Protokół autoimmunologiczny. Nadzieja w chorobach autoimmunologicznych

Jakieś ćwierć wieku temu alergia czy nietolerancja pokarmowa (pojęcie właściwie nieznane) naprawdę potrafiła utrudnić życie. Wiem z doświadczenia. Teraz jest o niebo lepiej. Co takiego się zmieniło?

Po pierwsze, wcześniej pokutowało przeświadczenie, że szafarzami zdrowia są li i jedynie lekarze i że aby wyzdrowieć, trzeba iść do prywatnego gabinetu i słono zapłacić albo pojechać do większego miasta (cała wycieczka) i tam znaleźć jakiegoś mędrca, który nas wyleczy. Teraz może nam pomóc dietetyk albo coach zdrowia bez wychodzenia z pokoju i przez internet. Albo naturopata. A najlepiej, jak sobie pomożemy sami. Wtedy mamy poczucie kontroli nad własnym życiem i sporą satysfakcję, kiedy po latach poszukiwań i frustracji sami dojdziemy do sedna sprawy i rozwiążemy problem. A to motywuje. Podobnie jak przykład innych ludzi, którym udało się zmienić swoje życie i jeszcze dać pozostałym bliźnim wędkę do rąk ;-)

Po drugie, nauka poczyniła od tego czasu ogromne postępy (bo i problem narasta). Mamy spore pojęcie o działaniu układu odpornościowego, o mikrobiomie, zdrowiu jelit.

Po trzecie mamy internet, znamy angielski i mamy dostęp do niewyobrażalnej ilości informacji, natychmiast i na zawsze, jeśli tylko zachce nam się je zarchiwizować, praktycznie za darmo. W dowolnej chwili możemy skontaktować się z lekarzem z USA, czy trenerem, innymi chorymi, z kim tylko chcemy na całym świecie. Moja coraz większa wiedza o (własnym) zdrowiu pochodzi z ostatnich dwóch lat z internetu. Nie z książek, czytelni bibliotek, ulotek produktów medycznych. Jeden dzień słuchania podcastów daje mi więcej, niż wszystkie poprzednie wizyty u lekarzy, których trochę zaliczyłam od dzieciństwa.

Po czwarte możemy mieć bardziej urozmaiconą dietę (20 lat temu nawet nie wiedziałam, że istnieje awokado czy olej kokosowy). Możemy kupić przez internet prawie wszystko. Chipsy kokosowe? A może by tak wypróbować mąkę kasztanową? Możemy przebierać w zamiennikach. Kawa z topinamburu? Możemy korzystać z nieograniczonej ludzkiej kreatywności, testować do woli nowe przepisy. Stworzyć coś swojego i posłać w świat.

Jak natomiast wyglądało życie małego alergika 20 lat temu? Jakaś wysypka, lekarz pediatra, jakieś tabletki. Testy skórne na ileś tam produktów i wnioski: szkodzą pomidory, mleko, nasiona truskawek, cytrusy, coś tam jeszcze. Jak usłyszałam o celiakii, to nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, co ci ludzie jedzą. Bo przecież nie chleb, makaron, bułkę, a to była podstawa tej gównianej pseudodiety, którą byłam katowana przez totalnie niekompetentnych ludzi (których poziom wiedzy jest nadal ten sam) przez lata. Czyli chleb z… margaryną i dżemem. Drożdżowiec na wodzie… Naleśniki na wodzie… Na obiad fasolka, mięso i ziemniaki z zasmażką albo gotowane pierogi ze sklepowej zamrażalki… Na podwieczorek owoce. Na kolację chleb z margaryną i jajkiem na twardo. Nie jedz tego, nie jedz tamtego. Czy mogło być gorzej? Tak. Atopowe zapalenie skóry? Chleb z oliwą albo same ziemniaki. Płatki owsiane na mleku sojowym (albo wodzie) z rodzynkami. Nic dziwnego, że problemy nawracały i to coraz silniejsze. Leki antyhistaminowe nie pomagają? Autoagresja? To może immunosupresyjne? Nic nie pomaga?… Koniec oferty medycznej.

