Probiotyczny eksperyment, ph skóry i AZS

Przyszedł wreszcie czas na kolejnego posta o skórze. Ostatnio, jeszcze latem, pisałam o poprawie stanu mojej skóry i 4 poradach, jak o nią dbać. Wprowadziłam niedawno w życie ostatnią z tych porad, czyli suplementację kolagenem, ale bez większych efektów. Wydawało mi się jednak, że temat został już ogarnięty, ale oczywiście znów coś się zaczęło psuć w październiku. Kolejna taka koszmarna jesień/zima jak ostatnio… Lepiej nawet nie myśleć. Tym razem pomógł mi mały eksperyment. Niemal przypadek. I kolejna dobra rada. Złapałam nowy trop. Zrobiłam research (zresztą dobrze być zawsze na bieżąco…) i… chyba dokonałam naprawdę przełomowego odkrycia w kwestii zdrowia skóry:-) Naprawdę na miarę ćwierćwiecza moich coraz bardziej uciążliwych problemów skórnych. Jakiego odkrycia? Dowiecie się z dalszej części posta.

Jakoś na przełomie stycznia i lutego, stan zapalny na mojej skórze zaczął się uspokajać. Oczywiście można to było przypisać ścisłej diecie (eliminacyjna, AIP), zmianie pielęgnacji (emolienty typu hydromol ointment, maści z parafiną, rękawiczki na noc i do wszelkich prac domowych), suplementacji (tu głównie przeciwzapalna i -świądowa kurkumą), a nawet zmianie pory roku i naturalnego cyklu produkcji ceramidów przez skórę. Potem było już coraz lepiej, chociaż prawie nigdy zmiany w 100% nie zniknęły (wyjątkiem był moment zaraz po przeprowadzce do innego miasta i parodniowy wyjazd). Aż wreszcie w październiku zaczęło się powolne pogorszenie…

Jednak zimą zrobiłam jeszcze jedną rzecz, o której potem prawie zapomniałam, chociaż gdzieś tam tliła mi się myśl, że może to było to… Eksperyment. Szukałam jakiegoś probiotycznego specyfiku na skórę (nie znałam wtedy jeszcze linii kosmetyków latopic, które są przyjemne w użyciu, ale u mnie nie przyniosły widocznej poprawy) i nie mogłam znaleźć. Postanowiłam zastosować więc probiotyk, który miałam pod ręką: sok z ogórków kiszonych. Najzwyklejszej ze sklepowej półki i nawet pasteryzowanych. Umyłam w nim parę razy dłonie. Szczypało strasznie… Potem zaczęła się powolna poprawa. Ponieważ w tym czasie prowadziłam dzienniczek diety i samopoczucia, robiłam też zdjęcia skóry, żeby móc porównać później zmiany. I pokazać dietetyczce, z którą się konsultowałam (zaleciła mi oprócz diety AIP kilkanaście suplementów do brania parę razy dziennie,  sumie ponad 40 tabletek na „kontrolę stanu zapalnego”, krem na bazie wody i olejek roślinny… czyli wszystko na opak…).  Po raz pierwszy jednak epizod został tak udokumentowany. Teraz odkopałam te zdjęcia i… sama widzę kolosalną różnicę przed i po zastosowaniu soku. Zdjęcia się faktycznie przydały:

Tu już nawet nie mam tak strasznie zaczerwienionej skóry, jak pod koniec 2015 r., kiedy plamy miały intensywnie czerwony kolor. Całe dłonie mają jednak lekko ceglany kolor i widać opuchnięcia na palcach (ciężko mi je było do końca prostować). Od spodu też nie było wiele lepiej, co widać po opuchnięciach na nadgarstkach. Nie mówiąc już o swędzeniu, które budziło mnie w nocy i fatalnym samopoczuciu.

Dobrze, że było zimno i mogłam chodzić w rękawiczkach poza domem…

A pod koniec lutego, chociaż skóra nie była idealna, było o niebo lepiej!

