Relacja z Chronic Lyme Disease Summit (szczytu o boreliozie)

W dniach 4-11 kwietnia odbył się Chronic Lyme Disease Summit, którego organizatorem był Jay Davidson, DC. W ciągu 8 dni można było posłuchać porad ponad 30 ekspertów z różnych dziedzin dotyczących diagnozowania i leczenia boreliozy oraz innych chorób odkleszczowych. W USA są one coraz większym problemem. Na świecie pewnie też. Gdy mamy różne symptomy i ciągle brakuje diagnozy, warto sprawdzić, czy nie jest to właśnie choroba odkleszczowa. Co ciekawe, nie jest to jedyny sposób, w jaki może dojść do zakażenia boreliozą. Nie przesłuchałam wszystkich rozmów, ale i tak dowiedziałam się sporo ciekawych rzeczy. Zapraszam do lektury :-)

Na początek parę słów o boreliozie. Powszechnie wiadomo, że to choroba odkleszczowa, ale uwaga! Przenoszą ją też moskity i można zarazić się drogą płciową. Borelioza nazywana jest kolejnym „wielkim imitatorem” (pierwszym był syfilis), bo może udawać symptomy wielu innych chorób, co utrudnia diagnozę i leczenie. W leczeniu konieczne jest holistyczne podejście, od zajęcia się stresem, przez detoks i dietę po wyleczenie współwystępujących infekcji. W kwestii diety: kilku ekspertów polecało zwłaszcza dietę ketogeniczną albo paleo.

Organizator wydarzenia, Jay Davidson, DC (Heavy Metal Detoxification and Lyme Disease) mówił o metalach ciężkich. Jak można się zorientować, że mamy problem z metalami ciężkimi w organizmie? Może to być bezsenność, oddawanie zwiększonej ilości moczu, zwłaszcza w nocy, utrata wapnia z kości (wypieranego przez ołów). Warto wiedzieć, że w USA ołów określa się jako generational heavy metal, bo ma on zdolność przenikania z organizmu matki przez łożysko do organizmu dziecka. Podobno ołów w organizmie może być przekazywany nawet do 4 pokoleń… Dowiedziałam się też, że aluminium może działać podobnie jak plastik, czyli naśladować działanie estrogenów. Co to ma wspólnego z boreliozą? Jeśli mamy nadmiar metali ciężkich w organizmie, nie będziemy cieszyć się zdrowiem, a już na pewno nie uda nam się pokonać boreliozy.

David Minkoff, MD (Comprehensive Lyme Treatment Strategies) powiedział parę rzeczy, które dały mi dużo do myślenia. W USA borelioza szerzy się i wiele osób choruje. Kto choruje? Z praktyki tego lekarza wynika, że osoby, które mają… chore zęby np. martwe zęby (problematyczne dla układu odpornościowego) albo chorobę przyzębia i ogólnie zły stan zdrowia jak inne infekcje czy niedobory składników odżywczych. Wystarczy czasem wyjść na krótki spacer i kleszcz już jest! I nie mogę pozbyć się skojarzenia z tym, co mówią osoby stosujące medycynę energetyczną (np. bioenergoterapię): kiedy spada energia organizmu, atakują nas pasożyty. Tak jakby organizm nie miał się siły bronić i ściągał do siebie same śmiecie… No i kiedy to samo mówi lekarz medycyny konwencjonalnej? A osoby z boreliozą już przed tą chorobą mają często mnóstwo problemów zdrowotnych jak przewlekły stan zapalny czy schorzenia układu kręgowego. Czasem trzeba poprawić ich ogólny stan zdrowia, żeby organizm zaczął zwalczać boreliozę. Poza tym niezwykle ważny jest układ nerwowy i dostrojenie go do (samo)leczenia, bo inaczej nie szans na wyjście z choroby. Zadaniem lekarza jest mu pomóc. David Minkoff polecił na początek kuracji m.in. dietę paleo :-) Holistyczne podejście, zaiste. Albo jesteśmy cali zdrowi albo wcale i nie ma innej możliwości.

