Podsumowanie, pożegnanie z dogmatem, AZS i… oczekiwanie

słoiczek ze smalcem

Wszystko, czego się dowiedziałam zwłaszcza od końca 2012 roku o skórze i atopowym zapaleniu skóry, 27 lat życia z nawrotami AZS  i ostatnie eksperymenty na własnej skórze ostatecznie przekonały mnie, że atopowe zapalenie skóry jest jednak właśnie… chorobą skóry.

Co to jest AZS, czyli atopowe zapalenie skóry

Może brzmi to absurdalnie, bo jak zapalenie skóry może nie być chorobą skóry??? Niestety w medycynie alternatywnej (komplementarnej, naturalnej, jak zwał tak zwał), a nawet często akademickiej przez wiele lat pokutował pogląd, że jest to choroba związana z układem pokarmowym, ewentualnie też oddechowym i odpornościowym. Dlaczego już tak nie myślę? Dlaczego wreszcie uważam, że symptom i przyczyna  w AZS zlokalizowane są w jednym miejscu? Oczywiście, zwłaszcza układ odpornościowy odgrywa ogromną rolę w tej chorobie. Dość podłej zresztą. Atakującej najchętniej znienacka, we śnie, maleńkie dzieci… Ale nie jest to takie działanie jak w przypadku ataku w chorobach autoimmunologicznych!

Leczenie AZS i jego przyczyny

Od dziecka (niestety zaczęło się u mnie późno, bo już jako u kilkulatki, kiedy niektórzy właśnie wyrastają bez złych wspomnień… nie wyrosłam jako 18-latka… teraz liczę, że wyrosnę jako 50-60 latka;) przerobiłam wielu specjalistów wszelkiej maści (no, bo jak jeden nie pomaga, to szuka się dalej, im problem większy, tym bardziej desperacko) i ich terapie. Zaczęło się od pediatry-pulmunologa, byłam u lekarzy ogólnych w dwóch krajach, u dermatologa, u profesora alergologii, prywatnie i na NFZ/NHS, otarłam się o szpital, byłam u homeopaty, hipnoterapeutki, naturopatki, kilku bioterapeutów, kosmetologa, dietetyka… aż ciężko to spamiętać. Nie wiem nawet, gdzie mogłabym jeszcze iść. Może jeszcze do specjalisty od TMC albo akupunktury (i faktycznie byłam, ale już po załatwieniu problemu). Albo do genetyka. Dobrze, że poszłam też po rozum do głowy, wzięłam sprawy w swoje ręce i zaczęłam sama badać temat skóry. Miałam robione testy skórne, płatkowe, biorezonans, analizę pierwiastkową włosa, prowadziłam dzienniczki diety, byłam na diecie bezmlecznej, paleo, eliminacyjnej, na autoimmunologicznym paleo. Stosowałam emolienty, sterydy, immunosupresanty, zioła, suplementy, tłuszcze roślinne i zwierzęce… Jak było dobrze, to było dobrze. Jak było źle, to było źle… Epizody, coraz cięższe, pojawiały się co parę lat. Nie wiadomo w sumie dlaczego… Może to po szczepieniu? Może po jakiejś infekcji? Może po antybiotyku? Może od mleka? Może od stresu? Może od pleśni? Może od glutenu? Może od alkoholu? Albo kawy? Masła? Sportu? Może to jakieś niedobory? Od dziecka wmawiano mi, że to alergia, że to „wszystko z przewodu pokarmowego”. Też tak myślałam. Potem zaczęłam myśleć, że to wszystko razem. Że to jakaś nietolerancja, a w końcu, że autoimmunologia (bo taka teraz modna), że to układ odpornościowy się rozchwiał, bo przecież to wieloczynnikowe, przyczyny tajemnicze i mimo największych wysiłków mogę liczyć tylko na wejście w remisję… I co? I nie pomagało. Ponieważ wychowałam się i spędziłam 27 lat życia w myśleniu o atopowym zapaleniu skóry jak o alergii pokarmowej, ciężko było mi się pożegnać z tym paradygmatem. Uwierzyć, że w momencie, kiedy na topie jest mikrobiom układu pokarmowego, choroby autoimmunologiczne i medycyna funkcjonalna, epigenetyka i zwalanie problemu z genów na środowisko, to mogą być geny i skóra? Tak po prostu?

