Jak pokonać depresję i lęk. Relacja ze szczytu

Internetowy szczyt Overcoming Anxiety and Depression odbył się w dniach 7-17 stycznia 2016 r. Gospodarzem wydarzenia była Joanna Rushton, coach i założycielka The Energy Coaching Institute w Australii, która przeprowadziła 50 rozmów z ekspertami z różnych dziedzin nauki, medycyny, dietetyki, coachingu, a nawet uzdrawiania. Tematyka wydarzenia była naprawdę bardzo szeroka, a prezentowane podejścia do zdrowia zdecydowanie holistyczne. Poniżej przedstawiłam najciekawsze informacje, które udało mi się wyłowić.

Pierwszy dzień szczytu początkowo mnie ominął, bo nie dostałam maila z linkiem. Dopiero po zakończeniu wydarzenia przyszedł mail z informacją, że ze względu na różnice w strefach czasowych niektórzy słuchacze spoza Australii się nie załapali na pierwszy dzień, więc rozmowy zostały udostępnione na kolejnych 48 h :-) Dzięki Carolyn Ledowsky (MTHFR, Depression & Anxiety) wreszcie zaczęłam rozumieć, skąd tyle szumu wokół tajemniczo brzmiącego MTHR. Prowadzi ona praktykę naturopatyczną poświęconą problemom wywołanym przez MTHR. Od lat zauważała podniesiony poziom kwasu foliowego we krwi (chyba tak można przetłumaczyć red blood cell folate) i nie znała przyczyny, na którą trafiła dopiero dzięki informacji o MTHR. Wyjaśniła, że MTHR to gen odpowiedzialny za konwersję kwasu foliowego do formy aktywnej (active folate, czyli grupy metylowej). Grupa metylowa pełni wiele ważnych funkcji np. uaktywnia geny odpowiedzialne za powstawanie nowotworów, odpowiada za naprawę DNA i RNA, pomaga w detoksie substancji chemicznych i metali ciężkich oraz umożliwia wytwarzanie głównego antyoksydantu: glutationu. Inne obszary działania: regulacja hormonów, odpowiedzi na stres (włącza ją, ale jeśli mamy problem z MTHR, to organizm może jej nie wyłączyć), produkcja neuroprzekaźników i co, dla mnie ważne, rozkłada histaminę. Jeśli histaminy będzie za dużo, możemy mieć alergię, astmę lub egzemę. Co ciekawe, sama mutacja jeszcze nie oznacza problemu. Zaczyna się on dopiero po tym, gdy jakiś czynnik (np. stres, dieta, styl życia) uruchomił gen MTHR. Mutację MTHR można ustalić robiąc badania krwi lub genetyczne. Remedia, zwłaszcza dla osób z zaburzeniami nastroju: uważać na histaminę, ale nie rezygnować z mięsa (B12), jeść zielone warzywa liściaste (ale nie codziennie w formie koktajlu), redukcja stresu, lecytyna i antyoksydanty w diecie oraz stabilizacja poziomu cukru we krwi.

Bardzo spodobało mi się, co powiedziała Joanna Rushton w rozmowie z dr Gilem Kajikim (The Thyroid Link To Depression & Anxiety): najcenniejszy jest nie czas, bo codziennie każdy z nas ma go tyle samo, ale energia, bo to ona decyduje o tym, jak ten czas wykorzystamy. Gil Kajiki też powiedział fajną rzecz: jedzenie może być wolno działającym lekiem lub wolno działającą trucizną. W problemach tarczycowych dieta jest bardzo ważna. U swoich pacjentów najpierw stosował paleo, potem paleo w wersji autoimmunologicznej (AIP), co nadal jest najlepszym rozwiązaniem, jeśli nie mamy dostępu do odpowiedniej diagnostyki. AIP to dieta przeciwzapalna, a stan zapalny zmniejsza zakwaszenie żołądka i aktywność enzymów trawiennych, co prowadzi do wielu problemów zdrowotnych, w tym autoimmunologicznych z tarczycą. Jego zdaniem najlepsze badanie pomagające ustalić właściwą dla danej osoby dietę to test firmy Cyrex na odpowiedź immunologiczną na 180 pokarmów (w wersji gotowanej i surowej), tj. Array 10Multiple Food Immune Reactivity Screen™.

