Jak pielęgnować skórę zgodnie z fizjologią cz. II: tłuszcze zwierzęce w praktyce

smalec w słoikuPost, do którego długo się przymierzałam się i który wyszedł trochę inaczej… Ambitnie planowałam eksperymenty na własnej skórze, ale jakoś się do nich nie zmobilizowałam (skóra idealna od początku roku, więc motywacja mniejsza). Napiszę więc o tym, co można wypróbować.

Plan był taki, że pójdę do sklepu albo będę zamawiać w internecie wszelkie możliwe tłuszcze zwierzęce i stosować je na skórę, a następnie oceniać ich wpływ na skórę, łatwość w użyciu, dostępność itd. Potem ewentualnie pokombinuję z dodatkami, żeby było mniej siermiężnie, a bardziej przyjemnie. Z wyżej wymienionych powodów skończyło się na razie na jednym tłuszczu…

Smalec drobiowy

Gęsiego używałam kilkukrotnie. Najpierw z ciekawości w 2015 r. Nie miałam wtedy żadnych problemów ze skórą, ale szukałam naturalnych kosmetyków, które byłyby równie paleo jak moja dieta. Gdzieś coś mi się już obiło o uszy o tłuszczach zwierzęcych w kosmetykach. Smarując się pierwszy raz, czułam się dziwnie, bo myślałam, że robię coś dziwnego. Stosowałam zamiast balsamu po prysznicu i przed pójściem spać. Miałam ekologiczny smalec w szklanym słoiku. Mój „balsam” pachniał dość spożywczo i trochę tłuścił rzeczy. Poza tym nie zauważyłam nic szczególnego z wyjątkiem świetnego natłuszczenia ust. Skóra na ustach robiła się miękka i błyszcząca. Kiedy jakieś pół roku później zaczęły mi się problemy ze skórą i zaczęłam używać smalcu gęsiego na dłonie, nie zauważyłam poprawy. Być może moja skóra była już na tyle zdewastowana, że po prostu potrzebowałam czegoś cięższego (typu kilka warstw, czysta parafina i bawełniane rękawiczki). Trzecie podejście było przy skórze bliskiej normy dzięki obniżeniu jej pH: pozostały drobne nierówności i miejscami sucha skóra na spodzie dłoni. Smalec gęsi jest dość łatwy w użyciu. Kupuję go w supermarkecie w słoiczku, przekładam do mniejszego słoiczka i trzymam w lodówce. W niskiej temperaturze jest prawie w stanie stałym, ale wystarczy wziąć trochę, tak na koniuszek palca, żeby zaczął się rozpuszczać. Rozprowadzam szybko na dłoniach, a ewentualny nadmiar delikatnie osuszam ręcznikiem papierowym. Stosuję w domu (trochę pachnie, nie wchłania się od razu jak lekki krem, więc może zostawiać tłuste ślady). Jak na razie używam go głównie po „octowaniu” dłoni. Służy mi jak kolejny krem (mam aktualnie jeszcze aveeno hand cream, linomag i hydromol ointment). Cudów nie ma, ale jest ok. Nadal najbardziej lubię używać go na usta. Efekt na skórze przypomina mi może trochę ten po oleju kokosowym. Z jednej strony nie wchłania się równie szybko i przyjemnie co lekki krem, a z drugiej nie pozostawia grubej warstwy ochronnej jak maść na bazie parafiny.

Smalec wieprzowy

Drugi najbardziej dostępny. Zdarzyło mi się użyć parę razy na dłonie i usta. Efekt jak po drobiowym.

Inne: łoje, żółtka, wosk i sadła

Na przykład łój wołowy, koński, barani, z bizona, jelenia i innych gatunków dostępnych lokalnie. Nie zapominajmy też, o produktach zwierzęcych jak żółtko jajka stosowane tradycyjnie w formie np. maseczki na włosy (tutaj myślę, że trzeba by zachować większą ostrożność i higienę, i pewnie z czymś połączyć) i wosk pszczeli, który może być alternatywą dla kosmetyków na bazie substancji ropopochodnych (parafina) z racji konsystencji i właściwości okluzyjnych. Warto rozważyć zastosowanie wosku pszczelego zwłaszcza przy negatywnych reakcjach na substancje ropopochodne w kosmetykach, ale trzeba też uważać, bo produkty pszczele mogą uczulać… No i należy mieć pewność, co do stosowanych składników, bo wosk może być też syntetyczny, czyli robiony z ropy… Przypominają mi się też, chyba z beletrystyki, sadła np. niedźwiedzie czy borsucze, które były stosowane w przeszłości. Czy na problemy skórne? Kojarzę chyba zastosowanie na rany i stawy.

Podsumowanie roli tłuszczy zwierzęcych w fizjologicznej pielęgnacji

Sądzę, że warto włączyć produkty zwierzęce do pielęgnacji skóry ze względu na ich dostępność, cenę, łatwość w użyciu, duże bezpieczeństwo, podobieństwo fizjologiczne ze skórą i znajdującymi się w/na niej substancjami, dla różnorodności (coś dla nas nowego, eksperymentowanie z domowymi kosmetykami, łączenie z tłuszczami roślinnymi, substancjami ropopochodnymi). Jak pisałam w poprzednim poście o skórze, są po temu też tradycyjne przesłanki. Wady to oczywiście zapach, nietypowość, mniejsza wygoda użycia niż w przypadku gotowych kosmetyków. Jak zawsze są plusy i minusy, i każdy musi wziąć wziąć odpowiedzialność za podjęcie decyzji w swoje ręce…

Polub lub udostępnij