Kolejne etapy diety eliminacyjnej

makrela i warzywaNadeszła faza III diety eliminacyjnej AIP wzorowanej, zwłaszcza na początku, na SCD i parę innych eksperymentów. Jest już całkiem nieźle i różnorodnie. Do mojego menu włączałam następujące produkty.

Tydzień piąty (21.12.15-27.12.15) uwaga podróże i Święta:

21. kalafior

22. brokuł

23. kapusta

24. buraki

25. imbir (uprzedzam fakty, faza V)

26. suszone owoce: jabłka, gruszki, śliwki, morele, rodzynki, daktyle, figi (uprzedzam fakty, faza V)

27. kawa żołędziowa

28. sałata

29. smalec gęsi

30. kalarepa (nie jest dozwolona na diecie SCD, ale w UK jej nie mam, więc chciałam trochę zjeść)

31. karp

Tydzień szósty (28.12.15-02.01.16) uwaga podróże, Święta i Sylwester (były cheat meale…)

32. bataty (niedozwolone na SCD, ale nie wytrzymałam)

33. pasternak / pietruszka (ten pierwszy niedozwolony na SCD)

Tydzień siódmy (03.01.16-09.01.16)

34. brukselka

35. śliwki

36. plantany (niedozwolone na SCD, ale wreszcie mogę je kupować i tyle czekałam…)

Tydzień ósmy (10.01.16-16.01.16):

37. rukola

38. kakao i czekolada 90% (zaczynam reintrodukcję na AIP:)

39. pieprz (wielkim autorytetem jest dla mnie Paleo Mom i wg niej pieprz jest po pewnym czasie dozwolony, bo to nie ziarno a jagoda, więc to poniekąd AIP reintrodukcja)

40. yam (niedozwolony na SCD, eksperyment;-)

41. smalec wieprzowy (do smażenia czipsów z plantana:)

42. mleko kokosowe (czemu nie zrobiłam tego wcześniej?;-)

Tydzień dziewiąty (17.01.16-23.01.16):

43. kawa bezkofeinowa (od święta, AIP reintrodukcja)

44. oliwki (zdecydowanie powrót do produktów fermentowanych, których unikałam z obawy przed histaminą; zaczynam od delikatniejszych czarnych)

45. jagody (ponowna próba, udana)

46. szpinak (ponowna próba, udana)

47. orzechy brazylijskie (AIP reintrodukcja, co drugi dzień po garści)

48. orzechy laskowe (AIP reintrodukcja, co drugi dzień po garści)

49. orzechy włoskie (AIP reintrodukcja, co drugi dzień po garści)

50. migdały (AIP reintrodukcja, co drugi dzień po garści)

51. ogórki kiszone

52. topinambur (pierwszy raz od paru miesięcy, bo wreszcie znalazłam w UK, w dodatku piękny:)

Tydzień dziesiąty, dieta jarska (albo jak dla mnie morska;-), czyli zamiast mięsa jem ryby i owoce morza (24.01.16-30.01.16):

53. tuńczyk z puszki

54. boćwina (zwiększam ilość surowych warzyw liściastych, muszę wreszcie sprawdzić, ile szklanek warzyw udaje mi się dziennie zjeść, ale chyba trochę mi brakuje do zaleceń Terry Wahls)

55. makrela (świeża i z puszki)

56. anchovis

57. łosoś atlantycki (mrożony i z puszki)

58. dorsz (mrożony)

59. white fish (w sumie nie jestem pewna, który to dokładnie gatunek)

60. rozmaryn (suszony)

61. cytryna

62. cynamon (wprowadziłam już wcześniej, ale zapomniałam zapisać:P)

63. sardynki (z puszki)

64. pstrąg (świeży)

65. krewetki (mrożone)

Tydzień jedenasty, wegański czy może raczej pegański (01.02.16-07.02.16):

66. mango

67. kapusta morska czy inaczej: modrak morski (pasowałby nawet bardziej w ubiegłym tygodniu, ale akurat teraz znalazłam w UK w pobliskim polskim sklepie, który nawet nie jest prowadzony przez Polaków:D, a samo warzywo dotarło tam z Litwy, chociaż w UK występuje i kiedyś było chętnie jedzone. Ciekawe warzywo, warto się o nim dowiedzieć więcej na przyszłość. Mnie smakowało. Chciałam włączyć do diety wodorosty, więc od czegoś trzeba zacząć;-).

Tak prezentuje się na półce w słoiku:

modrak morski

A tak na pegańskim talerzu w towarzystwie pieczonych batatów, cukinii i kalafiora oraz surowego szpinaku z boćwiną polanych olejem kokosowym;-):

peganski modrak morski

68. kapusta chińska

69. woda kokosowa

Tydzień dwunasty, (08.02.16-14.02.16):

70. limonki

71. mandarynki

72. kiwi

73. maliny

74. truskawki

75. granat

76. cydr (odrobina szaleństwa na Walentynki;)

