Relacja z The Holistic Oral Health Summit 2015

teethW dniach 28 września – 5 października można było uzyskać darmowy dostęp internetowy do rozmów ekspertów z różnych dziedzin zajmujących się zdrowiem (głównie) zębów prowadzonych w ramach The Holistic Oral Health Summit przez organizatora szczytu, amerykańskiego konsultanta ds. zdrowia, Jonathana Landsmana. Codziennie można było obejrzeć nagrania średnio 5 rozmów, które trwały ok 40  min. Nadal jest możliwość wykupienia dostępu do nagrań.

Szczyt wpisuje się w nurt medycyny holistycznej, czyli traktującej organizm jako całość. Dlatego też wielu ekspertów podkreślało związek zdrowia jamy ustnej ze zdrowiem całego organizmu czy konkretnych organów (pojawiało się też nawiązanie do medycyny chińskiej i możliwości diagnozowania pacjenta na podstawie powiązań między konkretnymi zębami a odpowiadającymi im organami; coś jak refleksologia, tylko do diagnozy / leczenia służy jama ustna a nie stopy czy dłonie;).

Jak zawsze w holistycznym czy wręcz funkcjonalnym podejściu do zdrowia (np. Amy Myers, MD) była mowa o niewłaściwej diecie, nieszczelnym jelicie, nietolerancjach pokarmowych, niedoborach (zwłaszcza wit. D), wpływie infekcji, stanu zapalnego, metali ciężkich i innych toksycznych substancji na nasze zdrowie. Standardowo można by powiedzieć. A szczegółowo: przestrzegano przed chlorem, fluorem, toksycznymi produktami do higieny jamy ustnej, plombami zawierającymi rtęć i dentystami stosującymi je w gabinetach lub wymieniającymi je bez odpowiednich zabezpieczeń.

W pielęgnacji najlepiej zastąpić produkty z drogerii domowymi pastami, płynami (z dodatkiem olejków eterycznych), nitkowaniem lub irygatorem typu waterpik, a także włączyć do codziennej higieny oil pulling (czyli np. płukać jamę ustną 2 łyżeczkami oleju kokosowego przez 15 min, potem wypluć).

Sporo miejsca poświęcono wyborowi właściwego dentysty. Jak to zrobić? Poszukać w internecie, zobaczyć, jakie ma wykształcenie, czy jest członkiem jakiś stowarzyszeń, czy ma certyfikaty, umówić się na konsultację, obejrzeć gabinet, zapytać o zabiegi, o bezpieczeństwo własne i personelu i ilu pacjentów dziennie przyjmuje (przeważnie kilku). Dentysta i jego personel powinni wyglądać zdrowo, budzić nasze zaufanie i mieć dla nas czas. Nasza intuicja powinna nam podpowiedzieć, czy dobrze trafiliśmy czy nie. Można też zacząć poszukiwania offline np. podczas zakupów w lokalnym sklepie z ziołami / suplementami czy ekologiczną żywnością. Trzeba jednak pamiętać, że każdy kraj ma inne regulacje prawne i np. w niektórych krajach stosowanie plomb z rtęcią jest już zakazane. W USA tak nie jest i dlatego niektórzy dentyści określają się jako mercury-free: nie stosujący plomb ze rtęcią. Najlepiej jeśli trafimy do gabinetu określanego jako mercury safe, bo u takiego dentysty wymiana plomby ze rtęcią powinna odbyć się w bezpieczny sposób. Jeden z prelegentów wspomniał, że istnieje aż siedem zabezpieczeń przed toksycznością rtęci w gabinecie dentystycznym. Są to m. in. maski tlenowe, ubrania ochronne, leki. Pacjent powinien być też odpowiednio przygotowany do wymiany plomb, tj. w możliwie dobrej kondycji, żeby dobrze znieść zabieg! Wybór holistycznego dentysty jest też o tyle trudny, że nie ma ich wielu. Przyjmują też mniej pacjentów, więc koszty pewnie muszą być wyższe… Jeden z prelegentów wspomniał, że swoich pacjentów kieruje do dwóch innych dentystów w USA, jednego w UK i dwóch w Meksyku… Stąd też w takich gabinetach można spotkać pacjentów z całego świata… Sama boję się pomyśleć, jak to było i jest w Polsce… A rtęć to nie jedyny problem, z którym możemy znaleźć się u dentysty. Warto zwrócić uwagę na resztę diagnostyki, np. na odpowiedni fartuch (chroniący tarczycę) zakładany pacjentowi przed zrobieniem zdjęcia roentgenem, który powinien być jak najnowszy. Ciekawa jestem, czy ktoś w Polsce leczył się u dentysty korzystającego w swojej praktyce z tomografii komputerowej, obrazowania w 3D albo robił testy na to, jakie materiały dentystyczne są najlepiej tolerowane przez jego organizm… Czy dentysta mówił Wam kiedyś, żeby zbadać poziom wit. D (przecież zęby to kość!)? Nie wspominając już o odbudowie zębów za pomocą komórek macierzystych (być może terapia przyszłości) czy alternatywnej terapii ozonowej.

