Zmiana adresu po walijsku. Bez stresu i zmiany miejsca zamieszkania

Część czytelników zapewne już wie, że należę na razie do osób, które sporo się przeprowadzają. Zmieniam miejsce zamieszkania i adres. Średnio raz do roku. Często jeszcze częściej. Ale jak już się przeprowadzę, to wiem, jaki mam adres i używam go od początku do końca w tej samej formie. Wyjątkiem jest Walia.

Adres walijski znałam przed przeprowadzką. Zawarty w umowie o mieszkanie był dość długi, trochę skomplikowany, a że musiałam podawać go rozlicznym niemieckim, niezwykle dociekliwym, instytucjom, więc na wszelki wypadek wyuczyłam się go na pamięć, napisałam w notesie, a następnie szczęśliwie wyjechałam. I co się okazało na miejscu? Że może i nie zmieniałam więcej miejsca zamieszkania, ale adres jak najbardziej. Najpierw pozbyłam się dopisku parter, potem dopisku mieszkanie, następnie jego numer powędrował za nazwę domu, nazwa ulicy pozostała bez zmian i bez numeru, podobnie niezmieniony pozostał kod pocztowy, ale już z nazwy miejscowości zrezygnowałam, podobnie z nazwy hrabstwa, zostało tylko państwo. Oczywiście nie wprowadziłam tych wszystkich zmian za jednym zamachem długopisu, ale adres modyfikowałam stopniowo, motywowana listami otrzymywanymi od miejscowych nadawców, jak mniemam, wytrawnych znawców tutejszych zwyczajów korespondencyjnych, które były różnie adresowane. Mój adres przechodził kolejne metamorfozy, aż za którymś cięciem go istną brzytwą Ockhama osiągnęłam satysfakcjonującą mnie, najkrótszą z możliwych jego wersję, a co najlepsze, fizycznie nie musiałam ruszać się z miejsca. Wszystko odbyło się na papierze.