Wynajmowanie mieszkania nie tylko w Wielkiej Brytanii

P1020415Rynek nieruchomości rządzi życiem Brytyjczyków. Jest na drugim miejscu zaraz po pogodzie. Takiego ruchu z wynajmowaniem, sprzedawaniem i remontowaniem nie widziałam ani w Polsce ani w Niemczech. Z jednej strony to dobrze, bo jest sporo ofert. Z drugiej strony, ciągłe zmiany i to wynajmowanie… Młodzi i starsi pracujący nie siedzą na kredytach jak w Polsce. Wynajmują podobnie chętnie jak Niemcy. A landlordowie i pośrednicy zarabiają. Mieszkałam w Walii przez prawie rok, a od kilku miesięcy w Anglii. Trochę mieszkań już widziałam i mam parę wskazówek dla wynajmujących. Zwłaszcza tych wybrednych i co chcą być bezpieczni.

Gdzie szukać ofert? Najlepiej na stronach, gdzie ogłaszają się agencje jak zoopla i rightmove. Trzeba się wtedy liczyć z koniecznością wniesienia opłat agencyjnych, co w zależności od sytuacji może wynosić od 0 do kilkuset funtów. W zamian powinniśmy otrzymać uczciwą ofertę, profesjonalizm i poczucie bezpieczeństwa zamiast strachu, że ktoś zniknie z naszymi pieniędzmi albo klucze nie będą pasować… Niestety oszustwa są często i najczęściej ofiarami padają obcokrajowcy.

Jak ustrzec się oszustwa i wybrać dobre mieszkanie? Ponieważ przeprowadzam się od kilkunastu lat regularnie, z miasta do miasta, z kraju do kraju, więc mam trochę doświadczenia w szukaniu, wynajmowaniu, pakowaniu i przeprowadzaniu się. Jeszcze kilka lat temu po prostu sprawdzałam ofertę w internecie, dzwoniłam, umawiałam się na oglądanie, jechałam na miejsce i potem wybierałam mieszkanie, które najbardziej mi odpowiadało. W Polsce tak bym nadal robiła. Parę lat temu miałam bardzo wątpliwe szczęście szukania mieszkania w Berlinie. Jak w wielu miastach w Niemczech, ściągających migrantów z małych miejscowości i wielu innych krajów, gdzie jeszcze są wyśrubowane wymagania i mało się buduje, trzeba było mieć albo szczęście albo być singlem lub parą o dużych zarobkach, żeby coś znaleźć. Ta w promieniu 70 km od dużego miasta. Jakoś przetrwałam w akademikach, których jest tam dla znikomego % studentów. Po paru latach intensywnego zwiedzania i świetnej znajomości miasta, poznałam chyba każdą jego część podróżując przez kilka tygodni bezskutecznie szukając mieszkania… Pojechałam też do mieszkania w modnej dzielnicy Schoeneberg. Samo centrum. Spokojny placyk z kościołem. No, cóż, może będą trochę dzwonić… Co ciekawe, na oglądanie mieszkania, z którego właśnie wyprowadzać się miała trójka studentów, przyszedł tylko jeden obcokrajowiec, nie znający nawet niemieckiego i chyba świeżo po przyjeździe. Hm, dziwne? Miałam koleżankę w tej dzielnicy, więc napisałam jej szybko maila, że będziemy dalszymi sąsiadkami, bo zamieszkam tu i tu. A ona na to: No, co Ty, tam jest StrassenstrichOd tej pory zaczęłam w miarę możliwości praktykować wycieczki do mieszkań, które mi się podobają także wieczorem albo o innej, newralgicznej porze dnia, gdy jest duży ruch albo zaczynają / kończą się lekcje w znajdującej się koło mieszkania szkole. Tamtego pierwszego wieczoru zwiadowczego nigdy nie zapomnę. Było lato. Około godziny 22 w metrze w okolicznych stacjach jak zwykle ktoś był pijany, ktoś dziwnie wyglądał, ktoś zbierał butelki albo sprzedawał gazetkę bezdomnych. To chyba była stacja Buelowstrasse… Teraz wiem skąd tam ten nieprzyjemny zapach… Coraz więcej pijanych osób, wyzywająco ubranych kobiet. Zerwał się wiatr. Faktycznie. Pełno prostytutek. Do tego jeszcze te krążące po okolicy samochody i motocykle… Gwałtowny deszcz sprawił, że stało się jeszcze bardziej nieprzyjemnie, o ile to było możliwe. Wieczorem był tam zupełnie inny świat. Całe szczęście, że tam nie zamieszkałam… To doświadczenie nauczyło mnie to robić dobry research w internecie o danej okolicy. Przeglądam lokalne niusy, statystyki i zdjęcia. Nic nie znajduję, to ok. Sporadyczne incydenty zdarzają się prawie wszędzie. Czasem jest sporo dobrych wiadomości.

