Anegdota o tym, jak się nie przygotowywać do pobytu w Wielkiej Brytanii

palma_watermarkRówno rok temu po raz pierwszy przybyłam do Wielkiej Brytanii. Pakując rzeczy tuż przed wiosenno-wielkanocną wizytą w Walii pytam przyszłego gospodarza przez skype, jaka jest pogoda i co najlepiej ze sobą zabrać. W oknie rozmowy widzę wielkie okno wychodzące wprost na błękitne przestworze nieba i morza. I słyszę, że jest 14 stopni (Celsjusza i powyżej zera). Nieźle, bo w Niemczech jeszcze śnieg nie stopniał.

Na wyprawę wybieram więc w wiosenny płaszcz (dość zresztą ciepły) zamiast zimowej kurtki. Dla większej pewności wpiszę jeszcze w wyszukiwarkę weather Birmingham, bo tam ląduję i nie zamierzam zmarznąć zanim zamienię samolot na pociąg. Wszechwiedzący wujek Google wieszczy 20 stopni i deszcz. Wydaje mi się, że to dość wysoka temperatura, ale cóż zrobić? W razie potrzeby zdejmę wierzchnie okrycie.

Wreszcie wyruszam. W podróży wszystko w porządku. Tuż po przyjeździe okazuje się, że owszem temperatura wynosi 14 stopni, ale nie na zewnątrz, tylko… w pokoju. W innych pomieszczeniach jest jakieś… 10 stopni. A na zewnątrz wieje lodowaty wiatr i… nawet nie chcę wiedzieć, jaka jest temperatura. Okazuje się też, że w pośpiechu sprawdziłam pogodę w Birmingham nie w UK a w… USA.

Pechowa przygoda z pogodą po kończy się kuracją antybiotykową po powrocie do Niemiec, gdzie w międzyczasie śnieg stopniał i zjawiła się wiosna.

Polub lub udostępnij