Emigracja w ciemne strony

Emigracja w ciemne strony

Tym razem nie będzie zabawnie. Przeczytałam na stronie Newsweeka artykuł Polacy na walizkach. Emigracyjny efekt domina. Jeśli bez cienia wątpliwości założyć, że jest dokładnie tak, jak to zbadano oraz opisano i zaledwie 17 na 100 Polaków nie (!) rozważa emigracji, to obraz polskiej teraźniejszości i przyszłości rysuje się w bardzo ciemnych barwach. Jestem zszokowana. Skoro zarobki są już tylko 3-krotnie a nie np. 30-krotnie wyższe, Polska coraz mniej odstaje od innych krajów Europy Zachodniej, to po co ta emigracja?

Bardzo możliwe, że mieszkając przez ostatnich kilka lat w Niemczech i Wielkiej Brytanii, bywając w Polsce raz na wiele miesięcy przez kilka dni, przyjeżdżając na urlop, zakupy i najeść się polskiego jedzenia, nie pamiętam już, jak bardzo musiało mi się tam nie podobać (i wszystkim innym, którzy wmawiali mi, jak to dobrze byłoby wyjechać i jak zawsze chcieli, chociaż sami nigdzie się nie ruszyli…). I jak bardzo chciałam, odkąd pamiętam, wyjechać.

Już od dawna widzę w życiu na emigracji przynajmniej tyle samo złych stron, co dobrych. Jak nie więcej. Pora napisać coś o negatywnych aspektach życia poza własnym krajem, bo te pozytywne wszyscy wydają się znać. I widzieć li i jedynie je. Część osób pewnie nie zdaje sobie sprawy z kosztów emigracji, nie tylko finansowych, ale choćby psychologicznych, emocjonalnych, społecznych. Mają obraz znajomych, którzy pojawiają się od czasu do czasu w Polsce, żeby wydać jak najwięcej pieniędzy (a i tak na tym oszczędzą, bo ceny niższe) i się nachwalić, jak to im świetnie idzie. A jak jest naprawdę? Wie ktoś poza nimi?

Emigracja nie jest prostym sposobem na osiągnięcie szczęścia w życiu. Nie jesteś szczęśliwy w Polsce, zagranicą pewnie też nie będziesz. Może mniej nieszczęśliwy. A może nie. To nie jest też metoda rozwiązywania problemów, tylko ich zostawianie.

Od dziecka słyszałam komunikat, że emigracja to świetny pomysł na życie. Bo ktoś gdzieś kiedyś podobno pojechał był i przeżył! A potem powrócił i powiedział, że posiadł pieniądze! Myśmy tego nie widzieli, nie sprawdzili i nigdzie nie byli, bośmy na bilet nie mieli, ale żeśmy słyszeli byli, jak inni opowiedzieli. Brzmi absurdalnie, ale jako dziecko można być na tyle naiwnym, żeby dać się nabić w butelkę. Kiedy jednak w podobne bajki i mity wierzą obecni dorośli, z dostępem do internetu i całej masy mniej lub bardziej prawdziwych w nim informacji, oferty tanich linii lotniczych i otwartych granic, to jest to co najmniej smutne.

Tak się fajnie żyje innym? Żeby wyemigrować, trzeba najpierw mieć pieniądze. Nie tylko na bilet. Na mieszkanie, kaucję za nie, przeżycie do pierwszej pensji, czarną godzinę, ewakuację i awaryjne lądowanie w kraju przodków, jeśli coś i tak pójdzie nie tak. Trzeba mieć pracę, jak się skończą pieniądze przywiezione z Polski. I jakieś, choćby nikłe, pojęcie o języku, kulturze i mentalności.

