałam wiosenny urlop, był drewniany, ponad stuletni, pod opieką konserwatora i akurat w remoncie. Jak chyba większość budynków mieszkalnych w mieście był wynajmowany studentom lub turystom. Nigdy i nigdzie nie widziałam tylu zabezpieczeń przeciwpożarowych.

Czytaj dalej Ogień i woda

Kursy angielskiego

Jedną z fajniejszych rzeczy, z którymi zetknęłam się w trakcie pobytu w UK, są kursy angielskiego, bezpłatne, w miejscowym college’u czy też, po walijsku, colegu. Pamiętam, że gdy uczyłam się angielskiego w szkole językowej (publicznym jeszcze się wtedy nie śniło o UE ani masowej emigracji) jako dziecko, a potem nastolatka i co jakiś czas, przeważnie na wakacje czy ferie, pojawiały się ogłoszenia o organizowanych kursach językowych w krajach anglojęzycznych, to ze względu na ich ceny, nie było nawet co marzyć o wyjeździe. Chociaż na kurs niemieckiego w zachodnich Niemczech jeszcze było nas stać. Mając to w pamięci, jak również wszelkie inne opłaty za lekcje i kursy angielskiego w czasie roku szkolnego, w wakacje czy letnie obozy językowe w Polsce, uważam możliwość uczestniczenia przez co najmniej kilka miesięcy w kursie angielskiego tutaj za spory luksus. Czytaj dalej Kursy angielskiego

Zima ciepła vs. zimna (magiczna liczba Economy 7, grzejniki wypchane cegłami zwane storage heaterami i superszyby na niby czyli double glazing)

Wiadomo, że zimą, na co w języku polskim wskazuje już sama nazwa tej pory roku, jest zimno. W Polsce zimą potrafi zrobić się naprawdę zimno. Na dworze. Jak ktoś woli, to na polu też. Ale w nie w domu, gdzie jest ciepło. Na zewnątrz 20 stopni Celsjusza poniżej zera, wewnątrz 20 stopni Celsjusza powyżej zera. Norma. Przez 20 lat mieszkałam w domu, gdzie tak właśnie było. Jest i będzie. Dla mnie to oczywiste. I szczerze mówiąc, nie zaakceptuję ani nie zrozumiem innego stanu rzeczy. Ani nawet nie zamierzam próbować. A właśnie niedawno odkryłam, że w ogóle może być inaczej. I że dla innych to inaczej jest właśnie normą… Czytaj dalej Zima ciepła vs. zimna (magiczna liczba Economy 7, grzejniki wypchane cegłami zwane storage heaterami i superszyby na niby czyli double glazing)

Emigracja w ciemne strony

Emigracja w ciemne strony

Tym razem nie będzie zabawnie. Przeczytałam na stronie Newsweeka artykuł Polacy na walizkach. Emigracyjny efekt domina. Jeśli bez cienia wątpliwości założyć, że jest dokładnie tak, jak to zbadano oraz opisano i zaledwie 17 na 100 Polaków nie (!) rozważa emigracji, to obraz polskiej teraźniejszości i przyszłości rysuje się w bardzo ciemnych barwach. Jestem zszokowana. Skoro zarobki są już tylko 3-krotnie a nie np. 30-krotnie wyższe, Polska coraz mniej odstaje od innych krajów Europy Zachodniej, to po co ta emigracja? Czytaj dalej Emigracja w ciemne strony

Anegdota o tym, jak się nie przygotowywać do pobytu w Wielkiej Brytanii

palma_watermarkRówno rok temu po raz pierwszy przybyłam do Wielkiej Brytanii. Pakując rzeczy tuż przed wiosenno-wielkanocną wizytą w Walii pytam przyszłego gospodarza przez skype, jaka jest pogoda i co najlepiej ze sobą zabrać. W oknie rozmowy widzę wielkie okno wychodzące wprost na błękitne przestworze nieba i morza. I słyszę, że jest 14 stopni (Celsjusza i powyżej zera). Nieźle, bo w Niemczech jeszcze śnieg nie stopniał. Na wyprawę wybieram więc w wiosenny płaszcz (dość zresztą ciepły) zamiast zimowej kurtki. Dla większej pewności wpiszę jeszcze w wyszukiwarkę weather Birmingham, bo tam ląduję i nie zamierzam zmarznąć zanim zamienię samolot na pociąg. Wszechwiedzący wujek Google wieszczy 20 stopni i deszcz. Wydaje mi się, że to dość wysoka temperatura, ale cóż zrobić? W razie potrzeby zdejmę wierzchnie okrycie.
Wreszcie wyruszam.  Czytaj dalej Anegdota o tym, jak się nie przygotowywać do pobytu w Wielkiej Brytanii

Kurtka czy koszulka? Chowanie się przed zimnem czy zimny chów?

