Paleo i AIP przepisy na Boże Narodzenie

babeczki kokosowo-owocowe miniaturaChociaż jem paleo od jesieni 2014 r., to pierwsze Boże Narodzenie było raczej cheat mealem w granicach zdrowego rozsądku. Ponieważ w tym roku jestem w połowie diety eliminacyjnej AIP i nie chcę jej przerywać (mam ją nadzieję zrobić raz a dobrze), więc Święta nie tylkopaleo, ale nawet AIP. No i wszystko robię sama. Potrójny skok na głęboką, kulinarną wodę. Co najlepsze, udało się :-) Jednak mam już trochę wprawy w gotowaniu. W Wigilię spędziłam pół dnia w kuchni, ale opłacało się, bo byłam najedzona i zadowolona. W kolejne dni spędzałam w kuchni niewiele więcej czasu niż zwykle (jakieś 2,5 godziny). Poniżej moje menu i przepisy.

  1. Karp w panierce kokosowej smażony na oleju kokosowym z duszoną marchewką i kalarepą:
    P1100226
    Może panierka (zmielone wiórki kokosowe, w których obtoczyłam karpia) nie przypomina tradycyjnej, ale nie o to chodziło. Ryba się nie przypaliła, była smaczna, a lekko zmielone w młynku do kawy wiórki kokosowe pasowały też do warzyw i… fajna z nich zasmażka! Marchewka to moje standardowe warzywo do wszystkiego, a kalarepa… Obecnie uważam ją za tradycyjnie polskie warzywo, bo w UK nie mogę nigdzie dostać.
  2. Babeczki jabłkowo-gruszkowo-kokosowe:
    P1100231

    Jabłka i gruszki (np. po 2 duże sztuki) obieramy, kroimy na kawałeczki, gotujemy z filtrowaną wodą aż zmiękną, odlewamy wodę (i pijemy słodki sok), odstawiamy do wystygnięcia, blendujemy lub miksujemy, dosypujemy wiórki kokosowe (można je lekko zmielić), mniej więcej tyle samo, co owoców i mieszamy. Następnie nakładamy do foremek i pieczemy w 160 stopniach do zarumienienia się. Można dosłodzić je miodem, daktylami, rodzynkami, jak kto woli. Samo ciasto jest pyszne na surowo. Po dodaniu bakali i cynamonu, można jeść je jak owsiankę! Tę tradycyjną przypomina kolorem, konsystencją i smakiem, a jest zdecydowanie zdrowsze i pożywniejsze, więc to dobry pomysł na śniadanie w stylu AIP lub paleo. Myślę, że sprawdzą się też banany, plantany, może jeszcze jakieś owoce.
  3. Barszcz czerwony według przepisu Anity z  bloga alpaqasquare, który znajdziecie tutaj:
    P1100261
    Wprawdzie dodałam niecałe 3/4 szklanki octu jabłkowego do „zakwasu”, ale mnie barszcz wyszedł zdecydowanie za mocny. Dobrze, że miałam jeszcze zapas zamrożonego rosołu (drugie tyle) i dolałam go do gotującego się już barszczu. Po tym zabiegu barszcz wyszedł super! Nie spodziewałam się, że będzie w smaku jak tradycyjny barszcz na zakwasie (swego czasu moja ulubiona zupa)! Do tego zdrowszy dzięki zastąpieniu zbożowego zakwasu octem i łatwiejszy do zrobienia, bo jednak poza Polską łatwiej dostać ocet niż zakwas. Do barszczu zrobiłam pulpety z mielonego fileta z indyka, smażone na gęsim smalcu z czosnkiem.
  4. Bigos:
    bigos
    U mnie pół dużej główki kapusty, obranej z wierzchnich liści, poszatkowanej, zagotowanej w wodzie, którą potem odlałam. Do tego 1,5 kg kapusty kiszonej, wypłukanej i odciśniętej, paczka suszonych grzybów, kilka pokrojonych pieczarek i suszonych śliwek, sól, majeranek, mięso indycze i wołowe (w sumie ok 1 kg), pokrojone w kostkę i podsmażone na gęsim smalcu. Wyszedł dość delikatny w smaku.
  5. Gołąbki:
    golabki2
    Robiłam po raz pierwszy, bo w dzieciństwie nie lubiłam (może przez ryż / kaszę?) i potem nie jadłam. Z główki kapusty poodrywałam największe liście, wrzuciłam do wrzątku, zblanszowałam i odcedziłam. Następnie przygotowałam farsz, trochę eksperymentalny, bo musiałam zużyć kilka rzeczy. Filet z indyka został zmielony, do tego posiekałam wątróbkę indyczą, starłam pół cukinii na tarce, wkroiłam kilka dużych pieczarek, wycisnęłam dwa ząbki czosnku, dodałam dwie łyżki smalcu gęsiego, troszkę majeranku i posoliłam. Do liści ponakładałam farsz, po 1-2 czubate łyżki, w zależności od wielkości liścia i pozawijałam wszystkie rogi liścia do środka. Do rondla z grubym dnem włożyłam łyżkę gęsiego smalcu, a potem ciasno poukładałam w nim gołąbki (wyszły mi 3 warstwy, nawet nie wiązałam liści) i zalałam do 3/4 wysokości rosołem, a następnie dusiłam na najmniejszym ogniu przez godzinę. Rosół z duszenia odlałam do mniejszego garnka, żeby na drugi dzień odgrzewać na nim gołąbki.
  6. Kompot z suszu:
    susz

W mojej okolicy tradycyjnie podawany z makaronem jako zupa z suszu, ale ponieważ makaron jem tylko z marchewki albo cukinii, więc postanowiłam zrezygnować z tej formy i pić jako kompot. Susz był domowej roboty i przepyszny, zwłaszcza śliwki! Słodkie i nie do porównania ze sklepowymi.

Polecam, życzę zdrowych i smacznych Świąt :-)