Inna sprawa to ogłoszenia publikowane przez oszustów. Na pierwsze takie zdarzyło mi się natrafić w UK. Dlatego odradzam szukanie ofert na gumtree. Można tam coś kupić (stół, motocykl) albo nawet dostać za darmo, wystarczy tylko zgłosić się po odbiór, ale mieszkania szukać tam szczerze odradzam. Już pomijając bałagan w ofertach i pokoje ogłaszane pod hasłem mieszkanie, a dopiero po wczytaniu się w opis dowiadujemy się, że to shared accommodation z pięcioma „sypialniami” i tyloma albo więcej współlokatorami… Wracając do oszusta. Mieszkanie było bardzo ładnie urządzone (ale takie się przecież zdarzają), nawet wyposażone w zmywarkę (kto by w tym kraju zmywał i gotował)… Rachunki były wliczone w czynsz, co przy mieszkaniach już jest rzadkie. Cena była atrakcyjna, ale nie jakoś dziwnie niska. Wszystko w granicach normy. No, może to była dolna granica normy. Pan zwał się Sigurd Reinhold, sądząc po podanym adresie mailowym. Telefon podał już niestety z błędem, do jakiejś kobiety z Londynu… Wywiązała się więc korespondencja mailowa. Na początek też wszystko dobrze wyglądało. Pan był z Danii, nie z Nigerii, co ma w tym kontekście niemałe znaczenie. Zamierzał przylecieć w weekend i pokazać nam oraz ewentualnym innym zainteresowanym mieszkanie. Research w internecie (robiony przez niezłych specjalistów od doxingu i hackingu) tym razem nic nie wykazał. Ani śladu zdjęć mieszkania ani informacji o właścicielu. Postanowiliśmy zbadać okolicę w realu, mając tylko kod pocztowy (w UK czasem dany kod ma jedna mała uliczka, więc nie jest to takie szukanie igły w stogu siana jak w PL). Ponad godzina poszukiwań i nic (nie znaleźliśmy układu okien ani podobnego widoku, a niby pasował do okolicy…). Poza tym pan życzył sobie, żebyśmy mu wpłacili kaucję i czynsz za pierwszy miesiąc w gotówce, po obejrzeniu mieszkania. O ile w PL wynajmując prywatnie możemy się spotkać z taką praktyką i to najzupełniej legalnie, to w UK jest to raczej niepraktykowane, bo przelew jest bezpieczniejszy dla obu stron… Zapytaliśmy znajomych Wyspiarzy, co o tym sądzą. Dodgy… Nie jest dobrze. Zresearchowałam potencjalne rodzaje oszustw. Często przekręty robili także obcokrajowcy, ale raczej nie z Europy i życzyli sobie wpłatę pieniędzy przez Western Union, a mieszkania były na pewno za tanie… Hm… Niby podobne, ale nie do końca. W tym czasie zapytaliśmy o numer telefonu. Ten nie chciał dać. Pytał, ile osób przyjdzie oglądać mieszkanie. Czyżby szykował zasadzkę? Jak niby chciał od nas wyciągnąć tę wcale niemałą kasę? Jak napisaliśmy, że przyjdziemy we dwójkę, to uspakajał nas obecnością swojego prawnika, posiadaniem wszelkich dowodów tożsamości i własności i nawet wspaniałomyślnie proponował nam przyprowadzenie swojego świadka (umowę czasem podpisuje właśnie świadek, a przynajmniej czasami na dokumencie znajduje się miejsce na jego podpis). Tym bardziej, że jak później się okazało, takie mieszkanie tam wcale nie istniało… W międzyczasie jego profil i ogłoszenie na gumtree zniknęło… Sprawa ucięła się po tym, jak zapytaliśmy go, czy jest zarejestrowany jako landlord w UK i czy kaucja będzie chroniona rządowym programem… Polecam taką zagrywkę w razie wątpliwości. Sprawę opisaliśmy w internecie, na Reddicie, żeby inni nie tracili czasu na takie działania. Okazało się, że chociaż nic o nim ani o mieszkaniu nie znaleźliśmy, kilka osób kojarzyło sprawę a jedna napisała, że znalazła te same zdjęcia… zrobione w mieszkaniu w Londynie.

Na co jeszcze uważać? Na elektryczne ogrzewanie (może być bardzo drogo i zimno, zwłaszcza w domach i starszym budownictwie), wentylatory w oknach łazienek (zimno i nieprzyjemnie), pleśń i wilgoć (zwłaszcza na wybrzeżu). Trzeba zwrócić uwagę, jak wyglądają ściany i sufity (czy są ciemne plamki, białe lub kolorowe wykwity), jak w mieszkaniu pachnie, czy na oknach jest wilgoć. Uwaga zwłaszcza w mieszkaniach z elektrycznym ogrzewaniem. Dobrze jest wynająć mieszkanie po Polakach (bo przeważnie jest czystsze, bardziej zadbane i niezawilgocone). Z drugiej strony może być ciężko o takie mieszkanie, jeśli nie mamy znajomych, którzy nas polecą. W bardziej polskich dzielnicach (które polecam, bo przeważnie dobrze się tam mieszka, można zrobić zakupy w polskich sklepach, skorzystać z usług polskich fachowców czy po prostu pogadać po polsku, co może nam się przydać na początku), zdarza się, że jedni ściągają drugich. Ostatnio wściekłam się, bo najlepszą ofertę mieszkaniową nagle sprzątnął nam sprzed nosa właśnie ktoś z takiego polecenia, a agent powiedział potem, że 80% jego wynajmujących to Polacy i prawie nie musi dawać ogłoszeń o wolnych mieszkaniach, bo zaraz mu kogoś znajdują… Byliśmy pierwsi umówieni na oglądanie i na 10 minut agent zadzwonił, żeby nam podziękować. Klęłam na czym świat stoi. Właśnie… Oglądanie mieszkania. Przeważnie termin jest ustalany indywidualnie (nie ma grupowych castingów), przychodzi się na 10-15 minut i agent oprowadza po nieruchomości. Formalności załatwia się potem, ale czasem decydują dosłownie minuty… Rynek jest naprawdę dynamiczny.