Bardzo ciekawie słuchało się Petera Osborne’a, DC, DACBN, PScD (Grainflammation). Myślałam, że o zbożach i glutenie wiem już tyle, że nie dowiem się nic szczególnie ciekawego… Niespodzianka. Peter Osborne okazał się kopalnią wiedzy na ich temat i przedstawił zupełnie nieznane mi, fascynujące fakty jak np. ten, że w 1943 r. rząd USA zakazał sprzedaży niefortyfikowanych produktów zbożowych, bo powodowały… beri-beri i pelagrę, czyli choroby wywołane niedoborem wit. z grupy B… Przerażające. Pytanie, jak to się stało, że zboża, które zawierają lub mogą zawierać gluten(y), pleśnie, mykotoksyny, pestycydy i metale ciężkie są teraz tak polecane jako… „zdrowe”??? Główny problem ze zbożami to wywołanie przez nie stanu zapalnego (chyba nie przesadzę, jak napiszę: matki wszystkich chorób) poprzez zawartość białek z grupy glutenu (glutenów jest więcej, nie jeden), które są dla nas trudne do strawienia, bo drażnią jelita i mogą przez nie przenikać dalej, powodując reakcje immunologiczne. Zresztą gluten to nie jedyne problematyczne białko w zbożach. Prozapalnie działa też amylase trypsin inhibitor. Niestety, kiedy jelita są nieszczelne, układ odpornościowy, ostatni bastion ochrony organizmu, może zacząć atakować własny organizm, jeśli przenikające przez jelita substancje są podobne do własnych tkanek (mimikra molekularna). Wracając do historii zbóż… Na początku ubiegłego stulecia bracia Kellogs wprowadzili na rynek płatki kukurydziane. Co ciekawe, amerykańska dieta w tamtych czasach była oparta głównie o mięso! Zbyt mała ilość warzyw w diecie powodowała zaparcia, więc bracia Kellogs, z których jeden był lekarzem, postanowili wprowadzić produkt, który drażniąc jelita wywoła defekację. Urocze. Jeśli ktoś jeszcze jada zboża, to życzę smacznego :P No i to tyle ze zdrowego błonnika w płatkach śniadaniowych Kellogsa czy innych… Spożywanie takich produktów zrobiło Amerykanom nowy problem: niedobory i choroby nimi wywołane. Jak rozwiązano ten problem? Fortyfikacją, często będącą warunkiem dopuszczenia produktu do sprzedaży w USA. Zmieniono jeszcze marketing: jedzcie zboża, bo są fortyfikowane i zdrowe, wychowano na tym następne pokolenie i mamy piramidę żywienia, jaką mamy. Kolejne problemy ze zbożami: składniki antyodżywcze, alergie (przecież to nasiona traw, a ile osób ma alergie na pyłki traw???), a same nasiona wyewoluowały tak, żeby przetrwać i bronić się przed zjedzeniem. I mają do tego arsenał substancji chemicznych, które np. uszkadzają trzustkę… Zresztą przemysł rolniczy im w tym jeszcze pomógł modyfikując je tak, żeby jeszcze trudniej było im zagrozić. Peter Osborne obalił też mit zdrowych Azjatów żywiących się ryżem… rzekomo zdrowym i przecież bezglutenowym. Okazuje się, że cukrzyca zbiera wśród nich jeszcze większe żniwo niż w USA czy Europie…

Ciekawą rzecz powiedział Shayne Morris, PhD (Biofilm, Bugs and Phage (Bacteriophage)): spore nadzieje w leczeniu chorób bakteryjnych budzą bakteriofagi. Są to wirusy, które atakują określony rodzaj bakterii. Jeśli nie znajdą jej w organizmie, są z niego w krótkim czasie usuwane. Wygląda to na świetną alternatywę dla antybiotyków, ale potrzebne są oczywiście kolejne badania. Bakteriofagi lubią żyć w środowisku wodnym. I tu ciekawostka. Podobno osoby, które piją wodę z Gangesu, nie chorują na cholerę. Właśnie dzięki znajdującym się tam bakteriofagom!

Jack Tips, PhD (The Gut Microbiome and Lyme Disease) dał mi do myślenia mówiąc, że warto zwrócić uwagę na to, co się zmieniło przez ostatnich 30 lat. To przede wszystkim dieta i częstotliwość elektromagnetyczna. Wszystkie organizmy żywe próbują się przystosować do zmieniających się warunków. Może stąd epidemia boreliozy i innych, agresywnych chorób odkleszczowych w USA?