Genetyczne uwarunkowanie AZS

Ano, mogą. Nie znaczy to, że to jakiś jeden gen. Że u wszystkich ten sam. Że to tylko genetyka. Ale jak widzę tych wszystkich ludzi szukających rozpaczliwie przyczyny w testach alergologicznych i dietach eliminacyjnych albo kolejnych sterydach i kremikach, często oczywiście za namową różnych specjalistów od zdrowia, to jest mi ich żal… Bo ja już tam byłam i nie było poprawy. Czy to znaczy, że odstawienie glutenu albo mleka nie wystarczy, żeby skóra się komuś zagoiła? Albo pozbycie się kosmetyków z SLS? Albo uzupełnienie niedoboru wit. D3? Pewnie, że może wystarczyć. Może nawet na zawsze. A nawet jak nie pomoże, to i tak warto z nich zrezygnować/uzupełnić! Nie bójmy się jednak przyznać, że atopowe zapalenie skóry to uwarunkowany genetycznie problem skórny, który oczywiście mogą zaostrzać czynniki środowiskowe. Czy zrezygnuję teraz z diety paleo albo suplementacji? Nie! Ale nie dlatego, że oczekuję, że pozbędę się AZS. Po prostu nie zamierzam sobie szkodzić, tylko dbać o siebie! Muszę też przyznać, że to właśnie dzięki medycynie naturalnej i paleo wreszcie trafiłam tam, gdzie trzeba! Nie od razu, nie bez trudności, wydatków, frustracji. Ale za to ile teraz mam satysfakcji:-)

Pielęgnacja skóry atopowej

W moim przypadku słabym punktem jest skóra i trzeba jej pomagać. Na szczęście można to robić na różne sposoby. Najważniejsza jest odpowiednia pielęgnacja mająca na celu niedopuszczenie do wysuszenia skóry i utraty przez nią szczelności, co prowadzi do dalszego zaostrzenia stanu zapalnego, reakcji układu odpornościowego, rozwoju alergii, astmy, niekorzystnych zmian w mikrobiomie skóry, zmian pH skóry, pęknięć narażających na infekcje, świądu powodującego problemy ze snem, kiedy to pada już cały organizm i życie dookoła.

Pielęgnacja dobrana do stanu skóry i uwzględniająca pH skóry

Od lekkich kremów, kiedy jest dobrze, po ciężkie maści i mokre opatrunki, kiedy jest źle. Można robić kąpiele w emolientach i odpowiednich środkach antyseptycznych oraz obniżających pH wody i skóry. Można pomóc sobie lekami, kiedy jest źle i trzeba szybko uszczelnić skórę. Być może kiedyś będą ogólnodostępne i znane środki probiotyczne lub zawierające substancje podobne do naturalnie produkowanych przez skórę jak ceramidy. Czy to znaczy, że zawsze wystarczy obniżyć pH skóry i właściwie ją pielęgnować? Nie ma 100% gwarancji. To może pomóc, ale nie musi uzdrowić. Trzeba eksperymentować, uczyć się siebie, dbać o siebie, być na bieżąco. Jednemu pomoże to, innemu tamto. Najważniejsze, że w ogóle pomoże. Ale zaraz potem najważniejsze jest wiedzieć, dlaczego pomogło. Jak to wykorzystać na przyszłość, żeby sobie na spokojnie móc pomóc. Zyskać poczucie kontroli i bezpieczeństwa.

Czy nie mam już AZS?

Obecnie nie mam. Ale nadal mam do niego skłonność. Podejrzewam, że mam defekt filagryny i za wysokie pH skóry. Musiałabym pewnie zrobić badanie genetyczne jak 23andme (i może kiedyś zrobię, jak będę mieć większe możliwości finansowe), żeby się przekonać. Czy to znaczy, że jestem w remisji? Być może można to tak określić. Najważniejsze, że nie przypadkowej, tylko kontrolowanej przeze mnie w naturalny, tani i myślę, że ogólnie prosty i bezpieczny sposób. Czy mogę mieć regresję? 27 lat nawrotów AZS nauczyło mnie jednak, że nigdy nic nie wiadomo, ale tym razem jestem naprawdę dobrej myśli. PH jest potężną bronią. Jednak sprawa wyleczenia tu się nie kończy i będę jeszcze o niej pisać.

Co jeszcze może pomóc skórze z AZS

Co jeśli pielęgnacja zgodna z prawidłowym pH skóry nie pomaga? Wtedy warto zadać sobie inne pytania. Czy mam właściwą dietę? Czy nie mam niedoborów i nie potrzebuję suplementacji? Czy mój organizm nie jest w stresie (psychologicznym i fizjologicznym)? Czy nie jestem wystawiony na zbyt duże dla mnie ilości toksyn środowiskowych i alergenów? Czy nie mam innych schorzeń, które mogą komplikować leczenie AZS? Czy nie mam zbyt zaawansowanej postaci AZS? Ja najpierw zrobiłam w miarę swoich możliwości porządek z tym wszystkim, a potem dodałam pielęgnację zgodną z prawidłowym pH jak wisienkę na zdrowym i pysznym paleo torcie ;-)

Polub lub udostępnij