Owoce (z) lasu, łąki i ogrodu. Zdjęcia z jesiennej zabawy w zbieracza

P1090430Jesień to moja ulubiona pora roku. Zwłaszcza złota polska jesień tuż po babim lecie, kiedy jest jeszcze ciepło, ale nie gorąco, wszystko kolorowe, a przede wszystkim można nacieszyć się bogactwem warzyw i… owoców.

Chociaż od roku prawie ich nie jem i nie narzekam, to korzystając z pobytu na wsi i dostępu do własnych, całkowicie ekologicznych owoców, trochę ich skonsumowałam. Poza tym po raz pierwszy postanowiłam wypróbować owoce dziko rosnące na skraju lasu, do którego chodzę na spacery z psem. Po drodze zerwałam na łące trochę czeremchy i zajrzałam po plony do ogródka. Wreszcie coś więcej niż jeżyny czy dzika róża. Zbieractwo fajna sprawa: ruch na świeżym powietrzu, a zebrać można prawdziwe rarytasy.

Dzikie i zdziczałe owoce dla porównania z ich uprawowymi odpowiednikami. Różnica w wielkości, a co za tym idzie ilości fruktozy, widoczna gołym okiem. Jeśli do tego dodać pogląd, który mnie się wydaje całkiem sensowny, tj. że dziko rosnące (walczące cały czas o przeżycie) rośliny są dużo silniejsze niż ich udomowione odpowiedniki, to różnica w ilości zawartych w nich substancji odżywczych będzie jeszcze większa. No i musiałam iść do lasu dobre kilkanaście minut, pozbierać je i wrócić, a więc kosztowało mnie to więcej wysiłku niż zakupy w pierwszym lepszym sklepie czy na targu.

P1090397

Pierwszy owoc to tarnina, prawdopodobnie przodek naszej śliwy. Bardzo mała i kwaśna w porównaniu z jej udomowioną krewniaczką:

P1090398

Gruszka z rosnącej na skraju lasu gruszy smakowała jak ta ze sklepu czy raczej targu, tyle, że prawie nie było co ugryźć. Była mniej słodka i  sucha.

P1090399

Jabłko najbardziej przypominało swój uprawowy odpowiednik, różniąc się zaledwie wielkością.

P1090400

Dzikie jeżyny jeszcze się nie zaczęły, a mirabelki już prawie przejrzały. Do mirabelek mam sentyment z dzieciństwa, bo rosły przy starym domu babci, wraz z czarnym bzem i chyba nawłocią.

P1090421

Za to w tym roku zidentyfikowałam (w internecie:) owoce, których jest całe zatrzęsienie na naszej byłej łące i okolicznych ugorach. Oto czeremcha!

P1090401

W smaku najpierw neutralna, trochę przypomina mi aronię, potem można wyczuć smak wiśni i wreszcie goryczkę. Zjadłam od razu pełną garść i mam się świetnie :-) Na surowo, bo niestety w tym roku nie mam czasu na większe przetwory (a byłoby z czego robić dżemy, soki i nalewki: aronia – pierwszy raz od lat ją jadłam i nie jest dla mnie już kwaśna ani niedobra, winogron, brzoskwinie, jeżyny…). Szkoda, może w przyszłym sezonie się uda… A tak wygląda „plantacja” czeremchy:

P1090402

Czeremcha jest chyba jeszcze bardziej ekspansywna niż nawłoć. A jeszcze kilkanaście lat temu zbierano z tego terenu siano…

P1090405

Dobrze, że winogron…

P1090422

…i aronia, w tym roku mocno wyschnięta, są oddzielone od nich ogrodzeniem:

P1090425

Na ugorach czy w lasach jest o wiele więcej gatunków, z których możemy kulinarnie czy zdrowotnie skorzystać. Ja nie rozpoznaję ich jeszcze za dużo: babka, mniszek, dziewanna, bylica, skrzyp, krwawnik, ale z czasem zamierzam poznać ich więcej. I nie zapominajmy o drzewach jak brzoza czy mój ulubieniec dąb:

P1090414

Podsumowując, fajnie jest być zbieraczem. W nagrodę na stole może znaleźć się taka „sałatka”:

P1090430

Trzeba też pamiętać o paru elementarnych zasadach bezpiecznego zbieracza: wiedzieć, co się zbiera i gdzie, tj. nie zbierać blisko ruchliwych dróg, terenów opryskiwanych czy zaśmieconych. Starajmy się zbierać owoce znajdujące się kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią, żeby nie narażać się na infekcje pasożytnicze, a przed spożyciem dobrze myć owoce. Pamiętajmy też, żeby nie zbierać wszystkich owoców z danego terenu. Rośliny muszą się rozmnażać, a ptaki czymś żywić przez zimę.

Polub lub udostępnij