Jak pielęgnować skórę zgodnie z fizjologią cz. I: tłuszcze zwierzęce

Co rozumiem przez fizjologiczną pielęgnację skóry? Używanie substancji o budowie jak najbardziej przypominającej substancje naturalnie występujące w lub na skórze. Co to za substancje i gdzie je możemy znaleźć?

Nie będą to tłuszcze roślinne, z którymi też eksperymentowałam: olej kokosowy, także w połączeniu ze słonecznikowym, które jeszcze bardziej wysuszały mi skórę ani nawet olej arganowy czy masło shea, które chyba najlepiej z nich nadawało się do pielęgnacji mojej skóry. Nie będą to też substancje ropopochodne typu parafina, których nadal używam w różnych kosmetykach i które bardzo mi pomogły, nawet jeśli dają głównie mechaniczną ochronę skórze (nie pozwalają jej wyschnąć tworząc na niej nieprzepuszczającą wody warstwę). Co nam zostaje? Oczywiście na logikę najbardziej zbliżone są tłuszcze zwierzęce, w tym tłuszcze ssaków powinny być najbliższe naszej skórze. Brzmi intrygująco? Mam nadzieję;-)

Tłuszcze zwierzęce w pielęgnacji skóry zgodnej z fizjologią

Historia ich zastosowania sięga pewnie prehistorii. Nie dotarłam niestety do wielu informacji. W tym artykule ze strony Weston A. Price Foundation można poczytać o kosmetykach produkowanych z łoju jeszcze w XIX w., a nawet do dziś w niektórych regionach świata (Meksyk), a u Klaudyny Hebdy trochę o zastosowaniu od średniowiecza po XIX w. Dzięki paleo eksperymenty z tłuszczami zwierzęcymi zyskują na popularności. Tu przykład brytyjskiej dziennikarki, która na miesiąc zamieniła krem do twarzy na smalec. Efekt był wymierny. Eksperyment trwał miesiąc i myślę, że to jest dostateczna ilość czasu, żeby się przekonać w większości przypadków, czy taki rodzaj pielęgnacji nam służy.

Dlaczego tłuszcze zwierzęce pomagają skórze?

Tutaj można znaleźć odpowiedź i przeczytać o korzyściach płynących z ich stosowania. Mają m.in. lipidy i cholesterol, chociaż nie wiem, jak z ceramidami. Te trzy elementy potrzebne są do fizjologicznej pielęgnacji skóry. Polecam w tej kwestii zapoznać się z publikacją amerykańskich dermatologów, Taking Good Care of Your Skin, dostępną tutaj, gdzie opisana jest gospodarka lipidowa skóry, co zaburza i odbudowuje szczelność skóry oraz jak różne rodzaje kosmetyków przenikają, bądź nie, przez skórę i co to oznacza dla jej zdrowia. Ta właśnie publikacja zainspirowała mnie do zgłębienia tematu tłuszczów zwierzęcych jako bliskich skórze. Oczywiście nie jestem chemikiem, dermatologiem ani kosmetologiem, tylko działam w tym temacie trochę po omacku na zasadzie zbierania informacji, kojarzenia faktów i wyciągania własnych wniosków, na podstawie których próbuję na sobie eksperymentować. Także mogę się trochę mylić;-)

Czy są badania naukowe nad tłuszczami zwierzęcymi stosowanymi do pielęgnacji skóry?

W PubMed prawie nic nie znalazłam z wyjątkiem tego artykułu o bezpieczeństwie pochodnych smalcu w kosmetykach. Czemu tak mało? Poza tym, że może nie jestem wybitnym naukowcem i może nie zawsze znajdę najlepszy sposób wyszukiwania informacji… Nie ma mody (uważa się, że kosmetyki z tłuszczami zwierzęcymi zniknęły w tym samym czasie, kiedy tłuszcze zwierzęce straciły popularność w kuchni), nie ma pewnie widoków na patenty ani wielkie pieniądze. Miejmy nadzieję, że tłuszcze zwierzęce zostaną na nowo odkryte także dla nauki.

Potencjalne problemy przy stosowaniu tłuszczy zwierzęcych na skórę

Trzeba się trochę przemóc, bo nie ma na nie mody, wręcz przeciwnie, nie ma świadomości, że były używane i że nadal mogą być używane, a nawet, że faktycznie są używane i że gdzieś mamy kosmetyki czy inne produkty z ich zawartością w domu (np. składniki z określeniem tallowate w nazwie)! Kiedy pierwszy raz smarowałam się smalcem, myślałam, że robię coś bardzo dziwnego:P Teraz nie przywiązuję do tego w ogóle wagi. No i jeszcze jest kwestia zapachu. Kiedy zaczęłam używać smalcu gęsiego, zapach kojarzył mi się z obiadem :D I to niczym szczególnie wykwintnym: pulpetami smażonymi na smalcu:D Oczywiście na to jak najbardziej są sposoby: mieszanie ich z innymi dodatkami (masła roślinne, oleje, olejki eteryczne) czy robienie maceratów ziołowych albo kwiatowych. Być może najprostszy sposób to usmażenie dodatków na smalcu jak np. kwiatów nagietka. Był to tradycyjny krem stosowany na rany, o czym możemy posłuchać w tym odcinku Mai w Ogrodzie ok. 9 minuty. Lepiej? Warto też rozważyć mieszanie ich z innymi olejami czy nawet parafiną dla uzyskania innej konsystencji czy zwiększenia okluzji skóry (tworzenie dodatkowej warstwy chroniącej skórę przed utratą wilgoci i powodującej lepsze wchłanianie substancji o działaniu leczniczym). Trzeba też, jak ze wszystkim, starać się o surowce jak najwyższej jakości. Niestety, w tkance tłuszczowej zawartych może być wiele toksyn. Mimo że tłuszcze zwierzęce są przeznaczone do spożycia i generalnie uważane za bezpieczne, to jednak warto mieć na uwadze kwestię ich jakości (ekologiczne, ze zwierząt z wolnego wypasu byłyby optymalne). I, jak zawsze, każdy z nas jest inny, więc może inaczej zareagować. Każdy z nas może też trochę inaczej reagować w różnych momentach (skóra ze zmianami atopowymi bądź ich brak). Ja zaeksperymentowałam z różnymi tłuszczami. O efektach będzie w kolejnym poście z cyklu o skórze:-)

Polub lub udostępnij