Zmiany widać głównie od spodu, gdzie skóra ma inną budowę (i jest bardziej podatna na wystąpienie AZS):

Oczywiście, tak jak przyczyna AZS jest złożona, tak samo może być z leczeniem. Mogło pomóc wszystko i nic, więc nie przywiązywałam takiej wagi akurat do kiszonek. Dopiero z perspektywy czasu i powtórzenia tego doświadczenia, zaczęło do mnie docierać, że to mogło być właśnie to!

Ostatnio postanowiłam przeprowadzić kolejny eksperyment z probiotykami, który opiszę w późniejszym poście poświęconym leczeniu zatok. Tym razem próbowałam je udrożnić przy użyciu probiotyków. W tym celu m.in. kupiłam koreańską kiszoną kapustę czyli kimchi, żeby sprawdzić, czy potencjalnie zawarta w niej bakteria lactobacillus sakei mi pomoże. Po 1,5 tygodnia stosowania nie zauważyłam niestety różnicy, a kimchi w porównaniu z tym, które kiedyś jadłam w koreańskiej restauracji, było tak niesmaczne, że nie byłam w stanie go zjeść, a miałam mały zapas. Pomyślałam, że spróbuję użyć trochę soku na znów pogarszającą się skórę na moich dłoniach. Spodziewałam się, że ostre przyprawy zawarte w kimchi będą palić mi skórę jeszcze bardziej niż podniebienie… Tymczasem nic takiego się nie stało. Znów umyłam dłonie w soku z kimchi. I nagle zaczęła się poprawa. Czyżby ten probiotyk zadziałał? Na opakowaniu nawet nie było nawet informacji o pasteryzacji. Hmm…

Tutaj bardzo chciałabym podziękować posiadającej ogromną wiedzę specjalistce od naturalnych kosmetyków i innych prozdrowotnych specyfików, Klaudynie, za naprowadzenie mnie na nowy trop w poszukiwaniach rozwiązania mojego problemu. Opisałam moje małe eksperymenty pod jej postem Probiotyczna kapusta kiszona i dzięki jej odpowiedzi dowiedziałam się, że być może niekoniecznie pomocny okazał się probiotyk,  który mógł korzystnie wpłynąć na mikrobiom mojej skóry (tak, ten też jest ważny!), ale… obniżenie ph skóry!!!

Nagle wszystkie elementy zaczęły układać się w sensowną całość. Dlaczego mam takie problemy ze skórą, mimo najlepszej w życiu diety, suplementacji i opieki specjalistów w dziedzinie zdrowia, pielęgnacji i dbałości o siebie; dlaczego nie pomagało ponad 25 lat różnych diet ani suplementacja ani czasem nawet leki, ani pielęgnacja (np. zachwalanymi olejami roślinnymi jak kokosowy czy słonecznikowy), dlaczego faktycznie mogła mi zaszkodzić woda (!!!) w nowym miejscu zamieszkania, a pomóc sok z kiszonek… Sądząc po wymianie informacji na ten temat w internecie, różnych konsultacjach, moich dotychczasowych doświadczeniach i poszukiwaniach, wiedza ta chyba nie jest jakoś bardzo popularna, chociaż ocet jest polecany przez niektórych lekarzy. Dlatego chciałabym zwrócenia większej uwagi na ten temat, bo pielęgnacja skóry z uwzględnieniem prawidłowego ph może być brakującym ogniwem w wielokierunkowej terapii AZS.

Ph to bardzo silny i, powiedziałabym, podstawowy mechanizm rządzący pracą naszego organizmu. Dlatego też pomyślałam, że ma potencjał na tak skuteczne działanie (które w moim przypadku zakrawa niemal na cud). Jednak po wszystkich dotychczasowych zdrowotnych wzlotach i upadkach postanowiłam, że najpierw podejdę do tematu ostrożnie i sprawdzę teoretycznie oraz praktycznie, czy i jak to działa na skórę. Eksperymenty trwają już od miesiąca, z bardzo dobrymi rezultatami i mam pomysły na następne;-) Zapraszam na kolejne posty na ten temat!