Jakie wyciągnęłam wnioski po 3 miesiącach intensywnej pracy nad dietą? Chyba największy szok przeżyłam na tej diecie w Sylwestra… To był jeden wielki AIP cheat meal: jadłam faszerowane jajka i sałatki (w tym z nasionami, suszonymi pomidorami, serem, majonezem, ketchupem, kukurydzą itd. itp.). Jednak ogólnie produkty były primal i bezglutenowe (mam nadzieję, bo etykiet do czytania nie było). Potem wszystko ok, a nawet trochę lepiej. Wódka w większej ilości też. Zachciało mi się czegoś słodkiego i sięgnęłam po cukierka… trufla w czekoladzie. Bleeee, jaki niedobry, smak i konsystencja wstrętne. Zjadłam za jakiś czas jeszcze jednego. Też niedobry! Co jest? To może chipsy ziemniaczane? Ohyda, jakieś kwaśno-gorzkie. Rano po dobrym paleo AIP śniadaniu na dobry początek roku (kubek rosołu i talerz gotowanej wątróbki indyczej z batatami i solą odsmażanymi na oleju kokosowym) skusiłam się na kilka łyków kawy. Niedobra… Poddałam się i poprosiłam o kawałek gorzkiej czekolady. Ekoczekolada 92%. Już wiecie… Nie smakowała mi! Jeszcze parę godzin później kawałeczek mojej ulubionej czekolady 90% i znowu gorzki, mało przyjemny smak z nutką jakby wilgoci czy stęchlizny… Czyżby po 6 tygodniach diety AIP mój organizm totalnie odzwyczaił się od wysoko przetworzonego jedzenia? Od różnych dodatków do jedzenia i niektórych używek? Przecież jadłam paleo od ponad roku, ale nigdy nie miałam takiej reakcji! Chyba powinnam się teraz cieszyć, bo skoro nie smakuje, to nam też tego nie brakuje, ale moją psychikę trochę jednak przerażają takie zmiany;-)

Powoli, po dwóch miesiącach i drugiej konsultacji z Tłustym Życiem, wprowadzam produkty spoza diety SCD i AIP (reintrodukcja). Na razie żadna modyfikacja diety nie przyniosła poprawy. Ponieważ nie mam alergii (jednak… w sumie aż trochę szkoda, bo to zdecydowanie przyjemniejsze i łatwiejsze) i nawet najlepsza dieta w moim  przypadku nie wystarcza, zaczynam po eksperymencie z AIP reintrodukcję, o której przeprowadzanie napiszę więcej innym razem. Będzie rozłożona na długie etapy.

Dieta pegańska to połączenie diety paleo i wegańskiej: dopuszczalne są tylko produkty roślinne, bez strączków i zbóż. W mojej wersji AIP odpadają też warzywa psiankowate. Poza tym jadłam wszystkie inne warzywa, owoce, bakalie, orzechy, oliwki, przyprawy i do każdego posiłku głównego  dodawałam po 2 łyżki oliwy z oliwek lub oleju kokosowego. Jest to dieta mocno okrojona, więc nie polecam na dłuższą metę, żeby nie narobić sobie niedoborów. Co mnie zaskoczyło? Nie byłam wcale głodna, zmęczona, nie brakowało mi mięsa… Dieta pegańska była dużo łatwiejsza i przyjemniejsza niż początkowe fazy diety eliminacyjnej SCD. O, dziwo prawie nie czułam różnicy w porównaniu z paleo.  Może to kwestia przyzwyczajenia się organizmu do żywieniowych eksperymentów? Poza tym nie schudłam i naprawdę nic się nie zmieniło. Myślę, że dietę pegańską można spokojnie zastosować przez parę dni wiosną/jesienią jako dobry, dietetyczny detoks. Oczywiście dieta ta jest trochę tańsza i mniej praco- i czasochłonna niż paleo.

Pytanie, co dalej? Mimo, że moja dieta jest cały czas bardzo zbliżona do autoimmunologicznego paleo, niskoprzetworzona, nawet domowa (wszystko robione przeze mnie w domu, uwielbiam eksperymentować w kuchni:), przeciwzapalna, bogata w warzywa (staram się jeść 6 szklanek warzyw dziennie: kolorowych, bogatych w siarkę i zielonych liściastych, ideałem byłoby może podejście typu Wahls Protocol i 9 szklanek;), wykorzystująca produkty ekologiczne w miarę możliwości, nie wszystko da się nią załatwić. Dlatego eksperymentuję dalej. Kusi mnie jeszcze dieta ketogeniczna (muszę tu pokombinować z menu, bo bez jajek i nabiału nie będzie tak łatwo, ale w końcu są ludzie latami żyjący na zero carb i np. tylko mięsie, więc da się) i intermittent fasting. Jakkolwiek próbowałam już różnych postów, być może włączenie ich na stałe byłoby sposobem na uspokojenie układu odpornościowego i trawiennego. Ten pierwszy resetuje się po ok 3 dniach, o czym szumnie donoszą nawet mainstreamowe media i faktycznie, zaobserwowałam to (dosłownie) na własnej skórze. Do tego posty przynoszą wiele innych pozytywnych skutków (spowolnienie starzenia się, być może nawet przedłużenie długości życia, samoistne oczyszczanie się organizmu czyli autofagia, a poza tym oszczędzają nam pracy, pieniędzy i czasu). Tym razem zamierzam jednak lepiej się przygotować, żeby w miarę możliwości ograniczyć stres dla organizmu, ostrożnie przechodzić od jedzenia do postu i na odwrót, żeby nie drażnić układu pokarmowego, nie zwolnić metabolizmu i nie zaszkodzić tarczycy. Ostatnio na moim dietetycznym radarze pojawiły się też szczawiany. Researchując histaminę, o której napiszę w niedalekiej przyszłości więcej, już trochę się o nich dowiedziałam, ale przy okazji Heal Your Gut Summit usłyszałam o ich powiązaniach np. z przewlekłymi dolegliwościami bólowymi, więc może warto by było zrobić kolejny eksperyment czyli sprawdzić działanie diety ubogiej w szczawiany;-)

 

 

 

 

Polub lub udostępnij