Drugiego dnia najbardziej zaciekawiła mnie rozmowa z Nicole Bijlsma (Mould The New Asbestos). Dużo osób w Polsce może sobie nie zdawać sprawy z powszechności pleśni i stwarzanych przez nią problemów zdrowotnych. Nasz klimat jest jednak dość suchy, a mieszkania ogrzewane przez sporą część roku. Wystarczy jednak wyjechać do UK, żeby przekonać się, że może być zupełnie inaczej. Przez dobrych parę miesięcy pobytu w Walii mieszkałam w zagrzybionym, wilgotnym, zimnym mieszkaniu. Totalnie mnie to zaskoczyło i na początku nawet nie wiedziałam, że mam do czynienia z pleśnią… Ale wracając do szczytu… Nicole Bijlsma jest Australijką pracującą jako building biologist, czyli w moim wolnym tłumaczeniu: biolog specjalizujący się w budownictwie. Jej zadaniem jest sprawdzić, jakie problemy tkwią w budynku i je poprawić tak, żeby klient odczuł zdrowotną poprawę. Ciekawe, nie? Taki trochę detektywistyczny zawód. Według niej wilgoć na powierzchni, która nie wysycha w ciągu 48 h = pleśń, która wywołuje ogólnoustrojowy stan zapalny i stres oksydacyjny, zwiększa wrażliwość na inne toksyny. Polecany sposób na usuwanie pleśni: przecieranie ściereczką z mikrofibry nasączoną w roztworze o składzie: 20% wody i 80% octu, a powierzchni porowatych 70% alkoholem. Nie należy natomiast używać wybielacza (bleach), bo stanowi on pożywkę dla grzybów. Oprócz pleśni 2 najbardziej niebezpieczne czynniki środowiskowe, jakie mamy w domu to pole elektromagnetyczne (zaburza produkcję melatoniny i rytm dobowy, a szczególnie wrażliwe są dzieci, dlatego trzeba zachować jak największą odległość od routera i innych urządzeń, ograniczyć zasięg wi-fi, zwłaszcza w sypialni, gdzie na noc włączamy w urządzeniach tryb offline itd.) i środki chemiczne (pestycydy, kosmetyki, perfumy). Warto wiedzieć, że toksyny chemiczne lubią przenikać do organizmu i znajdują się np. w mleku, a stąd prosta droga do przekazania problemów kolejnym pokoleniom. Żeby mieć zdrowszy dom, warto pamiętać o wietrzeniu (domu, nowych rzeczy, nawet czasem zrobić przeciąg), wystawianiu rzeczy od czasu do czasu na słońce (w Polsce na mróz). Inne proste sposoby na zdrowy dom:  zdejmowanie butów po wejściu, żeby nie wnosić toksyn (np. ze spalin), usuwanie kurzu na mokro, odkurzacz z filtrem HEPA, używanie olejków eterycznych jako perfum i składników środków czystości.

Profesor Marc Cohen (Creating Wellness in the 21st Century), mówił o chemical brain drain, czyli o tym, jak toksyny wpływają negatywnie na pracę mózgu (i to całego społeczeństwa), co oczywiście zmniejsza nasze możliwości… Nie poprawia ich bioakumulacja, czyli gromadzenie się toksyn przez całe życie w naszym organizmie. Skutki działania toksyn możemy bardzo różnie odczuwać w zależności od czasu, kiedy się z nimi stykamy (dziecko a dorosły). Profesor przypomniał o skutkach epigenetycznych. Są badania pokazujące zmiany wywołane np. paleniem, które sięgają do 3 pokolenia. Btw, „tylko” do 3? Pewnie jak będziemy mieć więcej badań nad naszą coraz bardziej długowieczną populacją, to można będzie osobiście podziękować prababci czy pradziadkowi za pewne zmiany w naszym DNA:D Warto też pamiętać, że toksyny akumulują się w tłuszczu (mózg, mleko), wszyscy jesteśmy narażeni (nawet gdybyśmy żyli na Antarktydzie jak pingwiny), że chemikaliów nie testuje się w w połączeniu z innymi, z którymi występują, tylko pojedyncze substancje i tak naprawdę nikt nie wie, jak działają w rzeczywistości… Co może pomóc? Może zastąpienie tradycyjnego, zachodniego modelu medycyny przez wellness? I skupienie się nie na chorobie, ale na tym, co dobrze funkcjonuje i wspieraniu zdrowia.

