Swego nie znacie. O produktach i usługach

Muszę przyznać, że z perspektywy kilku lat i krajów, bardziej doceniam polskie produkty. Chętnie nosiłabym teraz ubrania z metką Made in Poland, zamiast przepłacać za ciuchy zachodnich marek wyprodukowane gdzieś, jakoś w Azji… Podobnie z wieloma innymi przedmiotami użytkowymi. Kupić laptopa w Wielkiej Brytanii? Wybór producentów i produktów prawie żaden. Generalnie łatwiej tam o drogą tandetę niż w Polsce czy Niemczech.

Wybór kosmetyków, niekoniecznie do makijażu czy perfum, ale takich do codziennej pielęgnacji, jak tonik czy balsam, w przeciętnym niemieckim czy polskim supermarkecie jest zdecydowanie większy niż w UK, gdzie kupienie kosmetyku np. dla dzieci bez konserwantów i innych, zupełnie zbędnych, śmieciowych dodatków, wcale nie jest łatwe. (Zawsze mnie zdumiewał fakt, że krem, w którym składniki można policzyć na palcach jednej ręki, kosztuje dużo więcej niż taki napakowany kilkunastoma czy kilkudziesięcioma substancjami). Oczywiście zostają zakupy przez internet, ale nawet tam nie zawsze można znaleźć ulubione produkty danej firmy i przeważnie nie za tę samą cenę.

Poza Polską unikam aptek i sklepów zielarskich. Ceny wyższe, produkty inne, często niepotrzebnie udziwnione, naszpikowane zbędnymi dodatkami (po co mi wapń w tabletkach do żucia o smaku bananowym, kiedy chcę być zdrowa???), wybór np. ziół mniejszy, więcej leków wydawanych jest na receptę (inna sprawa, że np. w Walii są one wtedy bezpłatne…). Ponadto istnieje pogląd, który mnie się podoba, że najlepiej służą nam pokarmy, zioła i inne produkty, które pochodzą z tej samej części świata, co my. Sprawdzone przez naszych przodków, którym służyły na przestrzeni wieków.

Jednak różnice najbardziej widoczne są dla mnie w kwestii jedzenia. Wiadomo, gdzie jest najtaniej. Z wyborem jest już różnie. W Niemczech czy Wielkiej Brytanii łatwiej o produkty z innych krajów, które są w tej samej cenie, co lokalne, a bywają nawet tańsze. Podobnie z jedzeniem w restauracjach. Różnorodność to duży plus. We wszystkich krajach są dostępne produkty lokalne czy organiczne, są targi, festiwale kulinarne. Moje ogólne odczucia są jednak takie, że tradycyjne polskie jedzenie, poza tym, że często znacznie tańsze, jest łatwiej dostępne w dobrej jakości. Nie trudno w Polsce znaleźć targ, lokalnych rolników, kupić produkty domowej roboty. Do tego nie potrzeba całej kosztownej otoczki organiczności, ekologiczności (no, może poza dużymi miastami). Przykład? Kasza jaglana. W Wielkiej Brytanii nie do kupienia w przeciętnym sklepie. Kupuję organiczną w internecie, oczywiście droższą niż ryż czy inne tego typu produkty dostępne na sklepowych półkach, w dodatku sprowadzaną z… USA! Jakby w Europie kasza nie rosła. W Polsce na prowincjonalnym targu kupuję kaszę niemal dosłownie za grosze, zwykłą, niby nieorganiczną, ale tej samej jakości. Nie muszę jechać w podróż do modnej dzielnicy, gdzie dobrze zarabiających ludzi stać na zakupy na targu, świeże jedzenie, domowej roboty produkty. Internet też wszystkiego nie zastąpi, zwłaszcza w tej kategorii.

Ale miało być o produktach i usługach. Ceny, wybór, a nawet jakość to dla mnie nie wszystko. Produkt powinien zostać odpowiednio zareklamowany, podany, sprzedany.

Pamiętam, jak jakiś czas temu pierwszy raz usłyszałam w polskim supermarkecie „dzień dobry” od pani kasjerki! Szok kulturalno-kulturowy. Teraz jest to już na porządku dziennym, przynajmniej w mojej okolicy. Nie zapomnę też zakupów na targu na Starym Kleparzu w Krakowie. Stoisko piekarnicze, jestem jedyną klientką przy okienku, a sprzedające tam babsko bezczelnie odwraca się do mnie zadem i zabiera się za przekładanie towaru na półkach!!! Dopiero od niedawna wyjątkiem jest obsługa w polskich kawiarniach czy restauracjach, która jest nieuśmiechnięta, niezbyt sympatyczna, niewyszkolona, nieudolna i ogólnie za wolna itd. Pamiętam jedną taką kawiarnię w krakowskim Zaułku Niewiernego Tomasza jeszcze parę lat temu. Panienki robiły tam naprawdę dużą łaskę, że podają kawę na ławę (wiele więcej tam nie widziałam). A ostatnio, parę lokali dalej, w innej kawiarni aż miło było składać zamówienie i porozmawiać na jego temat z panią kelnerką. Poziom zachodnioeuropejski. Cenowo podobnie i pewnie dlatego większość gości była, jak my, z zagranicy.

Da się? Da się. Polskie produkty często są lepsze albo przynajmniej równie dobre jak zachodnioeuropejskie. Brakuje im tylko odpowiedniej oprawy usługowej! A ta jest częścią szerszej oprawy marketingowej. Dla porównania: małe walijskie miasteczko, liczne szyldy, a na nich: słynne walijskie to i to, prawdziwe, tradycyjne itd. Które (małe) miasto w Polsce może się poszczycić tyloma produktami, chociażby tylko przedstawianymi jako znane, unikalne, wartościowe, lokalne??? Polska może się za to „poszczycić” mnóstwem ohydnych, tandetnych, często wulgarnych, podniszczonych reklam, banerów itd. na każdym słupie, ogrodzeniu, w szczerym polu i gdzie bądź, byle tylko ktoś tamtędy przejeżdżał i popatrzył na nie. Jak tylko je widzę, od razu wiem, że jestem znowu w Polsce. A reklamy i szyldy mogą być naprawdę eleganckie i ciekawe, czego najlepszym przykładem jest dla mnie Wiedeń. Ogólnie w Polsce nie jest źle, wystarczy tylko trochę dopieścić szczegóły.

Punktacja:

PL:DE:UK

1:0:0