Czy jest kawa bezkofeinowa i jakieś ciastko bezglutenowe? AIP przygody na mieście

Skopiowane od @jeromepaz
Skopiowane od @jeromepaz

Mieszkam w jednym z większych miast w Wielkiej Brytanii, chociaż mniejszym od Łodzi. W ostatnich miesiącach jadłam właściwie wyłącznie jedzenie własnej roboty (dieta eliminacyjna, pogoda niesprzyjająca dłuższym pobytom poza domem). Przyznam, że na tych parę razy, gdy chciałam coś zjeść na mieście, to jeszcze nie udało mi się znaleźć czegoś , co byłoby w 100% dozwolone na AIP.

Wyjątkiem byłaby może czasem jakaś sałatka owocowa, najlepiej nieco zmodyfikowana, ewentualnie jakieś napoje… Ogólnie zgroza. Z mniej restrykcyjnym paleo problemów prawie nie ma (w końcu wszędzie powinna być przynajmniej jedna zdrowa, zrobiona z wartościowych składników potrawa). Zresztą przyjęłam, że na takie wyjścia od święta, mogę sobie pozwolić na pewne ustępstwa, z wyjątkiem jednego: nie będę płacić za gluta na talerzu.

Jakoś jeszcze jestem nieprzyzwyczajona, że jak pytam, czy jest coś bez glutenu w menu (tak, wiem, „bezglutenowe” też nie zawsze znaczy zdrowe), to zawsze odpowiedź brzmi: tak! Od właściwie wszystkiego, po większość, po skłonność do modyfikacji, w ostateczności do jednego-dwóch gotowców, napakowanych soją, mlekiem, jajkami i sztucznymi dodatkami. No, cóż. Za to w Polsce… Masakra. Liczyłam na małe i drogie, ale dobre czekoladowe ciasto bezglutenowe w Costa w łódzkiej Manufakturze. Nie ma już w ofercie, bo nie było zainteresowania (zastanawiam się teraz, jaka jest świadomość zdrowotna przeciętnego Polaka)… Dobrze, że mieli chociaż kawę bezkofeinową. W UK to standard. Wchodzę kiedyś do lokalnego sklepu ze zdrową żywnością i pytam, czy dostanę kawę bezkofeinową w ziarnach. Oczywiście. Zmielić czy wolisz w ziarnach? Z niedowierzaniem odpowiadam, że poproszę w ziarnach… Wszelkie herbatki i kawy można kupić w formie bezkofeinowej, decaf, która wydaje mi się wręcz popularniejsza niż kofeinowa. Ludzie nie nadużywają tam kawy, co w Polsce uchodzi wręcz za punkt honoru każdego młodego dorosłego (ale też przeważnie nie pracuje się tam tyle i w takich warunkach, jak w Polsce, np. nie przychodzi się do pracy przed 7 rano…). Nie sztuka się pobudzić, sztuką jest się dzisiaj wyspać bez leków nasennych czy uspokajających (takiej lekomanii jak tu, też tam nie widzę). Łódź jak Łódź. Dostałam chociaż kawę bezkofeinową, śmietankę z mleka bez laktozy i gotowca bez gluta, co uważam za absolutne minimum. Łódź rozczarowała mnie tym razem też tym, że z Manufaktury zniknął sklep czekoladą Neuhaus, o którym pisałam tutaj z okazji odkrycia czekolady 100%. Teraz po praliny Neuhausa tw Polsce rzeba się będzie udać do Warszawy… Za to miasto na prawach powiatu w województwie łódzkim wypadło bardzo słabo. Ani kawy bezkofeinowej, ani przyzwoitej czekolady do picia, ani… jakiejkolwiek świadomości o glutenie, za to wszystko na nabiale.

Podsumowując, w UK ciągle czuję się dziwnie zaskoczona, kiedy pytam, czy mają coś bez glutenu, a mają zawsze, a w Polsce, kiedy pytam o to samo i nigdy nic nie ma!!! I jestem teraz wściekła na to ostatnie podejście do potrzeb klienta. W związku z czym będę wszędzie pytać, czy jest coś bez glutenu:D Do skutku. Niech świadomość się poszerza;-)

Polub lub udostępnij