Bardzo fajnie słuchało się Cyndi O’Meara. Jej długa kariera dietetyka zaczęła się od… studiowania antropologii (i tu mi się przypomina, co o antropologach i dietetykach powtarza Robb Wolf…). Historia naszego gatunku i jedzenia, to chyba najlepsze podstawy, jakie może mieć dietetyk. Patrzenie na klienta nie przez pryzmat ostatnich kilku dekad, ale co najmniej tysiącleci, daje zupełnie inne efekty. Studia ukształtowały jej podejście, co słychać, kiedy mówiła np. o tym, że nasz mikrobiom i anatomia nie nadążają za zmianami kulturowymi jak np. łykanie tabletek antykoncepcyjnych czy zażywanie antybiotyków. Co ciekawe, jej zdaniem, problemy, jakie powoduje obecnie mleko czy soja nie pochodzą z samego produktu, ale… z tego, co z nim obecnie zrobiono (przetworzenie, w tym genetyczne, zanieczyszczenia, słaba jakość). Sama wspomina czasy, kiedy wszyscy pili w USA mleko i nie szkodziło… Podobnie w Japonii tradycyjnie jedzono produkty sojowe… Ale jakie! Co więc robić? Jeść prawdziwe jedzenie, bez opakowań i etykiet, a jeśli już są jakieś etykiety, to uważnie czytać, przygotowywać samemu jedzenie i uczyć się!

W trzeci dzień najbardziej zainteresowała mnie rozmowa z Profesorem Irvingiem Kirschem (The Placebo Effect Versus Antidepressants). Ponieważ zaczęło się od tego, że profesor to autor kontrowersyjnych badań, postanowiłam po przesłuchaniu nagrania sprawdzić, co to za kontrowersyjna postać i na jakiej dziwnej uczelni rezyduje… Okazało się, że oprócz kilku innych uczelni w USA i UK… jest wykładowcą w Harvard Medical School! Co to były za badania? Metaanaliza opublikowanych badań naukowych nad skutecznością placebo i antydepresantów. Ponieważ z metaanalizy wynikało, że owszem i placebo, i antydepresanty przynoszą poprawę, ale nie ma większej różnicy między ich skutecznością (!!!), więc oczywiście stał się celem ataków. I co zrobił profesor? Coś genialnego :D Korzystając z prawa do informacji (Freedom of Information Act) zażądał od FDA, która w USA dopuszcza do sprzedaży leki oraz produkty spożywcze, badań, które nie zostały opublikowane (bo mogły np. pokazywać brak skuteczności leku). Wnioski wcale nie były bardziej na korzyść antydepresantów. Usłyszałam też bardzo ciekawą rzecz. Dlaczego placebo działa? Nie licząc wyjaśnienia typu wiara czyni cuda… W ciągu życia jesteśmy warunkowani stosowaniem leków. Ponieważ po wizycie u lekarza i zażyciu leku przeważnie odczuwamy poprawę, więc biorąc lek (albo placebo i to nawet z pełną świadomością, że to tylko placebo), organizm uwarunkowany na odczucie poprawy uruchamia możliwości samoleczenia i faktycznie następuje poprawa. Chcecie wiedzieć więcej? Książka prof. Kirscha ukazała się w języku polskim pt. „Nowe leki cesarza. Demaskowanie mitu antydepresantów”.