W końcu trzeba było wziąć sprawy w swoje ręce i zadbać o siebie. Oczywiście trudno to robić mając lat 10 czy 15. Ale jak się ma 18 to już można próbować. I lepiej byłoby zrobić to z inspiracji niż z desperacji… Chociaż większości ludzi coś takiego nigdy się nie przydarzy, nawet nie wpadnie im do głowy taka myśl… Przecież byłem na badaniach, lekarz dał mi receptę, pójdę potem na zabieg i odpocznę w sanatorium. A zdrowi niech mi to opłacą ze swoich przymusowych składek ubezpieczeniowych, przemysł spożywczo-medyczno-farmaceutyczny zarobi i wszyscy powinni być zadowoleni. Do tego niekończące się jęki, zawodzenie i pretensje.

A jak jest teraz? Żyję o niebo lepiej. Nie dzielę włosa na czworo, nie robię kosztownych i czasochłonnych, a do tego średnio przyjemnych testów, żeby sprawdzić, którą część jajka, truskawki czy pomidora mogę jeść, a której aktualnie nie. Nie zastanawiam się, w którym zbożu ile jest glutenu, a ile konserwantów w wędlinie. Nie zawracam sobie tym głowy, nie czytuję etykiet, nie żyję w jakiejś ciągłej, cholernej deprywacji. Jem, co lubię, ile chcę, kiedy chcę i w jakiej formie mi się żywnie podoba. Może kawałek wędzonego łososia z gotowanym batatem polanym olejem kokosowym na śniadanie? Zupa warzywna na rosole? Kiełbaska z dziczyzny z kapustą kiszoną? Herbatka ziołowa i kawałek gorzkiej czekolady? Nie potrzebuję odczulania ani leków, ani żadnych innych procedur medycznych. Dbanie o zdrowie jest przyjemnością, a nie stresem czy katorgą. O, nowy podcast, artykuł, post na facebooku mojego ulubionego lekarza czy pisarza? Ukazały się nowe badania? Ciekawe, czego się dzisiaj dowiem i jak mi to ułatwi życie. Jaką przyjemność sobie dzisiaj sprawię dobrym obiadem, spacerem, lekturą, challengem?

Co mnie uwolniło od problemów? Odkrycie protokołu autoimmunologicznego i stylu życia paleo. Po prostu jem mięso, ryby, warzywa, owoce morza, dobre tłuszcze i owoce. Nie jem zbóż, roślin strączkowych, produktów mlecznych, warzyw psiankowatych, orzechów i nasion. Dwa zdania i oto cała filozofia :-) Przynajmniej na początek, potem można zacząć eksperymentować i personalizować ;-) To jest ogromny plus chorób autoimmunologicznych! Prosty i sprawdzony protokół postępowania. Wszystko jest jasno określone, co do jednego produktu! A jego stosowanie jest naprawdę przyjemne i przynosi wiele korzyści. Do tego chodzę spać około 22 i staram się spać po 8 godzin na dobę, wyjść codziennie na zewnątrz, ćwiczyC każdego dnia i dbać o relaks.

A jeśli nie wiemy, co nam dolega, mamy jakąś tajemniczą przypadłość i nic nie pomaga? Albo inne choroby cywilizacyjne, metaboliczne, o podłożu zapalnym? Jeśli kompletnie nie wiemy, co jest nie tak, to też spróbujmy protokołu autoimmunologicznego. Może nasza tajemnicza przypadłość to jakaś jeszcze niezdiagnozowana choroba autoimmunologiczna? Jako że układ odpornościowy, gdy zostanie raz wytrącony z równowagi, może zaatakować dowolny organ, prawdopodobieństwo, że mamy jedną z wielu chorób uważanych za autoimmunologiczne, jest w mojej opinii całkiem spore.

Przy obecnym poziomie zanieczyszczenia środowiska, ekspozycji na chemikalia i toksyny, dobrze jest być ostrożnym. Można więc od razu założyć, że postępujemy tak, jakbyśmy już mieli chorobę autoimmunologiczną albo mieli niedługo mieć. Tak na wszelki wypadek (i dzięki temu nigdy jej nie mieć i uniknąć wielu innych kłopotów). Stosujemy wtedy protokół autoimmunologiczny profilaktycznie, z własnego, świadomego wyboru i dla poprawy jakości swojego życia. Naprawdę warto.

Polub lub udostępnij