Chcesz wyjechać, musisz poznać kolejny, inny system. Sam i od podstaw. Jakie są formalności na początku? Jak otworzysz konto w banku czy wynajmiesz mieszkanie będąc człowiekiem znikąd? A jeśli właściciel czy rzekomy właściciel zniknie z kaucją i kluczami? Jakie są inne opłaty i formalności? Jak bardzo różnią się przepisy prawne? Bądź mądry i odkrywaj to sam, ze słownikiem w jednej ręce a ustawą w drugiej. Albo zdaj się na łaskę znajomych znajomych, co to powiedzą, że wszystko wiedzą, bo są tam dwa miesiące dłużej. Albo różnych poradnictw. Pochodź po nich po całym wielkim mieście i zobacz, co kto oferuje. Jeśli oczywiście chcesz być uczciwy i w porządku. Zakładam, że chcesz. Jak i ile zapłacić za ubezpieczenie? Za prąd, wodę, telefon, internet, na ile podpiszesz umowę? Co zrobisz, gdy po paru miesiącach stracisz pracę dalej mając zobowiązania finansowe wynikające z umowy? Jeśli pracodawca oszuka i nie zapłaci? Urząd pracy? A może z automatu odrzuci Twój wniosek i miesiącami będziesz się odwoływać, czekając, kiedy będziesz mógł ostatecznie iść ze sprawą do sądu, wierząc, że sprawiedliwość jednak istnieje. A z czego będziesz żyć szukając nowej pracy? A jak się płaci podatki i ile? Jaka jest cena jedzenia i jego jakość? Jaki jest klimat? Czy będziesz mieć do tego wszystkiego jeszcze wieczną walkę z pogodą? Jak jest z ubezpieczeniem zdrowotnym? Z dostępem do opieki medycznej? Ile kosztować będą leki, kiedy zeżre Cię stres i poniewierka, i zachorujesz? Kiedy będziesz przyjeżdżać do Polski? Czym? Za ile? Ile godzin będziesz w podróży? 8? 12? 15? Samolotem będzie szybko? Taaaak? Ciekawe. Czego Ci będzie brakować tu i tam? Jak Cię potraktują politycy w nowym kraju? Jak pasożyta, żeby przypochlebić się wyborcom? Jak na Ciebie popatrzy urzędnik? Może jak na oszusta i zarządzi jakąś kontrolę, jakby jeszcze mało było inwigilacji… A jak tubylcy? Może chce zasiłek za nasze pieniądze i podatki albo zabrać miejsce pracy? Jak sobie poradzisz z barierą językową na co dzień? Zakładam, że nie chcesz żyć tylko w getcie językowym. A jak z barierą kulturową? Ze stereotypami, chamstwem, głupimi żartami, dziwacznymi wyobrażeniami na temat Twojego kraju spotykanymi czasem tak u robola, jak u profesora. Z różnicami w mentalności dotyczącymi czasami najzwyklejszych, najbanalniejszych spraw, które dotąd wydawały się proste i oczywiste? Jeśli w ogóle spotkasz tubylców. Może nie poznasz ich wcale. Może będziesz żyć tylko wśród Polaków lub innych migrantów. Jak Ci się będzie mieszkało na kawałku wynajętej podłogi (czasem dosłownie tylko podłogi, bo posiadanie mebli nie jest takie pewne…), kiedy w Polsce miałeś dom z ogrodem. A choćby tylko pokój w nim. Samochód. Jakieś wykształcenie, zawód, stanowisko. A teraz? Wsiadaj w autobus i kariera od zera. A jeśli do władzy dojdą skrajnie prawicowe partie? Jeśli zmienią prawo? Jeśli wzmogą się nastroje antyimigranckie? Jeśli wybuchnie jakiś konflikt w danej części świata? Co wtedy? Do kraju daleko, jesteś odcięty od swoich struktur bezpieczeństwa. Radź sobie sam, jeśli jeszcze tego nie robiłeś.

Oczywiście w Polsce masz na pewno mądrą i kochającą rodzinę, przyjaciół i znajomych, którzy płaczą i tęsknią po Tobie. Wielkie wsparcie na skypie, jak już zadzwonisz. Jakby mogli, to by pomogli. Ale nie mogą i nie pomogą, bo zarabiają w złotych polskich. Żyjąc w polskiej rzeczywistości nie wiedzą i nie rozumieją, jak wygląda prawdziwe życie na emigracji. Ale i tak uważają, że pewnie Ty masz tam lepiej. Narzekasz? Chcesz wracać? Jak możesz tak w ogóle myśleć i mówić?! Przecież oni tu tak cierpią. Harują za marne grosze. A ty masz się dorobić w legendarnym el Dorado! To priorytetowa kwestia. Pracuj jako pucfrał (pecunia non olet!), trzymaj się zębami i pazurami, byle czego, byle piniądze były. Bo jak masz piniądze, to czego chcesz jeszcze? Masz wszystko, możesz nam też dać. A jak nie masz, to won, oczywiście oględnie mówiąc. I to by było na tyle w kwestii pomocy z kraju czy powrotu do tegoż kraju i komitetu powitalnego.

Pytania można pewnie mnożyć i mnożyć. Na koniec zastanawiam się jeszcze nad jednym. Czy pisanie tego miało sens? Pewnie każdy z tych 83 na 100 Polaków, którzy rozważają emigrację, ma już własne zdanie i wspaniałą wizję emigracji wraz z przyszłymi sukcesami na wszystkich polach, uprawnych czy innych. Tak też może być! Jeśli chcesz albo musisz, to jedź i sprawdź. A potem policz dobrze, ile to kosztowało i czy na pewno się tak bardzo wszystkim opłacało.

  • Sad but true. Thankfully I don’t feel it as an exile, but a way of living. I guess there are many situations that lead you out of your country of origin.
    Cześć!

  • Cześć! It’s not an exile, it’s mere migration;) But maybe that’s what google translator says… There are so many Poles now, according to a recent survey, who want to migrate, that I felt they should know more about what it means. And maybe I wanted to scare them a bit, too;). But it’s also true that some of these things happened to me at some point, some happened to some friends, other to other people I know and that’s truly sad.