W czwarty dzień zainteresowała mnie rozmowa z Therese Kerr (Chemicals in Cosmetics to Avoid) o substancjach chemicznych, których powinniśmy unikać w kosmetykach. Przede wszystkim należy unikać grup substancji kryjących się pod nazwą fragrance, bo przeważnie zawierają one ftalany. Wynika tak z badań EWG (bardzo polecam ich bazę danych Skin Deep, gdzie można sprawdzić, czy dany składnik kosmetyku czy środka czystości jest bezpieczny czy nie i jakie są potencjalne zagrożenia). Ftalany działają jak  endoctrine disruptors, czyli substancje zaburzające działanie układu hormonalnego. Co powodują? Brzmi to jak jakieś koszmarne sci-fi, ale dzieje się naprawdę (ciekawe, czy w Polsce już też?): rozpoczęcie okresu dojrzewania już u kilkuletnich dzieci albo przedwczesną menopauzę u kobiet 20-paroletnich,  feminizację chłopców i mężczyzn wywołaną ksenoestrogenami.  Therese Kerr podkreśliła też, że według obecnego stanu badań to nie dawka czyni truciznę, tylko nasze zdolności detoksykacyjne. Powiedziała też, że kiedyś chodziła cała obsmarowana kosmetykami i w chmurze zapachów, a teraz intensywny zapach kosmetyków przyprawia ją o ból głowy. Dlaczego? Bo dopiero po detoksie jesteśmy w stanie zauważyć szkodliwość pewnych substancji. Chyba mam już podobnie, bo w wielu sklepach, zwłaszcza z ubraniami typu sieciówki w popularnych galeriach, bo w tych z butami śmierdziało mi już od lat, często mi śmierdzi chemią. Często im tańsze produkty w sklepie, tym intensywniejszy zapach chemii… Zdarza mi się kichać w takich przybytkach.

Marisa Peer (3 Words of Truth), terapeutka i trenerka gwiazd, powiedziała, że mózg od czasów prehistorycznych uwarunkowany jest na chronienie nas przed bólem i robi to, jak może, oraz poszukiwanie przyjemności. Mózg rozumie tylko nasze słowa i obrazy w naszej głowie. Jeśli chcemy coś osiągnąć, trzeba przekonać mózg, że tego naprawdę chcemy i że to jest przyjemne. Najkorzystniej dla nas jest nauczyć mózg poszukiwania przyjemności, gdzie tylko się da. A jej mantrą są słowa: I am enough.

W piątym dniu zainteresowała mnie rozmowa z profesor Felice Jacka (Does Junk Food Shrink Your Brain). Podkreśliła ona rolę odpowiedniej mikrobioty jako kluczową dla naszego zdrowia. Jej zdaniem, różnorodność tradycyjnych diet spowodowała, że bakterie przyzwyczaiły się do danego sposobu odżywiania i stąd mamy bardzo zdrowe populacje odżywiające się prawie wyłącznie mięsem i tłuszczem czy mające dietę bogatą w pokarmy roślinne. Stwierdziła też, że dieta paleo nie jest dobrym pomysłem, bo nie chodzi o geny, jakie odziedziczyliśmy po przodkach a o bakterie, a te potrafią się zmienić w ciągu kilku godzin. Ja jednak myślę, że w prawdziwym paleo uwzględnia się oba czynniki;-) Pani profesor stwierdziła, że jeśli znakomita większość populacji nie je 5 porcji warzyw dziennie, to czy jemy ekologiczne produkty albo super foods jak jagody goji, jest już tylko wisienką na torcie;-) Sama poleca dietę opartą głównie o produkty roślinne z dodatkiem dobrej jakości białka, kiszonki i tłuszcze (oliwa jak w chwalonej przez nią diecie śródziemnomorskiej). Uwaga na dodatki do produktów (emulsifiers, jeśli ktoś kupuje jeszcze coś z etykietami), które są formą… detergentów i tym samy niszczą wyściółkę jelit. Niebezpieczne są też sztuczne słodziki, które, mimo, że nie zawierają kalorii, powodują otyłość wpływając na bakterie w jelitach (odpowiedzialne za wagę, regulację poziomu glukozy i insuliny). Stwierdziła ponadto, że tłuszcze nasycone nie są dobre dla mikrobioty.  Chociaż pani profesor martwi się, że rodzice skracają życie swoich dzieci karmiąc je sztucznym, śmieciowym jedzeniem, to poleca kanapkę z pełnoziarnistego chleba do szkoły ;-) No, cóż, może od czasu do czasu warto posłuchać czegoś z innego nurtu…