Gdy w słotny, jesienny dzień ktoś dziarsko przemierza Stary Rynek w Krakowie w bluzie, szortach i klapkach, wiadomo, że to Brytyjczyk. (Chociaż czasem można ich też poznać po innych charakterystycznych zachowaniach.) Gdy przy podobnie, wydawałoby się, niesprzyjającej aurze przedwiośnia między rękawami płaszczów widać w berlińskim metrze rękę wysuwająca się z krótkiego rękawa kolorowej koszulki, to jest to również Brytyjczyk. A jak wyglądają Brytyjczycy we własnym kraju? Czytaj dalej Kurtka czy koszulka? Chowanie się przed zimnem czy zimny chów?

(De)centralizacja biurokracji

W Polsce jednym z największych udogodnień i ułatwień w życiu zwykłego obywatela jest centralna, unitarna organizacja państwa. Przeprowadzka z miasta do miasta, z województwa do województwa? Nie ma problemu. Nie zmieniają się przepisy prawne, ubezpieczenia, nie trzeba uznawać kwalifikacji zawodowych, przyzwyczajać się do innego systemu edukacyjnego, akcentu. Wystarczy spakować się i pojechać w nowe miejsce. Cudownie proste. Centralizacja to jedna z rzeczy, które w Polsce najbardziej doceniam. W dodatku nieoczywista. Trzeba się trochę poprzeprowadzać i nachodzić po różnych instytucjach, żeby ją zrozumieć i umieć docenić. Czytaj dalej (De)centralizacja biurokracji

Porównanie krajów i punktacja

Kiedy nigdzie się ze swojego kraju na dłużej nie wyjeżdża, to wiadomo, jak jest. U nas to jest tak, że… (wstawić dowolną opinię).

Kiedy wyjeżdża się na dłużej do innego kraju, postrzeganie świata zaczyna przypominać prostą tabelę na planie krzyża. Tu, po lewej stronie jest tak, a tam, po prawej owak. Zasadniczą rolę odgrywa właśnie podział na dwie kategorie. Pierwszą porównuje się z drugą, a dodawanie kolejnych elementów przebiega w pionie.

Kiedy wyjeżdża się na dłużej do jeszcze innego kraju / innych krajów, to już nie jest najważniejsze, że u nas jest tak, a u nich, innych owak. Ważniejsze stają się nie kraje-kolumny w tabeli porównań, ale poszczególne elementy rzeczywistości-wiersze. Jak się porusza autobusem? Którą stroną ulicy? Jak się zapisuje do lekarza? Jak adresuje kopertę? Można dodawać je w nieskończoność, bo nabiera się większej wprawy w ich zauważaniu, uświadamianiu sobie i ocenianiu. Potem łatwiej też dodawać kolejne kolumny. Tabela porównań rozrasta się w pionie i w poziomie. Czytaj dalej Porównanie krajów i punktacja

Anglia czy Walia? A może jednak Londyn?

P1050219–  Jak tam w Londynie?

–  Jak Ci idzie w tej Anglii?

Standardowe pytania, które słyszę od znajomych z Polski, skłaniają mnie do pewnej refleksji. Najwidoczniej Walia, w której od jakiegoś już czasu mieszkam, w polskiej świadomości nie istnieje… Tylko, niech mi ktoś powie, skąd ten Książę? (Nawiasem pisząc, Księciem Walii został dokładnie w miejscu na zdjęciu obok, w północnowalijskiej twierdzy Caernarfon. True story).

Czytaj dalej Anglia czy Walia? A może jednak Londyn?

Pomoc tłumacza

Angielski to obecnie niewątpliwie globalna lingua franca. Byłam mocno zdziwiona, gdy robiąc przed przeprowadzką do UK research na temat tego kraju odkryłam, że tak powszechnie dostępna jest pomoc tłumacza, w dodatku nieodpłatnie!!! Wydaje się to wręcz absurdalne: taki popularny język, chyba każdy, kto tu przyjeżdża jakoś się nim posługuje… a jednak. Czytaj dalej Pomoc tłumacza

Angielski i nie tylko

Angielskiego zaczęłam systematycznie uczyć się już w szkole podstawowej. Wtedy nie był jeszcze wszędzie pierwszym językiem obcym. W moim przypadku był to niemiecki, a w liceum wmuszono mi na dodatek łacinę. Angielski pojawił się dopiero na uniwersytecie, w mało sprzyjających warunkach (jedyne zajęcia po całym intensywnym tygodniu, w piątek rano, z pierwszą i jak dotąd jedyną, niesympatyczną nauczycielką angielskiego, jaką spotkałam). Oczywiście nie pozostawało nic innego, jak przez te wszystkie lata chodzić do szkoły językowej. Uczyliśmy się BBC English, ale uświadamiano nam różnice między angielskim brytyjskim a amerykańskim głównie, bo inne kraje anglojęzyczne i odmiany angielskiego były pewnie dla nauczycieli zbyt egzotyczne. Co ciekawe, przy całym tym nacisku na angielski brytyjski i nauce, siłą rzeczy, także o życiu w Wielkiej Brytanii, nikt jakoś nie wspominał, że nie mówi się tam tylko po angielsku ani nawet w języku Pakistańczyków, Polaków czy innych migrantów. Czytaj dalej Angielski i nie tylko