Wsi (nie)spokojnej ciąg dalszy

W Walii jest mnóstwo owiec. Czasem zdarzy się czarna owca. Albo baran. Albo, co gorsza, człowiek, który żyje w naszej okolicy i życzy sobie mieć ryczącą maszynę z pseudomuzyką na cały regulator oraz otwarte okna i drzwi, żeby uszczęśliwić na siłę sąsiadów.

Przy tym udaje mu się uniknąć wszelkich prób nawiązania kontaktu i zwrócenia mu uwagi. Pytamy więc innego miejscowego, jak się rozwiązuje takie problemy. Mamy szczęście i trafiamy na kompetentną w tej kwestii osobę, która podaje nam link do strony w domenie rządowej z instrukcją obsługi sąsiadabaranagada. Kontaktu nie nawiązaliśmy, więc w kolejnym kroku wpisujemy nasz kod pocztowy i zostajemy przekierowani na stronę lokalnego samorządu (council), gdzie widnieją dane kontaktowe jednostki odpowiedzialnej za rozwiązywanie problemów związanych z zatruwaniem komuś życia hałasem czy innymi śmieciami. Piszemy maila. Czekamy na odpowiedź. Mnie starczyło cierpliwości na czekanie przez dwa tygodnie. Ponowienie zapytania. Mail, który się gdzieś rzekomo zapodział w systemie, cudownie się odnalazł. Szkodnik dostał list informujący go o złożeniu przez kogoś z okolicy skargi. A my dostajemy list z tabelką, w której zapisujemy, od kiedy do kiedy hałas słyszymy i jak on na nas wpływa, co i tak już wcześniej na wszelki wypadek praktykowałam. Monitoring prowadzić trzeba przez 21 dni i odesłać potem tabelkę do urzędu do analizy. Kolejnym etapem może być zainstalowanie przez urząd sprzętu monitorującego hałas. Obecnie jestem na etapie tabelkowym. Zobaczymy, jak się sprawy dalej potoczą. Ale, jak na razie, jestem ogólnie zadowolona z działania systemu. Nie uważam, żeby ktokolwiek miał jakiekolwiek prawo do zakłócania kiedykolwiek spokoju. Mojego i świętego. W związku z czym oczekuję, że za płacone podatki, odpowiednie organy czy służby pomogą mi w odzyskaniu tego spokoju. W Polsce ani w Niemczech nie spotkałam się z takim systemem. W Polsce przeważnie telefony do służb porządkowych kończyły się na niczym. Albo, w ekstremalnych wypadkach, jak włamanie, późnym przyjazdem w celu niestwierdzenia sprawców i niemożności podjęcia żadnych innych działań, a w przypadku próby włamania, wypuszczenia po jakiejś godzinie nadal pijanej osoby, która powraca pod moje drzwi. Wielka mi pomoc. W Niemczech też się zdarzały różne sytuacje. Jak znajomi mieli problem z za głośną muzyką, dzwonili po Ordnungsamt, który zaraz wysyłał ludzi najpierw do nich na rozmowę, potem do Asi, a administracja budynku ze swojej strony wysyłała listy z upomnieniami. Nie podoba się, mieszkać się nie musi, a o nowe mieszkanie tam niezwykle trudno.

Post scriptum

Wysłałam tabelkę, bo upomnienie jednak nie poskutkowało. Czekanie na odpowiedź zajęło jakieś dwa tygodnie. W tym czasie hałas przybrał tylko na sile, czego inni sąsiedzi też nie mogli znieść i starali się interweniować. Urząd stwierdził, że faktycznie jest problem i że zamierzają zorganizować spotkanie z winowajcą, jak również zainstalować sprzęt do monitoringu. Szkopuł w tym, że na terenie naszej posesji. Na szczęście, po paru miesiącach, przez które sprawa ta się ciągnęła, wyprowadziłam się z kłopotliwej lokalizacji i mogłam podziękować urzędowi za pomoc. Może trochę opóźnioną, może nie do końca wymarzoną, ale jednak jakąś pomoc.

Punktację z poprzedniego posta można pozostawić bez zmian:

Punktacja:

PL:DE:UK

0:1:1