W szóstym dniu spodobało mi się takie zdanie, którego powtarzanie poleca dr Dain Heer stosujący metodę Access Consciousness. Jakkolwiek metoda wydaje się mocno ezoteryczna, to zdanie mi się naprawdę podoba. Czemu by go nie zacząć od czasu do czasu powtarzać? W końcu to takie proste! Czy przydarzy nam się coś dobrego czy mniej dobrego, najlepiej zapytać: How does it get any better than this? A nóż coś się zadzieje ;-) Skoro sam stwierdził, że to najważniejsza jego rada i ze wszystkiego, co mówi, najbardziej warto zapamiętać właśnie to zdanie, to chyba coś w tym jest ;-)

Gwiazdą dnia siódmego zdecydowanie była Lierre Keith. Osoba, którą powinien znać każdy, kto naprawdę dba o środowisko i własne zdrowie. Zrujnowała swoje zdrowie latami wegetarianizmu i przestrzega teraz innych przed tym błędem. Jakie niebezpieczeństwa dla zdrowia kryje w sobie wegetarianizm (o weganizmie nie wspominam nawet)? Niedobory lub nadmiar pewnych substancji w diecie. Główny niedobór: cholesterol. Dla przypomnienia: cholesterol potrzebny jest każdej komórce (buduje jej membranę), dostarcza energii całemu organizmowi, a zwłaszcza preferowany jest przez mózg, otacza serce, znajduje się na powierzchni płuc, wyściela jelita. Lierre Keith dla postrachu powiedziała, co trzeba zrobić, żeby w kilka lat pozbyć się kilku procent mózgu: wyeliminować produkty zwierzęce. Proste, nie? Inne niedobory: wit. A, D, K2, E, B12, niektóre aminokwasy jak tryptofan (bez niego organizm nie wytworzy serotoniny). Trzeba jednak wiedzieć, że jeśli nawet jemy mięso, ale z masowej produkcji, to niekoniecznie będziemy mieć wystarczającą ilość tryptofanu (i pewnie nie tylko) w diecie. Dlaczego? Bo krowy karmione ziarnem zbóż a nie trawą też mają jego niedobór. Dieta oparta tylko o produkty roślinne nie jest też wystarczająco gęsto odżywcza i zasobna w minerały. Najbogatsze w nie są kości, dlatego wszystkie społeczności mają jakiś sprawdzony sposób na ich spożycie np. różne rodzaje rosołu (w zależności od schorzenia). Rozmowa nie sprowadzała się zresztą do diety. Według Lierre Keith prawdziwym problemem dla nas i środowiska jest rolnictwo, które obecnie działa na zasadzie biologicznej czystki (biotic cleansing), czyli bierzemy pewną powierzchnię ziemi np. prerię (99% światowej powierzchni prerii zniszczono) czy las deszczowy i niszczymy w niej życie do poziomu mikrobów, a potem zaczynamy prowadzić monokulturową uprawę tylko dla ludzi. Koszt to zniszczona gleba i masowe wymieranie gatunków (200 dziennie). Powiedziała też ciekawą, chociaż pesymistyczną rzecz, że cywilizacje kończą się wraz z zasobami jak wierzchni poziom gleby, a ten jej zdaniem już został zniszczony w XX w. i teraz karmi nas paliwo kopalne i azot (chociaż słyszałam, że ten też się kończy…). Jeśli ktoś chce zejść z wege-drogi (za życia;-) i zrobić coś dla siebie i środowiska, to polecam posłuchać / poczytać, co jeszcze Lierre Keith ma do powiedzenia.

