Segregacja śmieci

Wiem, że od niedawna w Polsce obowiązuje nowa ustawa, ale że tam nie mieszkam, to nie mam pojęcia, jak wygląda w praktyce. A jak to drzewiej na wsi bywało? I jak się to ma do rzeczywistości innych krajów?

Ano tak, że byliśmy przez wiele lat jedynymi mieszkańcami posiadającymi pojemniki na śmieci, które były od nas odbierane we właściwy sposób. Czyżby inni nie śmiecili? Nie, wywozili swoje śmieci na pobliskie pola albo do lasu, palili w ognisku w swoim ogródku etc. Pamiętam, jak jeden z sąsiadów, prowadzący własną działalność, chciał pożyczyć od nas pojemniki, bo nie zdążył swoich zamówić przed kontrolą, co i tak już było wielkim postępem… Polska wieś tak właśnie wyglądała pod względem dbałości o środowisko. A potem ktoś zaczął urządzać sprzątanie świata dziećmi szkolnymi… Po jakimś czasie pojawiło się we wsi więcej pojemników. Oczywiście nikt się nie bawił w segregację. No, chyba, że znowu my. Segregowaliśmy od lat, więc wiem, że się da. Wiem też, że teraz na wsi na pola przeważnie nie wywozi się gnoju, tylko wywożą gnoje, których nadal nie brakuje.

W Berlinie segregacja odpadów wygląda tak, że kosze na dane odpady mają określony kolor i opisane są po niemiecku, czasem też w innym języku i dla pewności oznaczone piktogramami. I tak do niebieskiego wrzucamy zawsze papier, do zielonego ciemne szkło etc. Wszystkie kontenery opróżniane są raz na tydzień i po problemie. Zdarza się, że bywają przepełnione przed czasem, jednak ogólnie system działa naprawdę dobrze i chroni środowisko.

W Walii nie jest może tak źle, jak kiedyś w Polsce, ale nie jest też tak dobrze, jak w Niemczech, gdzie za butelki płaci się kaucję, a potem skrupulatnie się je zbiera i oddaje w sklepie, i właściwie wszystko można segregować wyrzucając do właściwego kosza. Tutaj jest więcej indywidualizmu… Kosze mają różne kolory, ale już nie napisy, więc musiałam się pofatygować do internetu, żeby sprawdzić, co jest na co. Poza tym są w różnych rozmiarach i opróżnia się je w różnych terminach. Co gorsza, konkretny kolor nie jest wcale przypisany do konkretnego typu odpadów. Po prostu stoi sobie kilka niebieskich skrzynek obok siebie i cierpliwie czeka, kto pierwszy rzuci puszkę do pierwszej, gazetę do drugiej, butelkę a do trzeciej. Oczywiście ludzie mają różne pomysły na tę samą skrzynkę, więc śmieci lądują w nich i tak wymieszane. Kolejny sposób na skuteczne zniechęcenie kogoś do segregacji to zamieszczanie przez producenta informacji na opakowaniu, że jeszcze ta właśnie folia nie nadaje się do recyklingu, ale pracują nad tym. Świetnie. Jeśli więc ktoś myśli, że będę robić research w internecie, co gdzie wyrzucić, poprawiać po sąsiadach, studiować wszystkie informacje na opakowaniach wszelkich możliwych produktów, zgłębiać filozofię projektowania koszy na śmieci i ich opróżniania, to jest w wielkim błędzie. Jak przeprowadzono ankiet, to okazało się, że mnóstwo ludzi w regionie nie segreguje odpadów. Nie dziwi mnie to jakoś. Na szczęście nikomu nie przychodzi tu do głowy pozbywanie się odpadów na własną rękę.

Po co w ogóle pisać na tak prozaiczny temat? Bo uważam, że to bardzo ważne, żeby mieć porządek nie tylko w domu, ale też tuż za progiem. A nawet za rogiem. I żeby inni też pilnowali tego porządku w państwie, w którym właśnie przebywają. A to kosztuje codziennie trochę czasu i zachodu. I było by z korzyścią dla wszystkich, żeby te koszty były jak najniższe.

PL:DE:UK

0:1:0

Polub lub udostępnij