Dwa lata paleo. Produkty, które odkryłam

aldi warzywa UKPo dwóch latach stylu życia i żywienia paleo, w moim przypadku przynajmniej zbliżonego, do autoimmunologicznego paleo (AIP),  pora na małe podsumowanie. Tym razem będzie o produktach, których nigdy bym nie spróbowała, nie przyrządziła albo  nie wprowadziła na stałe do mojej kuchni bez paleo.

Paleo faktycznie polega na wyłączeniu niektórych produktów, które nie są nam potrzebne do szczęścia ani zdrowia, za to włączamy jak najwięcej i jak najbardziej różnorodnych produktów jak mięso, ryby, owoce morza, zdrowe tłuszcze, warzywa, owoce, orzechy, ziarna. Na AIP jest trochę trudniej, bo jest więcej ograniczeń, dlatego tym ważniejsze staje się szukanie zamienników i eksperymentowanie. Z czasem zapomina się, jak smakują pierwowzory jak frytki z ziemniaka czy ciasto z kruszonką i wtedy… zamienniki przestają być zamiennikami. Stają się podstawowymi składnikami i smakami. Zresztą w wielu przypadkach jakością, smakiem i odżywczością biją na głowę tradycyjne pierwowzory. Oto pokarmy / produkty, które poznałam w ciągu ostatnich dwóch lat dzięki paleo.

  1. yam
    yam2
  2. fioletowy batat
    IMG_20160410_132026
  3. skorzonera
    P1080590
  4. maniokP1080567
  5. topinambur
    topinambur
  6. plantan & zielony banan
    plantany i zielone banany
  7. pasternak
    pasternak
  8. kawa z cykorii
    P1090358
  9. kawa z mniszka
    kawa z mniszka przygotowanie
  10. kawa z żołędzi
    zoledziowka3
  11. krem / śmietanka kokosowa
    kokosowa smietanka2
  12. woda kokosowa
    woda kokosowa
  13. mąka kokosowa
    maka kokosowa
  14. chipsy kokosowe
    chipsy kokosowe
  15. cukier kokosowy
    cukier kokosowy
  16. dżem kokosowy
    dzem kokosowy
  17. karob (trochę szara strefa;)
    carob flour
  18. kapusta morska
    modrak morski
  19. (świeża) kurkuma
    kurkuma
  20. pekany
    nerkowce i pekany
  21. czekolada 99% i 100%
    P1090329
  22. insekty
    2015-09-12 16.49.26
  23. chipsy z duriana (najsmaczniejsze chipsy pod słońcem!)
    durian chipsy
  24. Edoe
    Chyba nie mają jeszcze polskiej nazwy. Nawet z anglojęzycznej Wikipedii wiele się o nich nie dowiemy. Kupiłam je w jednym z azjatyckich sklepów, potem wygooglowałam kilka blogów z przepisami i wyszło na to, że robi się je jak ziemniaki. Moje zostały upieczone w piekarniku. W sumie wyszły bardzo neutralne w smaku. Muszę znowu kupić i zobaczyć, czy zawsze takie są.
    IMG_20160619_095500W trakcie przygotowania wyglądały tak:
    IMG_20160619_100821
    A to efekt końcowy, nieco za mocno przypieczony:
    IMG_20160619_110756
  25. Biltong
    IMG_20160702_182250
    No i na koniec coś bardziej białkowego: biltong, czyli suszone mięso wołowe z Afryki Południowej. Pierwsze suszone mięso, jakie jadłam. Wcześniej słyszałam o pochodzących z Ameryki Północnej innych suszonych, mięsnych przekąskach jak jerky i pemikan, ale nie miałam jeszcze okazji spróbować. Jak tylko dowiedziałam się, że w jednym supermarkecie w UK jest biltong (w dodatku produkowany tradycyjnymi metodami, ale lokalnie), kupiłam. Za pierwszym razem wydawało mi się dość mocno przyprawione i intensywne w smaku, ale za drugim razem smakowało dużo delikatniej. Nie wiem, skąd tak różne wrażenia. Jest drogie, ale mnie smakowało i faktycznie jest wygodną przekąską w podróży, więc warto chociaż na tę okoliczność kupić i przetestować.
    Myślę, że jeszcze niejedno odkryję na paleo. Zwłaszcza liczę na paleo podróże w przyszłości. Nawet nie wiem, ile wypróbowałam przepisów. Niczego mi nie brakuje, a wręcz przeciwnie. Jem gołąbki, barszcz, rosołki, burgery, frytki, hot dogi, chipsy, nutellę, mazurki, czekoladowe brownie, krówki, pralinki, piję kakao, kawę ze śmietanką (wcześniej z masłem i innymi tłuszczami), co tylko, codziennie, a nawet kilka razy dziennie… W dodatku wszystko własnej roboty, bez szkodliwych dodatków, glutenu, nabiału (mleka zwierzęcego i jajek), a za to zdrowe, odżywcze i pyszne :-) Ciągle odkrywam nowe źródła jedzenia, smaki, połączenia, potrawy i techniki kulinarne. Wszystko dzięki paleo :-) Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystkie z tych produktów są tanie i ogólnodostępne. Też nie korzystam ze wszystkich na co dzień. Ale w ogóle są i warto ich spróbować albo kupować chociaż od czasu do czasu, a z czasem będą na pewno łatwiej dostępne!
    buraczano-bananowe brownie
  26. Ostatni punkt z przymrużeniem oka… Suplementy. Zajmują jedną szafkę kuchenną i codziennie coś biorę, i chyba tak już zostanie. Nie żebym nie brała ich wcześniej, ale teraz robię to regularnie i zdecydowanie bardziej świadomie.
Polub lub udostępnij