Problematyka rtęci została też ciekawie omówiona pod kątem badania zawartości rtęci w organizmie. Rtęć to metal ciężki i jedna z najbardziej toksycznych znanych nam substancji, która może pojawić się w różnych formach i pochodzić z różnych źródeł w organizmie (ryby morskie, plomby amalgamatowe). Zawartość rtęci w organizmie można sprawdzić badając krew, mocz lub włosy, przy czym pełny obraz daje dopiero porównanie tych wyników. Mówił o tym Chris Shade, PhD, w swojej prelekcji Mercury Poisoning: Signs, Testing and a Detox Plan. Badanie poziomu rtęci we włosach pokazuje to, co pozostaje w organizmie po spożyciu ryb morskich, a w moczu nieorganiczną rtęć, którą można porównać do nieorganicznej rtęci we krwi i zobaczyć, jak dobrze pracują nerki wydalając rtęć z organizmu. Jeśli mamy plomby ze rtęcią i nasze nerki dobrze pracują, to jej poziom w moczu powinien być wysoki. Badania krwi pokazują poziom rtęci pochodzącej ze spożycia ryb morskich, ale nie mówią dokładnie czy to rtęć zatrzymana w organizmie (retention) czy jej wysokie spożycie (high load). Dlatego najlepiej porównywać wszystkie 3 rodzaje badań. Być może będę o tym musiała sama pomyśleć, bo robiłam analizę pierwiastkową włosów i na konsultacji z lekarzem usłyszałam, że poziom rtęci w moim organizmie, mimo oczywiście nieprzekroczenia normy, jest jednak na tyle wysoki, że powinnam ograniczyć spożycie ryb morskich! Może warto będzie porównać ten wynik z badaniami innego typu… Na razie po prostu zrezygnowałam z ryb. Ciekawi mnie też, czy należało by w ten sposób badać też zawartość innych metali ciężkich w organizmie… Jak już poznamy problem, możemy wziąć się za detoks.

Kolejnym szerzej omawianym zagadnieniem podczas szczytu było pojęcie cavitation. Dalej nie wiem, jak czy i jak funkcjonuje ono w polskiej terminologii stomatologicznej, więc pozostawię je w oryginale i wyjaśnię po polsku: cavitation powstaje, kiedy martwa kość i szpik po ekstrakcji się nie regenerują. Jeśli rana po ekstrakcji nie krwawi (bo podano lek typu epinefryna/adrenalina) i nie utworzy się skrzep lub nie zostanie ona inaczej zabezpieczona, mogą wniknąć do niej chorobotwórcze drobnoustroje (w jamie ustnej mamy cały czas bakterie, jedne dobre, inne złe), a ich produkty przemiany materii to toksyny bakteryjne, które mogą cały czas angażować system immunologiczny i wpływać na stan całego organizmu.

Podsumowując, zęby ważna sprawa. I trudna. Sami często nie zdajemy sobie sprawy z istnienia problemu (jeśli infekcje nie dają objawów jak ból albo dają niespecyficzne objawy jak zmęczenie). Możemy sobie pomóc pielęgnacją, dietą, suplementacją i wyborem dobrego dentysty. Wybór nie jest jeszcze łatwy (geograficznie, finansowo), ale może się to zmieni, jeśli więcej osób będzie zdawało sobie sprawę z istnienia problemu i alternatyw. Warto też się zastanowić nad podjęciem takiego leczenia, jeśli zrobiliśmy już wszystko inne i nadal nie mamy zadowalających rezultatów, a zwłaszcza, jeśli mieliśmy usuwane zęby, leczenie kanałowe, wstawiane plomby amalgamatowe, mamy problemy autoimmunologiczne, kardiologiczne czy cukrzycowe.