Dzień ósmy: Sally Fallon, przewodnicząca The Weston A. Price Foundation (The truth about Fat, Cholesterol and Mental Health), powiedziała sporo ciekawych rzeczy o cholesterolu, m.in., że jest związany z produkcją jednego z rodzajów kannabionoidów. W ogóle nie miałam świadomości, że w organizmie istnieje układ endokannabinoidowy… Sally Fallon powiedziała, że nasz organizm produkuje te same substancje, które zawiera marihuana i mamy ich receptory. Według niej nasz naturalny stan to stan upojenia (high) przez cały czas i zależy to od cholesterolu, który jest też niezbędny do produkcji dopaminy i serotoniny (feel good chemicals) oraz właściwej pracy mózgu. Dorośli produkują własny cholesterol, ale warto pozyskiwać go z diety (tłuszcze zwierzęce, podroby). Niemowlęta i małe dzieci muszą pozyskiwać go z pokarmu (mleko matki, wątróbka, jajka).

Dzień dziewiąty zapowiadał się wyjątkowo ciekawie, tj. już na pierwszy rzut oka zainteresowały mnie tematy prawie wszystkich rozmów. Reed Davis (Addressing Metabolic Chaos) podkreślił rolę diagnostyki najważniejszych systemów w organizmie (HIDDEN: hormones, immune, digestion, detox, energy production, nervous system), żeby ooznać stan zdrowia i dotrzeć do przyczyny problemów zdrowotnych. Potem można się wziąć za naprawę (DRESS: diet, rest, exercise, stress reduction, supplements). Właściwa dieta? Dieta przodków właściwa dla naszej osoby! Świetnie ujęcie paleo :-) Jak znaleźć właściwą dla nas kombinację białka, tłuszczu i węglowodanów? Reed Davis poleca, żeby sprawdzić, czy jesteśmy na dobrej dietetycznie drodze w prosty sposób. Jak czujemy się ok 2 godzin po posiłku? Jeśli nadal jesteśmy syci, to jest dobrze :-). Można zacząć eksperymenty od 100% białka w diecie albo 100% węglowodanów i stopniowo zmieniać proporcje. Kolejne czynniki naszej diagnostyki diety to poziom energii i dobre samopoczucie. Bardzo prosty biofeedback.

Przyjemnie słuchało się rozmowy z Ianem Whitem, zielarzem w piątym pokoleniu (pozazdrościć dziedzictwa), znawcą naturalnych metod leczenia np. aborygeńskich (Natural Remedies to Balance Your Mood). Dowiedziałam się od niego, że na stres, poprawę nastroju czy możliwości kognitywnych mogą pomóc esencje kwiatowe. Nie słyszałam wcześniej o takiej terapii. Na pewno przyjemna ;-).

Nadszedł dzień dziesiąty. Dr. Ron Ehrlich, (Oral Health & Mental Wellness), holistyczny dentysta powiedział, że 99% ludzi w kulturze zachodniej nie ma miejsca na wszystkie 32 zęby, do których posiadania wyewoluowaliśmy. Za przyczyną tego stanu rzeczy podał brak odpowiednich składników odżywczych w diecie, co wiadomo od czasu badań Westona Price’a. Głównie brakuje wit. A, D, K i E rozpuszczalnych w tłuszczach, których źródłem powinny być tłuszcze zwierzęce. Kiedy w jamie ustnej jest za ciasno, możemy mieć problemy oddechowe, a te przekładają się na problemy ze snem i to właśnie nie potrzeba pójścia do łazienki a trudności oddechowe!

Podsumowując, szczyt był interesujący i miał bardzo obszerną tematykę. Stąd też jedna z dłuższych relacji na blogu;-) Był bardzo holistyczny :-) Jak widać wyżej, sporo się dowiedziałam. Szczególnie polecam zapoznać się z działalnością prof. Kirscha i Lierre Keith.

Polub lub udostępnij