(De)centralizacja biurokracji

W Polsce jednym z największych udogodnień i ułatwień w życiu zwykłego obywatela jest centralna, unitarna organizacja państwa. Przeprowadzka z miasta do miasta, z województwa do województwa? Nie ma problemu. Nie zmieniają się przepisy prawne, ubezpieczenia, nie trzeba uznawać kwalifikacji zawodowych, przyzwyczajać się do innego systemu edukacyjnego, akcentu. Wystarczy spakować się i pojechać w nowe miejsce. Cudownie proste. Centralizacja to jedna z rzeczy, które w Polsce najbardziej doceniam. W dodatku nieoczywista. Trzeba się trochę poprzeprowadzać i nachodzić po różnych instytucjach, żeby ją zrozumieć i umieć docenić.

Decentralizacja to natomiast jedna z rzeczy, które najbardziej mi się nie podobały tak w Niemczech, jak w Wielkiej Brytanii. Wiąże się ona z mnóstwem uciążliwej biurokracji, a ta ze stratą czasu, nerwów i pieniędzy. Niepotrzebne utrudnianie komuś życia. Przy czym niekoniecznie trzeba przeprowadzać się gdzieś daleko. Czasem wystarczy zamieszkać ulicę dalej, ale że to już w innej dzielnicy np. Berlina, trzeba się przemeldować w Bürgeramt, zmienić urząd i numer podatkowy itd. itp. Przeprowadzka ulicę dalej prawie wcale nie różni się od wyprowadzki do innego państwa. Kompletnie nie rozumiem, po co i za co zwykły obywatel płaci taką cenę. Może tak manifestuje się jakiś plemienny atawizm albo potęga biurokratycznego aparatu?

PL:DE:UK

1:0:0

Polub lub udostępnij