To-do-list vs. stop-doing-list

Lista rzeczy do zrobienia towarzyszy mi, odkąd pamiętam, czyli czasów wczesnoszkolnych. Zawsze ją miałam i mimo dokładania wszelakich starań, prawie nigdy nie wyrabiałam narzuconej normy. W zeszłym roku nastąpiła pewna zmiana jakościowa (nie ilościowa!), bo przeniosłam listę z wersji papierowej na wirtualną. Polecam. Teraz mam nawet kilka kategorii takich list:D

Dopiero dziś dowiedziałam się z newslettera Sary Gottfried, że istnieje przeciwieństwo listy rzeczy do zrobienia (to-do-list), tj. lista rzeczy, które chcemy przestać robić (stop-doing-list) . Myślę, że wielu osobom przydałaby się równie bardzo, co tradycyjna lista rzeczy do załatwienia. Może nawet warto zacząć od tego, czego już nie chcemy robić, żeby łatwiej była zaprowadzić ład i porządek w życiu i zdrowiu? Chyba wpiszę takową pozycję na moją to-do-list;-).

Dziś są Mikołajki, więc może jest już trochę za późno, żeby zmienić listę rzeczy, o któych przyniesienie prosiliśmy Św. Mikołaja, na listę tych, które mógłby nam zabrać… Ja bym wpisała na swoją m.in. poranny pośpiech, codzienną kawę i jedzenie z komputerem w domu oraz w pracy. A Wy?